Dramat ZUS i rządu. „Zabraknie pieniędzy na emerytury”?

 

Rząd nie ma pieniędzy, bo dziura w budżecie. A w posadach drży ZUS. Może zabraknąć na emerytury?

Ze źródeł rządowych wieje optymizmem nie tylko pod względem 500 plus, ale dosłownie pod każdym. Bo czy ktoś słyszał coś złego na linii minister Macierewicz-prezydent Duda? Albo czy słychać o jakichś najmniejszych uwagach pod adresem „ministra smoleńskiego”? Dobrze gada, świetnie organizuje patriotyczne uroczystości wojskowe, wspaniale armię reformuje, wzmacnia wojsko, kupuje helikoptery (aż 12), drony i samoloty dla VIP.

Podobne najlepsze słowa dobiegają ze sfer rządowych o polityce, edukacji, kulturze, i w ogóle same superlatywy i osiągnięcia słyszymy, o sytuacji w gospodarce, bezrobociu, które jest najmniejsze od iluś lat, a w finansach to tylko i wyłącznie sukcesy. Bo nawet znalazła się duża nadwyżka z VAT…

Tymczasem z innych źródeł (nieoficjalnych) – medialnych słychać niezbyt przyjemne ani optymistyczne informacje o ZUS. Po pierwsze dopłaty do funduszu wypłat świadczeń emerytalnych wciąż wysokie i będą rosły, a już za rok, ta świetlana instytucja państwowa, może zbankrutować. Może w równym stopniu także rząd.

Nie, nie zamierzam emerytów straszyć, ani rządu. Nie zbankrutuje. Rząd nie dopuści do tego. Będzie tak jak dotąd ofiarnie dopłacał miliardy, bo ZUS musi służyć emerytom. A tych około 8 milionów osób potrzeba polskiemu rządowi (każdemu), szczególnie przy urnach wyborczych.

Pech chciał, że ostatnio niespodzianie wyciekła niezbyt miła dla rządu wiadomość, o bardzo trudnej sytuacji w finansach ZUS. Instytucja ta nie może upaść, przynajmniej za tego rządu, a rząd może…, nie tylko może, ale i musi dawać na ZUS nawet tyle, ile zbiera rocznie do kasy pastwa z VAT, czyli bodaj szóstą część rocznego budżetu państwa.

Jak się okazuje – w 2018 roku ZUS będzie wymagał dofinansowania około 63 miliardów złotych. Tymczasem słychać oficjalnie – sytuacja Funduszu Ubezpieczeń Społecznych nie jest gorsza niż w poprzednich latach, gdy było wyższe bezrobocie – mówi z uśmiechem szczęścia minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska.

„Nic dramatycznego się nie dzieje” – dodaje w Polskim Radiu. Tak Elżbieta Rafalska skomentowała w narodowym Polskim Radiu, informacje gazety „Rzeczpospolita”, że w 2018 roku, na wypłaty emerytur może zabraknąć nawet 63 mld złotych.

Ta dramatycznie zła informacja „Rzeczpospolitej”, jakoś dziwnie zbiegła się z nagłym odwołaniem z funkcji prezesa PZU Michała Krupiński, który ponoć uchodził za pupila rządzącego PiS. Były prezes nie ma zmartwienia – „zarobił ponad 1,5 mln zł”. „Teraz może dostać drugie tyle” – czytamy w serwisie Money.pl.

Widać tu także jeszcze inne czarne dno. Po pierwsze skąd wziąć te 63 miliardy złotych dla FUS na ZUS, gdy w budżecie państwa świeci dziura? Po drugie zapewne nie obędzie się bez pożyczki bankowej; dziś nikt nie wie w jakiej kwocie. Bo przecież trzeba będzie także gdzieś wyżebrać miliardy na 500 plus, mieszanie plus, na niby darmowe leki dla seniorów, koniecznie dla wojska i jeszcze na inne cudowne marzenia władzy.

Według „Rzeczpospolitej”, ten czarny scenariusz, przygotowany w ZUS, to efekt najnowszej prognozy wpływów i wydatków FUS, na najbliższe pięć lat. Zdaniem „Rz”, prognozy ZUS są takie, iż dziura w FUS w kolejnych latach, będzie sukcesywnie rosła. W najgorszym wariancie może sięgnąć nawet 85 mld zł w 2022 roku.

Co rząd z tym czarnym znakiem zapytania ma zrobić. Tego nikt nie wie. Najprostsze wyjście: kredyt z banku zagranicznego. Rok temu łączna kwota kredytów rządowych wyniosła 92 do 96 mld złotych. Jest też pomysł, aby przyszłorocznych emerytów (350 tys. dzięki cofnięciu ustawy) namawiać na pozostanie w pracy lub zachęcać do otwierania działalności gospodarczej. W każdym takim przypadku będą płacić składki na ZUS i ulżą rządowi…
Źródło: money.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu lustracyjnym – emeryci liczą pieniądze. Foto: fakt.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii ludzie, partia, polityka, Polska | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Praworządność w Polsce znów na celowniku Komisji PE

– Jesteśmy zaniepokojeni próbami reformy sprawiedliwości w Polsce. Każda reforma powinna przestrzegać reguł prawa i trójpodziału władzy –mówi wiceszef KE i „zapowiada dalsze kroki”.

– Rząd Polski nie dał odpowiedzi w dobry sposób. Nie przyjmuje naszych sugestii. Muszę zaznaczyć, że ciągłe ataki wobec Komisji Europejskiej i Komisji Weneckiej, nie przyczyniają się do poprawy sytuacji – zwraca uwagę Frans Timmermans.

Jak podkreślił wiceszef Komisji Europejskiej Timmermans – „każdy obywatel Polski ma prawo do tego, aby stawać przed niezależnym sędzią”. „To jest kluczowa wartość Unii Europejskiej” – przypomniał Frans Timmermans podczas dyskusji w Parlamencie Europejskim. Według niego, w obecnej sytuacji, prawo to jest w naszym kraju zagrożone.

Komisja Parlamentu Europejskiego do spraw wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych, kolejny już raz poruszyła problemy rządu Prawa i Sprawiedliwości z poszanowaniem pewnych zasad państwa i prawa. Tym razem skupiono się na propozycjach zmian w sądownictwie, jak również na braku reakcji polskiego rządu, na dotychczasowe napomnienia Komisji Europejskiej i Komisji Weneckiej.

– Jesteśmy zaniepokojeni próbami reformy sprawiedliwości w Polsce. Każda reforma powinna wykazać się poszanowaniem reguł i trzymać się trójpodziału władzy. Rodzi się mnóstwo obaw co do proponowanych zmian. Trybunał Konstytucyjny nie ma na nie wpływu – mówił w PE Frans Timmermans.

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej poinformował PE, iż „rząd Polski nie odpowiedział KE w dobry sposób”. – Nie przyjmuje naszych sugestii. Muszę powiedzieć, że ciągłe ataki wobec Komisji Europejskiej i Komisji Weneckiej nie przyczyniają się do poprawy sytuacji – zwracał uwagę Frans Timmermans.

W dyskusji na forum, brali udział oprócz polskich europosłów, także przedstawiciele innych państw. – To, co dzieje się w Polsce, jest przedłużeniem tego, co dzieje się na Węgrzech. Podzielam opinię tych, którzy twierdzą, że artykuł siódmy będzie musiał być zastosowany. Wyczerpaliśmy to, co może zrobić Komisja, a Rada Ministrów nie może zrobić dużo więcej – mówił luksemburski europoseł Frank Engel.

W przytaczanym przepisie prawa chodzi o „stwierdzenie przez Radę ryzyka poważnego naruszenia przez Państwo Członkowskie, wartości Unii”. Eurodeputowany ze Słowacji bronił z kolei polskiego rządu i przypominał, że poprzedni również naruszał prawo, przy braku reakcji UE.
Źródło: wprost.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – obrady Parlamentu Europejskiego. Foto: polsatnews.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii Europa, partia, polityka, Polska | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

„Dotarło do nich, że niekoniecznie będą rządzić wiecznie”

 

Goście Radia TOK FM: prof. Wiesław Władyka, Tomasz Wołek i Tomasz Lis – analizowali ostatnio politykę rządu PiS i jej skutki.

– Fikcyjność polityki PiS, fanfaronada, okłamywanie nas… trzeba wybitnej ślepoty, żeby tego nie dostrzec – stwierdził Tomasz Lis w programie „Poranek Radia TOK FM”. Według redaktora naczelnego tygodnika „Newsweek”, spadek popularności PiS, zauważyli już partyjni działacze.

„Obóz rządowy przestaje być spoisty”

Był to zwięzły komentarz do najnowszych notowań opinii publicznej na temat kierunków i skutków prowadzonej polityki międzynarodowej i społeczno-gospodarczej w kraju. Ludzie zaczynają otwierać oczy na wszystko to, co dotyczy ich bezpośrednio i pośrednio, w tym na zmiany wprowadzane na siłę, przez ekipę rządzącą Jarosława Kaczyńskiego.

Notowania PiS zaczęły nagle spadać na głowę. O nastrojach w PiS – zdaniem Tomasza Wołka – najlepiej świadczą zmiany w spółkach Skarbu Państwa. Np. wymiana prezesa PZU. W środę Michał Krupiński, uznawany za człowieka z obozu Zbigniewa Ziobro, został odwołany.

– To pokazuje, że wewnętrzna walka trwa. Moim zdaniem, na naszych oczach obóz rządowy przestaje być spoistą, jednorodną, zwartą formacją – ocenił publicysta Tomasz Wołek w „Poranku Radia TOK FM”.

„Teflon został podrapany”

W opinii Tomasza Lisa, skok na spółki Skarbu Państwa pokazał, że wstrząsy w PiS są faktem. Bo część polityków szuka miękkiego lądowania, na wypadek kłopotów partii rządzącej.

– Jak napisał Daniel Passent, chyba w 1981 roku, że cala sztuka polega na tym, by grać w drużynie, ale nie aż tak, żeby z nią spadać z ligi. Proces ruszył, teflon został podrapany. A teflon podrapany przestaje być teflonem. Na poziomie czysto psychologicznym, do dżentelmenów dotarło, że niekoniecznie będą rządzić wiecznie – stwierdził redaktor naczelny gazety „Newsweek”.

Wyborcy zobaczyli, że czar pryska

Spadające poparcie dla PiS – według Tomasza Lisa – pokazuje, że czar partii Jarosława Kaczyńskiego, pryska. Mimo tego, że przychylność dla populistów jaką obserwujemy teraz nie tylko w Polsce, pozwoliła PiS na wygranie po 10 latach bycia w opozycji.

– Topnieje grupa ludzi, którzy to kupują. Fikcyjność polityki PiS, fanfaronada, okłamywanie nas… trzeba wybitnej ślepoty, żeby tego nie dostrzec. Tę ściemę można uprawiać w kampanii, potem trochę poudawać, ale potem ktoś zacznie szeptać: król jest nagi – ocenił Tomasz Lis w audycji Radia TOK FM.
Źródło: tokfm.pl.

Oprac. Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Tomasz Lis, Wołek, Passent, Władyka w TOKFM. Foto: tokfm.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

„Politycy chcą wyprodukować ludzi dla ich ideologicznych obsesji”

W sobotę, 25 marca, odbyła się w Warszawie przed budynkiem MEN, demonstracja przeciwko reformie oświaty.

Rządząca partia, natychmiast po przejęciu władzy w Polsce, zaczęła reformować kraj, wedle zasady – „szeroko i bardzo głęboko”. Czy kogoś o to pytała, że tak można robić? Czy otrzymała zgodę narodu? Po co zgoda, skoro w głosowaniu była wola większości narodu.

„Nazywam się Szydło i będę słuchać ludzi”

A przecież na liście wyborczej nie było woli głębokich reform, nie było też na reformy akceptacji. W kampanii wyborczej 2015 roku, Beata Szydło desygnowana przez szefa PiS na kandydata na premiera, oświadczała wielokrotnie: „Nazywam się Szydło, Beata Szydło i będę słuchać ludzi”.

Mówiła także i tak: „Wiem, że będę szkalowana, że będą mówili, że będę kierowana z drugiego szeregu. Powiem krótko: nazywam się Szydło, Beata Szydło! I nie pozwolę sobą kierować. To nie znaczy, że nie będę słuchać ludzi” – zaznaczyła. – Będę słuchać i młodszych i starszych, i biednych i bogatych – dodała. Poznaliśmy program nowego rządu (niezalezna.pl).

Czy choć raz zapytała nas, czy może robić rewolucję, na przykład w oświacie? Rewolucja ruszyła jak z bicza strzelił i idzie pełną parą przez kraj. A rząd uszczęśliwiony i ucieszony z tego, że jest naj… Tymczasem coraz większy narasta sprzeciw środowisk nauczycielskich i rodziców oraz uczniów, wobec tego, co zaproponowała minister Anna Zalewska.

„Reforma edukacji nie będzie przesunięta”

W sobotę 25 marca 2017, rodzice i nauczyciele w zbiorowym proteście żądali natychmiastowego wstrzymania reformy edukacji. Swoje żądania demonstrowali przed Ministerstwem Edukacji Narodowej w Warszawie, pod hasłem „Protest 100 opon”. Przyniesiono przed MEN opony, które – jak mówiono – są znakiem ostrzegawczym dla minister Anny Zalewskiej.

Premier Beata Szydło mówiła 9 listopada 2016 roku, że to jest reforma edukacji, której potrzebuje polska szkoła. W grudniu tego samego roku, po spotkaniu z przedstawicielami MEN, oświadczyła: „Reforma edukacji nie zostanie przesunięta”. Znaczyło to, że możecie się buntować, możecie sobie nawet strajkować, a my i tak nie odstąpimy od reformy edukacji.

„Cieszę się, że przyszliście państwo wesprzeć rodziców i nauczycieli w tej nierównej walce z minister Anną Zalewską, która, nie zatrzymując się”, prze do przodu niczym walec – mówił tymi słowami do zgromadzonych osób przed gmachem MEN, jeden z organizatorów protestu, nauczyciel historii Artur Sierawski.

„Musimy powiedzieć: dość!”

– Do tej pory byliśmy bardzo merytoryczni, mówiliśmy, prosiliśmy, informowaliśmy, składaliśmy petycje, przedstawiciele rodziców, nauczyciele byli u pana prezydenta, z prośbą by zawetował ustawę (Prawo Oświatowe – red.), niestety okazał się niezłomny wobec prezesa Jarosława Kaczyńskiego i ją podpisał. Dlatego dzisiaj musimy powiedzieć zdecydowanie: Dość! – powiedział Artur Sierawski.

Uczestnicy manifestacji jako symbol tego, że „przestali być grzeczni”, przynieśli z sobą opony. Jak wyjaśniali, opony są symbolem skutecznych protestów, m.in. górników, bo gdy ci przywozili je do Warszawy, ustępowała każda władza.

– Przyniesione dziś przez nas opony są znakiem ostrzegawczym dla minister Zalewskiej. Przynieśliśmy opony, ale jeszcze dziś ich nie palimy. Być może jednak przyjdzie taki dzień, gdy będziemy tu manifestować 24 godziny na dobę, by chronić dzieci przed minister Zalewską” – zaznaczył Sierawski.

„Politycy precz ze szkoły”

Uczestnicy manifestacji – oprócz opon samochodowych i rowerowych – mieli z sobą flagi biało-czerwone, unijne, a także czarne, mieli też transparenty na napisami: „Rodzice przeciwko reformie edukacji”; „Tak dla edukacji – nie indoktrynacji”, „Nie likwidujcie naszego gimnazjum”. Grali na bębnach i tamburynach. Używali gwizdków i wuwuzeli. Skandowali: „Z rodzicami nie wygracie” i „Politycy precz ze szkoły”.

Po Sierawskim głos zabierali rodzice, którzy przyjechali na manifestację z różnych miejscowości, m.in. z Łodzi, Lublina, Oławy, Warszawy i Wiechlic koło Szprotawy. Podkreślali, że nie reprezentują żadnej partii czy opcji politycznej, mają w wielu sprawach różne poglądy, ale łączy ich to, że chcą dobrej edukacji dla swoich dzieci.

Jeden z zabierających głos powiedział, że bierze udział w manifestacji z trzech najważniejszych dla niego powodów. Są to – jak mówił: córka Kasia – uczennica gimnazjum, syn Kacper – uczeń szkoły podstawowej i żona Kinga – nauczycielka.

„Żadna władza nie wytrzyma buntu rodziców”

„Zatrzymanie reformy jest bardzo ważne, wszystko inne da się przegłosować, odwrócić, odkręcić. Jeśli te zmiany strukturalne wejdą w życie, to już tak zostanie po wsze czasy. Zostanie skrócona edukacja ogólna. Obecni szóstoklasiści i uczniowie klas pierwszych gimnazjów, zostaną skazani na okropny tłok w liceach, na to, że nie dostaną się do wybranej szkoły, bo zabraknie w niej dla nich miejsca.”

„Obecni czwarto-, piąto- i szóstoklasiści będą skazani na braki w edukacji, które pani minister mówi, że mogą być uzupełnione w życiu poza szkolnym. Nie wiem, jak miałoby to wyglądać” – mówiła Daria Bielenin-Pałęcka.

„Żadna władza nie wytrzyma buntu rodziców, i ta też nie wytrzyma – podkreślił Olgierd Porębski. Apelował do rodziców, którzy są przeciwni reformie edukacji, by wsparli strajk nauczycieli 31 marca oraz by na znak protestu nie posłali swoich dzieci do szkoły 10 kwietnia, a następnie 10 maja. „Działamy dla dobra wspólnego, dla dobra wszystkich Polaków, dla dobra naszych dzieci” – akcentował Olgierd Porębski (polsatnews.pl).

„Politycy będą pokornie słuchać Polaków”

Tak mówili przedstawiciele społeczeństwa w sobotę 25 marca 2017 podczas protestu przeciwko radykalnej i natychmiastowej zmianie edukacji w Polsce. A oto, co i jak mówiła, desygnowana na premiera Beata Szydło, w czerwcu 2015. „Program Andrzeja Dudy biorę jako swój”. Zapewniała o obniżeniu wieku emerytalnego, podwyższeniu kwoty wolnej od podatku i „500 zł na każde dziecko w rodzinie.”

„Dziś musimy odbudować szacunek dla polskiego państwa. Politycy muszą służyć obywatelom. Ja nie muszę dziś z mojego kalendarza wykreślać numerów ludzi, którzy się skompromitowali, bo nigdy nie miałam z takimi do czynienia”.

Zapowiedziała: „Czas skończyć z umowami śmieciowymi. (…)Nie można likwidować polskich kopalń. (…) Opieka zdrowotna nie może być w Polsce towarem. Przyjedziemy do was rozmawiać. Będziemy tam, gdzie toczy się dyskusja o Polsce. Nie chcę, żeby w kampanii mówiono co innego, a potem robiono co innego. Czas polityków celebrytów się kończy. Czas na polityków rzemieślników, którzy będą pokornie słuchać Polaków” – zapewniała Beata Szydło (niezalezna.pl).

Politycy pragną „wychować sobie elektorat”

Dobrze widzimy dziś, po niewiele ponad roku panowania władzy Beaty Szydło, jak się sprawdzają obietnice o „dobrej zmianie”, o wyjazdach do ludzi na rozmowy i dyskusje, o mówieniu co innego i robieniu co innego oraz „pokornym słuchaniu Polaków”. No, gdzie te obietnice, Miłościwa Pani Premier? Co z tym „pokornym słuchaniu Polaków”?

Sobotni protest 25 marca zorganizowała koalicja „Nie dla chaosu” w szkole. Była to manifestacja pod hasłem: „To spór o model człowieka”. Brali w niej udział także: psycholog, psychoterapeuta, pisarz Wojciech Eichelberger i prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz.

„Politycy nie wychowają nam dzieci. Spór o szkołę, to nie spór o technikalia, o harmonogramy, nie o to, czy jest gimnazjum, czy go nie ma. Spór jest zawsze sporem o wartości, jest to spór o model człowieka. Politycy dążą do tego, by wyprodukować jak najwięcej ludzi, którzy podzielają ich polityczne, ideologiczne i światopoglądowe obsesje. Pracują nad tym, by wychować sobie elektorat” – mówił Eichelberger.
Źródło: polsatnews.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – protest przeciwko reformie edukacji. Foto: portalsamorzadowy.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii ludzie, partia, polityka, Polska | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Czy szybkie błyski radiowe to sygnały od obcych?

 

Od kilku lat uczni rejestrują tajemnicze błyski radiowe w odległym kosmosie. Tłumaczą, że mogą to być sygnały od obcych cywilizacji.

Naukowcy z NASA odebrali szybkie błyski radiowe. Niektórzy są zdania, że mogą to być znaki czy sygnały nadawane od obcych. Najpierw nie dawano w to wiary. Teraz badacze z Harvardu poważnie stawiają pytają, czy to nie są sygnały podróżniczej aktywności obcych inteligentnych cywilizacji.

Błyski stanowią wielką tajemnicę

Pierwszy bardzo krótki tajemniczy sygnał, trwający kilka tysięcznych sekundy, ale też bardzo silny (porównywalny z energią wypromieniowaną przez Słońce przez 10 tys. lat) rozbłysk radiowy, zarejestrowano w 2007 roku. Od tamtej pory zarejestrowano jeszcze blisko dwadzieścia takich zdarzeń, o których wiadomo było, że pochodzą spoza naszej Galaktyki, ale skąd dokładnie i co je wywołuje – wciąż pozostawało zagadką.

Nadano im nazwę fast radio burst (FRB). Jednak wciąż błyski te stanowią wielką tajemnicę. A to ze względu na swoją siłę i oddalenie, choć już jest przynajmniej wiadomo, skąd niektóre pochodzą.

Następuje błysk po błysku

Zespół uczonych z Max Planck Institute of Radio Astronomy w Bonn w Niemczech, poinformował w 2016 roku o odkryciu innego rodzaju błysków radiowych, które charakteryzują się powtarzalnością. Mamy tu również rozbłysk typu FRB, ale podwójny.

Po pierwszym prawie natychmiast następuje drugi; dzieli je też czas tylko kilku tysięcznych sekundy. Podwójne błyski różnią się od poprzednich także jasnością i widmem. Wiadomo także, że raczej nie są efektem wybuchów gwiazd supernowych, gdyż wybuchy te są zdarzeniami jednorazowymi, niepowtarzalnymi, a to supernowe właśnie były postrzegane jako ewentualne źródła błysków radiowych.

Czy dochodzi do 10 tys. FRB dziennie?

Natomiast możliwym kandydatem na źródło tego typu rozbłysków powtarzalnych są bardzo silnie rotujące gwiazdy neutronowe. Wydaje się, że odkryto podklasę tajemniczych sygnałów FRB, które mają charakter powtarzalności. Ale uczeni nadal nie potrafią powiedzieć, co jest źródłem FRB: zarówno klasycznych, jak i nowych, czyli powtarzalnych.

Na pewno źródłem może być coś nagłego, może jakaś katastrofa, której towarzyszy też emisja ogromnej energii.

Pojedyncze błyski mogą pochodzić z supernowych lub centrów galaktyk aktywnych, podwójne zaś – być może – pochodzą od gwiazd neutronowych. Tego nie wiemy. Przypuszcza się, że nagłych i silnych rozbłysków radiowych jest znacznie więcej niż tych, które udało się już zarejestrować. Być może na całym niebie dochodzi aż do 10 tys. FRB dziennie.

Sygnały pochodzą z daleka

W okresie sześciu miesięcy 2016 roku, wielki szereg radioteleskopów, określony jako Very Large Array (VLA), ulokowany w Nowym Meksyku w USA, wykrył aż 9 błysków pochodzących ze źródła FRB 121102. Ponadto odkrył, pochodzącą z tego samego lub zbliżonego miejsca, stałą emisję znacznie słabszego sygnału radiowego.

Znając położenie ustalone przez VLA, uczeni skierowali w to miejsce, optyczny teleskop północny Gemini North na Hawajach, o średnicy zwierciadła ponad 8 metrów. Teleskop wykrył, że źródło błysku i stały słabszy sygnał radiowy, pochodzą z niedużej karłowatej galaktyki, znacznie mniejszej od Mlecznej Drogi, która leży aż 3 miliardy lat świetlnych od nas.

Te wszystkie dane jeszcze bardziej zachęciły astronomów do bardziej dokładniejszego zbadania błysku przy użyciu kilku dużych radioteleskopów rozstawionych na całym świecie, w tym europejskiego VLBI, działającego w Effelsberg w Niemczech, amerykańskiego Very Long Baseline Array (VLBA) i Arecibo z Puerto Rico (archipelag kilku wysp USA).
Źródło: polityka.pl.

Oprac. Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Tajemnicze błyski radiowe. Foto: pulskosmosu.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii ludzie, nauka, świat | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

„W PiS biją się po mordach. Ten cios poleci też w Macierewicza”

 

Zdaniem byłego premiera PiS Marcinkiewicza prezes Kaczyński nie będzie czekał z dymisją Macierewicza do kampanii wyborczej.

W środowisku partii rządzącej – Prawa i sprawiedliwości – od pewnego czasu panuje silne wewnętrzne wrzenie. Ścierają się ze sobą różne frakcje, koterie i układy. Niektórym ich przywódcom, szef partii daje pobłażanie, innym raczej nie popuści. Sprawa wymaga czasu. Jarosław Kaczyński robi źle. Przekona się o tym, gdy będzie za późno.

Kazimierz Marcinkiewicz skomentował pozycję ministra Antoniego Macierewicza. „Jarosław Kaczyński może go w każdej chwili odwołać. Teraz mu się to nie opłaca, ale prędzej czy później to zrobi” – powiedział były premier PiS, w rozmowie z TOK FM.

Według Kazimierza Marcinkiewicza, prezes PiS nie będzie czekał z dymisją Macierewicza, do kampanii wyborczej. Bo przegra z kretesem – dodajmy.

– Antoni Macierewicz jest w PiS znienawidzony, a jego frakcja parlamentarna, jest niewielka. W PiS w tej chwili następują tak silne emocje, trwa wewnętrzna rozgrywka… No, biją się po mordach w tej chwili. I w którymś momencie ten cios poleci w stronę Macierewicza – mówił były premier Kazimierz Marcinkiewicz, w TOK FM. I dodał: – On szaleje, a to co wyrabia z armią, przynosi szkody. I jest coraz bardziej widoczne.

Kazimierz Marcinkiewicz zauważa również, że PiS zdaje sobie sprawę ze spadającego poparcia. Efektem tego jest większa aktywność zarówno Beaty Szydło, jak i Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS poleciał nawet do Londynu, by spotkać się z premier Wielkiej Brytanii. W opinii Marcinkiewicza, to element „nowego PR-u”.

– Podczas wyjazdu do Londynu Kaczyński niczego nie uzyskał. Raczej chodziło o to, żeby prezes PiS znów mógł dać prztyczka w nos Unii Europejskiej: ja sobie będę rozmawiał z Wielka Brytanią i nic nam nie zrobicie. Tym wyjazdem pokazał też, że w Polsce prawdziwym wodzem jest tylko on. A inni to czekoladopodobne twory – skwitował Marcinkiewicz.

Tymczasem Jarosław Kaczyński, po spotkaniu z premier May, powiedział: „Bardzo się cieszę z tej rozmowy”. Więcej nic nie mówił. Czyżby nie miał niczego konkretnego do ujawnienia poza pustą uciechą? Ale to chyba aż nadto wiele, skoro nawet o zwykły uśmiech prezesowi na co dzień, trudno?
Źródło: tokfm.pl.

Oprac. Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Kazimierz Marcinkiewicz. Foto: tokfm.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

W Watykanie trwa czteroletnia wojna domowa

Papież Franciszek wyruszył w Wielki Post na pięciodniowe rekolekcje. Chciał odpocząć od Kurii Rzymskiej, gdzie tli się rebelia – piszą media.

Papież Franciszek, od początku pontyfikatu, nie ma spokojnego czasu ani otoczenia. Jego poprzednik Benedykt XVI, abdykował z powodów osobistych – miał sygnały o grożących mu… przeciwnikach.

Post modernisty Kościoła

Przed czterema laty, gdy Franciszek został wybrany głową Kościoła katolickiego, udał się – jak poprzednicy – do Pokoju Łez przyległego do kaplicy Sykstyńskiej. Nowo wybrani papieże zatrzymują się tam na chwilę (wielu pewnie uroniło łzę w kaplicy), aby uzmysłowić sobie, jaką przyjęli odpowiedzialność na swoje barki, zanim pojawią się na balkonie bazyliki św. Piotra, by pozdrowić wiernych.

Był taki dzień. Jorge Bergoglio 13 marca 2013 roku – znany wtedy jako arcybiskup Buenos Aires (Argentyna) – tryskał optymizmem i żartował, że kardynałowie przyjechali aż na koniec świata, żeby znaleźć nowego papieża. Gdyby wiedział, co czeka go w następnych latach, zapewne gorzko by zapłakał. Bardzo popularny na całym świecie, nie tylko wśród katolików, papież Franciszek napotkał twardy opór urzędników Watykanu.

Pięciodniowe rekolekcje Franciszka

Skostniały establishment państwa watykańskiego, dał się natychmiast odczuć, gdy Franciszek podjął próbę wprowadzenia Kościoła katolickiego w XXI wiek, zreformować jego władze i przekonania kardynałów, do zmiany poglądów na rozwody i ponowne małżeństwa. Zbuntowani prałaci otwarcie sprzeciwili się zwierzchnikowi światowego Kościoła.

W okresie tegorocznego Wielkiego Postu, jednego z najważniejszych okresów w kościelnym kalendarzu, gdy w oczekiwaniu na Święta Wielkanocne wierni oddają się pokucie i refleksji nad pełną grzechu duszą ludzką, w okresie cichej modlitwy i skupienia, papież udał się poza Rzym.

Wyjechał na pięciodniowe rekolekcje do Casa Divin Maestro w miasteczku Ariccia, blisko jego tradycyjnej letniej rezydencji, w Castel Gandolfo.

Wrogie plakaty na ulicach Rzymu

Według obserwatorów i publicystów, po czterech latach pontyfikatu papieża Franciszka, za murami Watykanu trwa regularna wojna domowa. Mówi się nawet o zamachu stanu.

Pewnego dnia, rzymianie ujrzeli wczesnym rankiem, dziwne plakaty na ulicach swego miasta. Podobizna papieża Franciszka ze złośliwym grymasem na twarzy i szydercze słowa w romanesco, lokalnym dialekcie Rzymu: „Hej, Franek: mieszałeś się w sprawy rożnych kongregacji, wyrzucałeś księży, zniszczyłeś Zakon Kawalerów Maltańskich i u franciszkanów od Niepokalanej Panienki, lekceważysz kardynałów. Ale gdzie jest twoje miłosierdzie?” – podaje Newsweek.pl.

Chrońcie nie  tylko „drzwi i okien Watykanu”

Już na początku pontyfikatu (wrzesień 2013) Franciszek ostrzegał przed wojną domową w Watykanie, czyli plotką i językiem diabła. Podczas specjalnego nabożeństwa dla watykańskich gwardzistów, papież ostrzegł wtedy, iż zagrożeniem dla Watykanu nie jest tylko i wyłącznie terroryzm, czy przestępczość.

W obliczu małej rewolucji, którą prowadzi właśnie w Stolicy Apostolskiej Ojciec Święty – podkreślał – największym zagrożeniem jest wojna domowa za Spiżową Bramą, którą jest plotka i język diabła.

– Ktoś powie, że do Watykanu diabeł nie ma przystępu, bo boi się prałatów, kardynałów i Papieża, więc nie wejdzie. Oj, wejdzie, wejdzie, mogę was zapewnić. My wszyscy, także ja, podlegamy kuszeniu – przekonywał papież Franciszek podczas modlitwy z oficerami Gwardii Szwajcarskiej, którą celebrował przy grocie lourdzkiej w ogrodach watykańskich.

Ojciec Święty przekonywał gwardzistów, by w swojej codziennej pracy nie skupiali się jedynie na ochronie „drzwi i okien Watykanu”, ale byli czujni także w obliczu innego rodzaju zagrożeń.

Zakazany język w Watykanie

– Brońcie się także przed zakusami diabła, niczym św. Michał, wasz patron – tłumaczył papież. Zdaniem Franciszka, diabelskimi sprawkami są bowiem wewnętrzne problemy Stolicy Apostolskiej. W tym przede wszystkim brak jedności wśród jej nielicznych obywateli.

– Diabeł próbuje rozpętać wojnę wewnętrzną, taki rodzaj duchowej wojny domowej. To taka wojna, której nie prowadzi się przy pomocy znanych broni, ale przy pomocy języka. Bronią tej wojny są plotki. I tego od was żądam, byście się wzajemnie przed tym bronili. Plotka to język, którym nie wolno rozmawiać w Watykanie, to język zakazany. Bo to język diabła, który dzieli, aby bracia stali się wrogami – ostrzegał papież (natemat.pl).

Franciszek, po zaledwie kilku miesiącach pontyfikatu, zaostrzył kary dla księży-pedofilów, rozpoczął reformę watykańskich finansów, w tym analizę także kosztów wystawnych beatyfikacji i kanonizacji, a przede wszystkim zmienił wieloletni układ władzy w Kurii Rzymskiej.

Te wszystkie i tym podobne działania sprawiły, że nawet szeregowi duchowni mówili i mówią coraz częściej tak, jak polski ksiądz Jarosław Staszewski ze Stargardu, który zwierzył się wiernym na Facebooku: „Wiedziałem, że będę tęsknił za Benedyktem XVI… nie wiedziałem, że zatęsknię tak szybko…” Benedykt trzymał bowiem w ryzach i wzmacniał tradycyjne reguły skostniałej pracy Kościoła.

Warto przeczytać także:
– Idzie rewolucja papieża Franciszka: Sekretarz stanu z krańca świata. Bertone oddaje władzę
– Spisek przeciwko papieżowi, czyli hollywoodzki scenariusz wprost z Watykanu
Źródła: forumdwutygodnik.pl i natemat.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Watykan. Foto: wiadomosci.gazeta.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii ludzie, świat, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Minister Szyszko nie do ruszenia. Manifestacja poparcia

 

Bój o odwołanie a jednocześnie utrzymanie na stanowisku ministra Szyszko nieskuteczny dla opozycji. Pomogła manifestacja w obronie partii i rządu.

Wczoraj w Sejmie (23.03.2017) trwał ostry bój o odwołanie ze stanowiska ministra środowiska naturalnego Jana Szyszko. Przed budynkiem Sejmu – jak za czasów Edwarda Gierka – trwała walka w obronie ministra Szyszko.

Manifestacje poparcia dla partii i rządu

Wniosek o odwołanie Jana Szyszko ze stanowiska złożyła Platforma Obywatelska. W jego obronie stanęła siła posłów PiS, wspierana siłą posłów Kukiz’15. Przed budynkiem demonstrowali w obronie – podobno – leśnicy, rolnicy i związkowcy. Dziękowali mu za nowe wspaniałe prawo.

Wniosek opozycji o dymisję ministra Szyszki był już na wstępie bez szans. Jak wiadomo, w Sejmie każdego ministra broni dziś większość, a przed budynkiem sejmowym wierni ministrowi i partii leśnicy, którzy głośno wyrażali dla ministra poparcie. Jednak manifestacje poparcia dla partii i rządu nie najlepiej się w Polsce kojarzą i rzadko są spontaniczne.

Dyrekcja lasów nie ma z tym nic wspólnego

Tak więc w czwartek w Warszawie, delegacja leśników i rolników dziękowała ministrowi Szyszce, za liberalizację przepisów o wycince drzew.

– Ministra szanuję jako leśnika, jako fachowca – było słychać okrzyki wśród uczestników. Czy manifestacja była spontaniczna? Z gdańskiej dyrekcji Lasów Państwowych wyciekł mail do pracowników. Informuje o manifestacji i autokarze, o tym, że wyjazd jest w ramach urlopu. – To inicjatywa związków zawodowych – słychać. Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Gdańsku, oficjalnie mówi, że nie ma z tym nic wspólnego.

„Lex Szyszko” do poprawki

Posłowie w Sejmie dyskutują nad odwołaniem ministra Szyszki. We wniosku PO zarzuty o wycince drzew w Puszczy Białowieskiej, „Lex Szyszko”, czyli liberalizacji wycinki drzew w ogóle oraz zarzuty dotyczące przekazywania pieniędzy na inicjatywy Tadeusza Rydzyka. – (Minister Szyszko – przyp. red.) okazuje się niszczycielem przyrody, zabójcą zwierząt i rzeźnikiem drzew – mówi posłanka Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej.

– Sianie zamętu i chaosu to jest wasz sposób na uprawianie polityki. Szkodzicie Polsce – odpiera zarzuty premier Szydło. – To są desperackie kroki opozycji, która poza tym, że składa takie wnioski, że kłamie nieustannie, wyprowadza ludzi na ulice, nie ma nic do zaoferowania – uważa Beata Mazurek z PiS. A minister Szyszko zaprasza polityków opozycji do domu – na rozmowę, by „wyjaśnić wszystkie sprawy”.

Liberalizację przepisów dotyczących wycinki drzew krytykował nawet sam prezes Jarosław Kaczyński. PiS próbuje poprawić przepisy, ale jest to trudne. Poprawki budzą wątpliwości w samym PiS, ale o uchyleniu „Lex Szyszko” nie ma mowy. Prace odłożono o kolejne dwa tygodnie.

Jan Szyszko mówił w Polskim Radiu, że treści poprawek nie zna. Za Janem Szyszko posłowie PiS stoją murem. Ma też podobno sojusznika w osobie ojca Rydzyka – tak przynajmniej twierdzi poseł Stanisław Gawłowski z PO. Minister „trocinowy” – według internautów – nie liczy się ze skutkami ogromnej fali wycinania drzew w lasach, parkach, ogrodach i przy drogach.
Źródło: Fakty tvn24.pl

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Manifestacja poparcia dla ministra Szyszko. Foto: tvn24.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Polska podpisze deklarację w Rzymie. Oświadczyła premier

 

Wreszcie jest zgoda. Kamień z serca… Premier Szydło zapewniła Polaków, że jedzie do Rzymu na obrady szczytu UE, gdzie zechce podpisać tak, jak inni przywódcy, końcową deklarację.

Od kilku dni media w Polsce podgrzewały atmosferę polityczną wokół bliskiego terminu szczytu UE w Rzymie. A przedstawiciele rządu w kraju nad Wisłą, odgrażali się, że Polska może nie podpisać końcowej deklaracji z ustaleń rzymskich, państw Unii. Jeszcze wczoraj szef MSZ Waszczykowski powiedział: Szydło nie podpisze Deklaracji Rzymskiej. W podobnym duchu wypowiadała się także szefowa rządu.

Tymczasem w piątek, 24 marca, premier Szydło oświadczyła, że choć deklaracja, która ma być przyjęta na szczycie UE w Rzymie, „nie jest ambitna na tyle, na ile oczekiwaliśmy, Europę stać na więcej, ale jest to dokument możliwy do przyjęcia przez wszystkie państwa w obecnej sytuacji politycznej”.

„Deklaracja Rzymska zostanie, zatem przyjęta, jutro będziemy świętować 60-lecie Traktatów Rzymskich” – podkreśliła premier Beata Szydło.

Co się zmieniło w okresie zaledwie kilkunastu godzin w gorących głowach ekipy rządzącej? Czyżby powrót Jarosława Kaczyńskiego z dalekiej i długiej podróży do Londynu natchnął rząd nowym duchem myślenia? A może dał się odczuć zwykły lęk o przyszłość i skutki polityki samoizolacji Polski na arenie międzynarodowej pod rządami ekipy PiS?

Już raz premier Beata szydło wróciła ze szczytu Unii w Brukseli, na skrzydłach radosnego „sukcesu”, że nie podpisała, jako jedyny kraj na 28 członkowskich, końcowego protokołu. Wyszła na tym jak 27:1. Dzięki temu Polska i partia rządząca weszły w świecie na świecznik śmieszności, miernoty i braku trzeźwego myślenia o tym, czym pachnie takie zagranie.

Wtedy chodziło o wybór na kolejną kadencję na szefa PE Donalda Tuska. Teraz w Rzymie, chodzi o znacznie coś więcej. Zapewne pokiwała palcem Jarosławowi Kaczyńskiemu… premier Theresa May i radziła, aby więcej aż tak bardzo nie wygłupiał się w polityce, bo mu to ciężko zaszkodzi.

– Polska uważa, że UE stać na bardzo ambitne cele – przekonuje swoich wyborców pani premier; powinniśmy być odważni w podejmowanych decyzjach – powiedziała w piątek Beata Szydło tuż przed wylotem na jubileuszowy unijny szczyt, z okazji 60. rocznicy Traktatów Rzymskich.

Premier, w zmienionym tonie i głosie, zdołała jeszcze zaznaczyć, że Deklaracja Rzymska ma pokazywać narodom Europy dorobek UE, „wszystko co przez ten czas osiągnięto w budowaniu Wspólnoty Europejskiej” i wyznaczać kierunek, w którym Unia ma przez kolejne 10 lat podążać. A czy z Polską – czas pokaże. Być może w tym zakresie, jakieś rady przywiózł z Londynu, szef PiS.

– Deklaracja Rzymska zostanie przyjęta, dziś odpowiedzialnie mogę powiedzieć, że wynegocjowany tekst mogę podpisać, bo jest on dla Polski bezpieczny i polskie postulaty zostały spełnione – oświadczyła Beata Szydło.

Więcej o deklaracji i szczycie Unii powiedział Paolo Gentiloni premier Włoch. Przede wszystkim wyraził w czwartek, 23 marca, przekonanie, że dokument, jaki powstanie 25 marca w Rzymie, w trakcie szczytu przywódców UE, wyznaczy dla Unii perspektywę na 10 następnych lat.

Premier Paolo Gentiloni, w rozmowie z Josephem Muscatem premierem Malty, która sprawuje półroczną prezydencję w Unii, nawiązując do przygotowywanego szczytu z okazji 60-lecia Traktatów Rzymskich, podkreślił, że będzie on okazją do wystosowania „sygnału ożywienia” UE, w obecnym trudnym momencie.

– Nie jesteśmy ślepi i widzimy trudności, ale dostrzegamy również potencjał. Deklaracja rzymska wskaże perspektywę na 10 następnych lat; Europę silniejszą i bardziej spójną, gdy chodzi o bezpieczeństwo i obronę, bardziej solidarną i zjednoczoną w sprawach migracji i bardzo zaangażowaną w kwestiach społecznych, wzrostu, inwestycji, do czego Włochy przykładają szczególną wagę – stwierdził Paolo Gentiloni.

Po rozmowie z szefem rządu Malty, sprawującej półroczną prezydencję w Unii, włoski premier powiedział, że przygotowywana rzymska deklaracja „z jednej strony przypomina rezultaty osiągnięte w ciągu 60 lat, a z drugiej nakreśla” wizję przyszłości.

Premier Joseph Muscat mówił zaś, że Unia musi mieć skoordynowaną politykę społeczną, po to, by – jak wyjaśnił – pokazywać obywatelom, że w UE „chodzi nie tylko o budżet, ale także o dobrobyt”. Kwestie socjalne, jego zdaniem, są zapomniane od lat i dlatego obywatele Unii czują się „wyobcowani”.
Źródło: fakty.interia.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Premier Szydło: Deklaracja Rzymska zostanie przyjęta. Foto: tvn24.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii Europa, partia, polityka, Polska | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wiosna radosna wchodzi do nas coraz śmielej

 

Tradycyjna pora wiosenna nastała tym razem w naszym kraju zgodnie z kalendarzem. Widać ją w ogródkach, na skwerach, w parkach i lasach.

Wiosna w Polsce zaczęła stawiać pierwsze nieśmiałe kroki. Wprawdzie w niektórych rejonach kraju widać już jej wyraźne znamiona – świeża zielona trawka i kwiatki w ogródkach – przebiśniegi, krokusy, pierwiosnki, zawilce i przylaszczki, a gdzieniegdzie na południu: tulipany, narcyzy i żonkile to jednak na północy w przyrodzie, wciąż szaro buro i ponuro.

Skąd orientacja ptaków w migracji

Zaczynają także do Polski zlatywać ptaki, które zwiastują wiosnę: żurawie, bociany, skowronki, słowiki, czaple, kraski, kukułki, czajki, wilgi i jaskółki. Jedne naprawiają stare gniazda, inne znoszą materiał budowlany na nowe. Słychać śpiewy godowe skowronków i radosne ćwierkanie wróbli. Tylko bociany wysłane przez panie bocianowe, jako samotniki zachowują się cicho, lecz z troską, przy remoncie gniazda.

Lasy, parki i nasze podwórka opuszczają aż na pół roku: jemiołuszka, gil, czeczotka, śnieguła, część gawronów, które spędzają u nas zimę. Na ich miejsce powracają z zimowisk ptaki, które – według swojego stałego kalendarza – mają u nas lęgi. Wędrówka ptaków jest możliwa, jak mówią znawcy, dzięki ich wrodzonym umiejętnościom do orientacji w migracji i zdolnością do osiągania dojrzałości wędrówkowej.

Skowronek

Zwykle już na przełomie lutego i marca można delektować się śpiewem skowronków. Trudno zauważyć skowronka na polach i łąkach, ze względu na barwę upierzenia ziemistoszarą i nieznacznie większego od wróbla. Według szacunków przyrodników, w Polsce gniazduje ponad 7 mln par skowronków, to aż 30 procent populacji zamieszkałej Unię Europejską.

Tradycyjnie skowronki są ściśle związane z życiem i rozmnażaniem w krajobrazie rolniczym. Utarło się, nie bez powodu powiedzenie, że rolnik wychodzi w pole i kładzie się spać ze skowronkiem. Przez długie miesiące skowronek wyśpiewuje swoje trele od wczesnego rana do zachodu słońca.

Żuraw

To jeden z pierwszych zwiastunów wiosny. Ten piękny, wysoki, dostojny i bardzo płochliwy ptak, wraca do Polski, zwykle na przełomie lutego i marca, kiedy na polach i łąkach leży jeszcze cienka warstwa śniegu. Ale też z początkiem maja można czasem usłyszeć, wysoko na niebie donośny gardłowy głos, tzw. klangor i zobaczymy przelatujący klucz żurawi.

Żuraw jest najbardziej okazałym i największym z naszych ptaków. Jego wspaniały wygląd nadają mu – wyprostowana sylwetka, napuszony ogon i długie zakończenia lotek, które przy złożonych skrzydłach, wyglądają jak strusiowaty. Żuraw przyciąga nasze oko szczególnie poważnym i godnym wyglądem, zwłaszcza, gdy idzie wolno i uważnie stawia długie nogi. Niesamowicie zachwycają też jego tańce godowe.

Żurawie zaczynają swój śliczny, niepowtarzalny taniec godowy, którego widok dosłownie zapiera obserwatorom, dech w piersiach, gdy para ptaków krąży wolno wokół siebie z rozpostartymi skrzydłami, robi niespodziewane lekkie wyskoki i głębokie skłony oraz podrzuca w górę kępki traw. To wspaniałe widowisko powtarza się coraz rzadziej, wreszcie zanika, to znak, że ptaki postanowiły zająć się gniazdem i wysiadywaniem jaj.

Bocian biały

Tuż za żurawiami zaczynają przylatywać do Polski bociany białe (od drugiej polowy marca). Zimę na ogół spędzają w Afryce – ponad 10 tys. km od nas. W podróż powrotną z zimowiska wyruszają w pierwszej połowie lutego. Ich powrót trwa około sześciu tygodni. Wracają zwykle do tego samego gniazda – po przylocie poddają je troskliwemu remontowi.

Nie czekają na powrót dawnego partnera. Gdy ten zjawi się zbyt późno, w gnieździe może już zabraknąć dla niego miejsca. Samiec przyjmie nową partnerkę, która na ogół chętnie uprzedzi konkurencyjną inną.

Najwięcej bocianów białych bytuje na północnym wschodzie Polski – na Mazurach i Suwalszczyźnie. Tam jest mnóstwo terenów, na których mogą dostatnio żerować, a mieszkańcy wsi traktują je bardzo przyjaźnie.

Czajka

Także wczesnym zwiastunem wiosny jest czajka, która przylatuje do nas na lęgowiska w marcu. Bywa, że czajki można spotkać w Polsce już pod koniec lutego. Czajkę wyróżnia charakterystyczny czubek na głowie i ubarwienie biało-czarne. Niestety, czajka staje się coraz rzadszym ptakiem; populacja jej stale maleje.

Przyczyna? Intensyfikacja produkcji rolnej − mechanizacja i chemizacja ziemi, stałe niszczenie siedlisk czajki. Swoje robi też drapieżne polowanie lisów, psów, kotów, wron czy srok – to wszystko powoduje systematyczny spadek liczebności tych wspaniałych ptaków naszego krajobrazu.

Jaskółka

Wprawdzie „jedna jaskółka wiosny nie czyni”, ale właśnie przylot tych zwinnych ptaków, zwiastuje wiosenne ocieplenie. Gniazdują w Polsce trzy gatunki jaskółek: brzegówka, oknówka i dymówka. Jaskółki przylatują wtedy, gdy wiosna u nas zadomowi się na dobre, w połowie kwietnia.

Po zachowaniu tych ptaszków, które upodobały sobie bliskie sąsiedztwo z ludźmi, można przewidzieć pogodę. Według mądrości ludowej, gdy jaskółki latają nisko, oznacza to bliski  deszcz. Wtedy loty owadów zniżają się nad ziemię i jaskółki łatwo chwytają je w locie.

Ptaki lądowe pokonują dystanse ok. 3 do 4 tys. km, a szlamnik może nieustannie lecieć do 10 200 km. Również ptaki morskie odbywają dalekie wędrówki. Najdalszą migrację przyrodnicy przypisują burzykowi szaremu. Gnieździ się on w Nowej Zelandii i w Chile, a lato spędza na półkuli północnej – żeruje na Oceanie Spokojnym u wybrzeży Japonii, Alaski i Kalifornii. Jego roczna wędrówka wynosi ok. 64 tys. km (Wikipedia).
Źródło: ekologia.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – krokusy, oznaki wiosny w ogródkach. Foto: e-ogrodek.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz