Polska choć biedna bywa hojna dla Ukrainy i Białorusi

 

„Biedni są szczęśliwi, mogą mieć bezinteresownych przyjaciół” – mawiał francuski reżyser filmowy Marc-Gilbert Sauvajon.  

Polska biedna i goła jak święty turecki, z dziurą w budżecie wielkości ponad bilion złotych, a mimo to rozdaje pieniądze na lewo i prawo. Ściślej – rozdaje nie Polska, a rząd PiS Jarosława Kaczyńskiego, któremu marzy się rządzenie jeszcze minimum 20 lat. Nie chodzi wyłącznie o rozdawanie milionów na podwyżki płac swoim, lecz przede wszystkim, na wspieranie ubogich państw, na Wschodzie.  

Niedawno MSZ Witolda Waszczykowskiego wydało 176 mln zł, na wspieranie rozwoju państw i gospodarek, naszych wschodnich sąsiadów – powiedział wiceminister spraw zagranicznych Bartosz Cichocki.  

Wiceminister Cichocki brał udział w rozpoczętej w czwartek, 19 października 2017, konferencji pt. „Polska Polityka Wschodnia 2017”, zorganizowanej przez Kolegium Europy Wschodniej, im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego w Wojnowicach (Dolnośląskie).  

Wiceszef resortu Waszczykowskiego podkreślił, że wsparcie Polaków, mieszkających poza granicami kraju na Wschodzie, jest niezwykle ważne dla MSZ. – Równie istotne jest wspieranie rozwoju państw i gospodarek naszych wschodnich sąsiadów. W sumie na te cele wydaliśmy 176 mln zł, które trafiły na Ukrainę, do Białorusi, Mołdawii i Gruzji – poinformował wiceminister.

Zdaniem wiceministra, po raz pierwszy w historii polityka Partnerstwa Wschodniego, prowadzona przez rząd Polski, przyniosła bardzo wymierne efekty. Nie powiedział, jakie.

Być może chodzi o wspieranie wojny z Rosją przez Ukrainę i jawne demonstracje przeciwników prezydenta Białorusi, w kampaniach wyborczych. Zapewne mają one służyć walce narodu o zmianę ustroju i wkroczeniu na drogę demokracji zachodniej. A może jednak pomocy Polakom zamieszkałym w tych krajach.
Źródło: radiozet.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Prezydent Ukrainy Poroszenko i minister Waszczykowski. Foto: biznesalert.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii Europa, ludzie, partia, pieniądze, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

„Z podatków wycieka mniej. Luka węższa o 13 miliardów złotych”

 

Według firmy PwC, 2017 rok zapisze w Polsce, mniejszą niż rok wcześniej, „lukę podatkową VAT” o około 13 mld złotych.  

Rząd Jarosława Kaczyńskiego odnotowuje ostatnio sukces za sukcesem. Jednak – trzeba przyznać – największym osiągnięciem, po dwóch latach rządzenia PiS, jest skuteczne zacieśnianie pętli wokół oszustw podatkowych.

Teraz już polski system podatkowy bardziej szczelny. Luka w VAT w 2017 roku, zmniejszy się o 13 miliardów złotych – do około 39 miliardów złotych – wynika z raportu firmy doradczej PwC.  

Maleją brakujące wpływy 

Luka VAT, to różnica pomiędzy realnymi wpływami z podatku VAT, a wpływami możliwymi do osiągnięcia. Powstaje w konsekwencji mniej, zarówno oszustw podatkowych, jak też funkcjonowania szarej strefy, czy niewydajności poboru podatków – o czym czytamy w serwisie portalu tvn24bis.pl. A więc, im mniejsza luka, tym lepiej państwo radzi sobie, ze ściąganiem podatków.  

Z najnowszego raportu firmy PwC wynika, że 2017 rok będzie pod tym względem lepszy, niż poprzedni. „Luka podatkowa VAT w Polsce może zmniejszyć się w tym roku, do poziomu 2 proc. PKB – z 2,9 proc. PKB w 2016 r.” – napisano. Przekładając to na liczby bezwzględne, luka spadnie o około 13 mld zł, do 39 mld zł. Ostatnio tak niska była przed 2012 rokiem.  

„Prognoza na ten rok, powstała w oparciu o dane z wpływu podatku VAT w pierwszych 6 miesiącach 2017 r., przewiduje, że dochody z VAT wzrosną o około 19 proc. w ujęciu rocznym i wyniosą nieco ponad 150 mld zł. Oznacza to spadek luki w VAT, do poziomu 2 proc. PKB, czyli ok. 39 mld zł” – napisali eksperci PwC.

Pozytywne działania regulacyjne 

Zacieśnianie pętli podatkowej, w postaci legislacyjnej, wokół nieuczciwych płatników VAT, a przede wszystkim wokół różnych branżowych mafii, które od lat prowadziły na szeroką skalę wyłudzenia VAT, zaczęło przynosić ewidentną poprawę ściągalności podatków. Nawet 25 lat więzienia grozi za wyłudzenia w tzw. karuzelach VAT.

Zdaniem ekspertów, na wzrost dochodów VAT w bieżącym roku, w podobnym stopniu odpowiada wzrost dochodów brutto, jak i spadek zwrotów. Gdyby nawet wartość zwrotów w 2017 roku, była taka sama jak w roku 2016, to i tak do lipca wartość dochodów z VAT, byłaby o 13 proc. wyższa, niż w 2016.  

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy, podjęto działania regulacyjne, które pozwoliły skutecznie zmniejszyć skalę wyłudzeń VAT, na szczególnie wrażliwym asortymencie.

Dobrym przykładem jest tutaj tzw. pakiet paliwowy. Pozytywne skutki tego konkretnego działania legislacyjnego, wyraźnie widać na przykładzie analizy samych danych statystycznych – na co wskazuje ekspert PwC.
Źródło: tvn24bis.pl 

Oprac. Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – PwC: luka VAT zmniejszy się. Foto: tvn24bis.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii ludzie, partia, pieniądze, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

PiS jak hierarchowie „zdeterminowane” w sprawie handlu w niedzielę

 

„Środowisko PiS jest zdeterminowane, aby ograniczenie handlu w niedzielę, weszło w życie od 1 stycznia 2018 roku” (Beata Mazurek).  

Wśród kilkunastu projektów ustaw PiS, nad którymi pracują eksperci, jest jedna z najpilniejszych do zaklepania przez Sejm – o zakazie handlu w niedziele. Walczą o nią m.in. NSZZ „Solidarność” byłego komandosa Piotra Dudy, no i biskupi. Te dwie niby odrębne strony społecznego zainteresowania, łączy nie tylko wiara w Chrystusa, ale i te same cele społeczno-polityczne, że ludzie mają prawo w niedziele do odpoczynku.

„Solidarność” chce zabronić handlu w niedziele 

Polityczne cele to konieczność wykonywania przez PiS sugestii biskupów, na katolickiej zasadzie: „my wam coś, a wy w zamian, nam coś”. Jak PiS wykona nienagannie zakaz handlu w niedziele – biskupi pomogą partii Jarosława Kaczyńskiego wygrać kolejne wybory: samorządowe w 2018 roku i parlamentarne w 2019, a potem prezydenckie.  

Dlatego rzeczniczka PiS Beata Mazurek rzecze: „Jesteśmy zdeterminowani, aby ograniczenie handlu w niedzielę, weszło w życie od 1 stycznia 2018 roku.” Dodała jednocześnie, że nie wyklucza, aby do projektu zostały wprowadzone poprawki.  

Projekt ustawy autorstwa Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej, w którego skład wchodzi m.in. NSZZ „Solidarność”, zakłada ograniczenie handlu w niedziele w większości placówek handlowych, z pewnymi odstępstwami. Miałyby one dotyczyć m.in. niedziel przedświątecznych, a także np. stacji benzynowych (z pewnymi obostrzeniami), sklepików z pamiątkami.  

PiS: żadnych zmian do projektu? 

Beata Mazurek pytana w piątek, 20 października w Sejmie, czy przewidywane są zmiany w projekcie ustawy, o ograniczeniu handlu w niedzielę, odpowiedziała, że raczej nie są przewidywane.  

– Na dzień dzisiejszy żadnych zmian nie przewiduję, natomiast spływają do mnie różnego rodzaju opinie na temat wypracowanych przez podkomisję (ds. rynku pracy) propozycji, więc ja nie umiem powiedzieć w tym momencie z całą pewnością, czy nie będziemy jakichś poprawek wprowadzać – stwierdziła rzeczniczka PiS.  

Mazurek podkreśliła, że środowisko PiS jest zdeterminowane, aby ograniczenie handlu w niedzielę, weszło w życie od 1 stycznia 2018 roku. Dlaczego, skąd ta determinacja? PiS ma zakodowaną informację: należy w szerokim zakresie wykonywać wszelkie wskazania i nakazy biskupów w procesie legislacji. Także dotyczące handlu w niedziele. 

„Biskupi kolejny raz poparli projekt ustawy”

– Postulujemy wolną od pracy niedzielę, bo „niedziela jest Boża i nasza” – powiedział abp Wiktor Skworc w niedzielnej homilii, wygłoszonej w Katowicach.  

– W niedzieli wolnej od pracy, chodzi o wspólne świętowanie, i przez to budowanie więzi społecznych. Może to jest odpowiedź, dlaczego dziś u nas te więzy społeczne się rwą – mówił metropolita katowicki abp Wiktor Skworc.  

Kwestia wolnej niedzieli była jednym z głównych tematów spotkania Rady Biskupów Diecezjalnych, która obradowała na Jasnej Górze. Radę tworzą hierarchowie wszystkich 44 polskich diecezji.  

Biskupi kolejny raz wyrazili swe poparcie dla projektu ustawy, przygotowanej przez „Solidarność”, ws. ograniczenia handlu w niedziele.

– „Ufają, że inicjatywa tego związku zawodowego i znaczące poparcie społeczeństwa, nie zostaną zlekceważone, a Parlament Rzeczypospolitej Polskiej przywróci narodowi polskiemu niedzielę, jako wartość religijną, rodzinną, kulturową i społeczną” – napisano w komunikacie po spotkaniu. 

A jak jest w UE? 

W większości państw Unii Europejskiej, zakupy można robić na ogół przez cały tydzień, bez ograniczeń. Restrykcje obowiązują tylko w kilku krajach, a niemal całkowity zakaz handlu w niedzielę i święta, jest tylko w Niemczech i Austrii. Częściowe ograniczenia mają: Belgia, Francja, Grecja, Holandia i Luksemburg. Z zakazu pracy w te dni wycofały się Węgry. Poza UE, w Europie zakaz handlu w niedzielę, obowiązuje w Szwajcarii i Norwegii.
Źródło: tvn24bis.pl i money.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Beata Mazurek: PiS „zdeterminowane” w sprawie handlu w niedzielę. Foto: polsatnews.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii ludzie, partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wkrótce cała Polska specjalną strefą ekonomiczną

Wreszcie wicepremier minister rozwoju nowej, wspaniałej, silnej Polski, będzie mógł realizować swój plan Odpowiedzialnego jej Rozwoju, mocą nowej ustawy.  

Już niedługo, cała Polska ma być specjalną strefą ekonomiczną, a nie tylko wyznaczony teren, czy obszar. To pomysł ministra rozwoju Morawieckiego, który od dwóch lat ma teoretycznie świetny plan Odpowiedzialnego Rozwoju Polski, ale dotychczas leżał na półkach ministerialnych biur i czekał na lepsze czasy.  

Instrument pomocy publicznej 

Aby ruszyć z miejsca i rozruszać inwestycje, szykuje się stosowną ustawę, mającą dawać  inwestorom zwolnienia podatkowe z tytułu realizacji nowej inwestycji, na terenie całej Polski, zamiast – jak było dotąd – tylko na wyznaczonym terenie specjalnej strefy ekonomicznej. To ma być istota założeń projektu ustawy, którą Ministerstwo Rozwoju skierowało już do konsultacji i uzgodnień.

„Projektowany instrument pomocy publicznej w postaci zwolnień podatkowych, dostępny będzie dla przedsiębiorców planujących dokonanie na terenie kraju nowych inwestycji, które – zgodnie z ustawodawstwem polskim i prawem Unii Europejskiej – obejmować będą utworzenie nowego zakładu produkcyjnego i reinwestycje” – napisano  projekcie ministerialnym.

Jakie wejdą zasady? 

Także sprecyzowano w nim, że nowe inwestycje wyróżniają kryteria ilościowe (nakłady inwestycyjne) i kryteria jakościowe, zgodne ze Strategią Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR), „weryfikujące wpływ inwestycji na wzrost konkurencyjności polskiej gospodarki i wpływ na rozwój gospodarczy regionu”.  

Decyzje o wsparciu, będą wydawane na czas oznaczony – nie krótszy niż 10 lat i nie dłuższy niż 15 lat. Jednocześnie, im wyższa intensywność pomocy publicznej w regionie, dozwolona przez Unię Europejską, tym dłuższy okres zwolnienia.  

Projekt przewiduje również, że przedsiębiorcy mający zezwolenia na prowadzenie działalności gospodarczej, wydane w oparciu o warunki ustawy o Specjalnych Strefach Ekonomicznych (SSE), będą działali w reżimie prawnym ustawy o SSE, do końca 2026 roku. Zatem wszystkie prawa nabyte przez przedsiębiorców, realizujących inwestycje na terenie SSE, będą przez nich zachowane.

Wspieranie inwestycji 

Projekt zakłada, że skutkiem wprowadzonych zmian, będzie zwiększenie stopy inwestycji dla mikro, małych i średnich przedsiębiorstw (MMŚP). „Dla MMŚP wprowadzone będą osobne, znacznie niższe kryteria, które musi spełnić przedsiębiorca, aby otrzymać decyzję o wsparciu” – wynika z uzasadnienia projektu ustawy.

Autorzy projektu ustawy, przewidzieli w zasadach wspierania nowych inwestycji, że warunki uzyskania pomocy dla firm, będą uzależnione m.in. od stopy bezrobocia w powiecie i dostosowane do wielkości przedsiębiorstwa.
Źródło: tvn24bis.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Mateusz Morawiecki minister rozwoju. Foto: businessinsider.com.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii ludzie, partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Media o „agenturalnej przeszłości sędziów TK?”

 

Ktoś zauważył, że partia Kaczyńskiego, spośród innych, ma najwięcej ludzi, z byłej PZPR i SB. A jej szef, po zwycięstwie PiS w 2015, podjął ostrą walkę z takimi osobami, z wyjątkiem tych w swoich szeregach.  

Potwierdza się czasem stare przysłowie polskie, które ma źródło w Biblii: „Kto mieczem wojuje od miecza ginie”. Jakiś czas temu media podały, że mąż sędzi Julii Przyłębskiej – przewodniczącej Trybunału Konstytucyjnego, postawionej na to stanowisko przez PiS – był w PRL agentem SB.  

Według informacji PAP, na które powołują się dzisiejsze doniesienia mediów, agenturalną przeszłość mają – „prezes i wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego (TK) – Julia Przyłębska i Mariusz Muszyński”.

Platforma Obywatelska chce, żeby koordynator specsłużb Mariusz Kamiński w rządzie PiS przedstawił informacje o ewentualnej agenturalnej przeszłości prezes i wiceprezesa TK Julii Przyłębskiej i Mariusza Muszyńskiego. W związku z tym PO złożyła wniosek o zwołanie komisji ds. służb specjalnych – poinformował szef klubu PO Sławomir Neumann.  

„Gazeta Wyborcza” napisała w dzisiejszy piątek, że prezes TK Julia Przyłębska oraz wiceprezes TK Mariusz Muszyński, są „prowadzeni przez służby i zostali ulokowani w TK, by podporządkować go interesom władzy”. Według gazety, Trybunałem Konstytucyjnym „kierują: były oficer służb i jego współpracownica”.  

Posłowie PO domagają się wyjaśnień od koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego; chcą, by przedstawił je na posiedzeniu speckomisji. 

„Chcielibyśmy, żeby na zamkniętym, tajnym spotkaniu komisji, Mariusz Kamiński, jako osoba koordynująca służby specjalne w Polsce, złożył informacje o ewentualnej agenturalnej przeszłości prezes Trybunału Konstytucyjnego pani Przyłębskiej, o ewentualnej agenturalnej przeszłości pana Muszyńskiego, wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego, a także o ewentualnej agenturalnej przeszłości TW Wolfganda, męża pani Przyłębskiej, ambasadora Polski w Berlinie” – powiedział Neumann.  

Dodał, że istotne jest to, „byśmy mieli pewność, że Trybunał Konstytucyjny, nawet w takim kształcie kadłubkowym, jakim PiS go zrobił, jako bardziej fasadową instytucję, ale jednak z nazwą Trybunał Konstytucyjny, nie miał na swoim czele osób, które mogą być agentami służb specjalnych”.

„Nikt, kto współpracował z SB, nie powinien być ambasadorem”. To opinia Adama Bielana wicemarszałka Senatu z Polski Razem, który – jak powiedział – liczy na szybkie wyjaśnienie sprawy polskiego ambasadora Andrzeja Przyłębskiego w Berlinie.
Źródło: fakty.interia.pl.  

Oprac. Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Sedzia-dubler-Mariusz-Muszynski-i-prezes-TK-z-nadania PiS Julia Przyłębska. Foto: tokfm.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii ludzie, partia, polityka, Polska | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Rezydenci strajkują a rząd radzi…

Młodzi lekarze rezydenci od 19. dni strajkują głodówką. W ten desperacki sposób walczą, o poprawę swoich warunków pracy i płacy, a także o poprawę opieki zdrowotnej pacjentów.

Medycy protestują także w interesie pacjentów

Minister zdrowia Radziwiłł obiecuje poprawę ich sytuacji za 8 lat (w 2025 roku). W czwartek 19 października br. minister Radziwiłł poinformował o projekcie „podwyżki wynagrodzeń dla najgorzej zarabiających medyków” i zastrzegł, że będą one kosztowały ok. 17 mld zł.

W ministerstwie trwają pośpieszne prace nad nowelizacją ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej. Projekt ustawy zakłada stopniowe zwiększanie nakładów na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB w 2025 roku. Problem w tym, że lekarze rezydenci żądają zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia, do 6,8 proc. PKB, i to od zaraz.

Wobec niskich publicznych nakładów na zdrowie rosną prywatne wydatki na ten cel. W 2015 roku wyniosły jedną trzecią wszystkich wydatków. Polacy płacą za prywatne wizyty, aby nie czekać w kolejce.

Tracimy na tym jako społeczeństwo, bo sprywatyzowane leczenie jest drogie i nieefektywne, w porównaniu z publicznym. Medycy protestują w interesie nas wszystkich.

Czemu nie brać wzorów z Czech?

W 2015 roku wydatki prywatne na ochronę zdrowia sięgnęły ponad 34 mld zł – wynika z obwieszczenia prezesa GUS. W tym samym roku na publiczną opiekę zdrowotną wyniosły prawie 80 mld.

Prywatne wydatki stanowią zatem jedną trzecią wszystkich wydatków na zdrowie. I rosną one znaczenie szybciej niż wydatki publiczne.

W 2015 roku publiczne wydatki wzrosły zaledwie o 1 procent, podczas gdy prywatne – prawie o 7 procent.

I tu warto postawić dwa pytania: Jak to jest, że każdego roku wzrastają nakłady na opiekę zdrowotną, a tego nie widać w praktyce? Dlaczego w Polsce nie można rozwiązać trudniejszej z każdym rokiem sytuacji w ochronie zdrowia, a mniejsze od nas Czechy, mają to rozwiązane?

Do tego zapytajmy jeszcze ministra Radziwiłła: Jeżeli Czesi potrafią obsługiwać terminowo (bez kolejek) swoich pacjentów i przyjmować także, z dnia na dzień, do specjalistów i na zabiegi Polaków, to czemu nie brać od nich wzorców?

„Rosną niekontrolowane koszty leczenia”

Polacy, w trosce o swoje zdrowie, ratują się doraźnym wydawaniem „z kieszeni”, np. na wizytę u stomatologa czy ginekologa lub na wizytę z dzieckiem u pediatry. Obserwuje się też w 2017 roku rekordowy wzrost rynku polis i abonamentów zdrowotnych. Dotyczy to jednak osób, których na to stać, czyli tzw. klasy średniej.

Według prognoz, w najbliższych latach segment prywatnej opieki zdrowotnej, będzie rósł o 7 proc. rocznie. A rząd PiS chce zwiększyć nakłady na służbę zdrowia za 8 lat, do 6 proc. rocznie. To czy rząd „dobrej zmiany” zakłada, że nadal Polska będzie kształcić lekarzy, dla bogatych krajów Europy Zachodniej? Przecież już tam naszych jest około 30 tysięcy.

I jeszcze zapytajmy: Czy wzrost prywatnych nakładów to „dobra zmiana” i dobra wiadomość? Czy to ma być szansa na ogólną poprawę jakości opieki zdrowotnej w Polsce? Tak? Chyba jednak niekoniecznie. A co na to powie, wcześniej aktywny przeciwnie, wobec rządzącej PO, minister Radziwiłł?

Obywatele państw, które nie oszczędzają na publicznej opiece zdrowotnej, rzadziej umierają na choroby uleczalne. A tam, gdzie prywatna opieka zdrowotna zaczyna dominować, ujawnia się niekontrolowany wzrost kosztów leczenia, które słabo przekłada się na stan zdrowotny społeczeństwa.

„Amerykanie tracą pieniądze i zdrowie”

Większość państw na świecie uznaje finansowanie opieki zdrowotnej obywateli za swój obowiązek. Nie wszystkie są jednak gotowe ponosić ciężar wydatków na zdrowie w tym samym stopniu. Różnią się m.in. tym, które świadczenia uznają za niezbędne.

Są też takie, które finansują wyłącznie leczenie określonych grup obywateli, np. weteranów wojennych lub emerytów (tak było długo w USA). Lukę pozostawioną przez państwo wypełnia wówczas sektor prywatny. Wielość systemów opieki zdrowotnej na świecie daje nam duże pole do porównań.

Choć w Polsce wydatki na prywatne leczenie rosną, są one jednak wielokrotnie mniejsze, niż w USA. Widać to w statystykach Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju.

Czy Polska może równać się z USA?

Czy obywatele Stanów Zjednoczonych, mogą liczyć na lepszą opiekę zdrowotną, niż mieszkańcy Polski? Jeśli tak, to tylko nieznacznie.

W maju 2017 roku najważniejsze czasopismo medyczne na świecie – „The Lancet” – opublikowało wyniki raportu naukowców z Uniwersytetu w Seattle. Artykuł to swego rodzaju ranking systemów opieki medycznej w 195 państwach świata.

Badacze amerykańscy posłużyli się autorskim indeksem jakości i dostępności opieki zdrowotnej (HAQ). Indeks bierze pod uwagę odsetek zgonów, których można by uniknąć, gdyby pacjentom zapewniono odpowiednio szybkie i skuteczne leczenie. Wyniki są fascynujące.

Jak się okazuje, Polska, z nieproporcjonalnie małymi, w stosunku do innych krajów rozwiniętych wydatkami, ma opiekę zdrowotną zupełnie porównywalną ze Stanami Zjednoczonymi. Nasz wskaźnik HAQ (wyrażony liczbą od zera do 100) wyniósł 80, a Stanów Zjednoczonych 81.

Znakomicie wypadają w rankingu

Polska wypada lepiej od Stanów Zjednoczonych, m.in. w leczeniu przewlekłych chorób dróg oddechowych, czy zapalenia wyrostka robaczkowego, ale źle wygląda u nas, np. leczenie raka szyjki macicy.

„Silna gospodarka nie gwarantuje dobrej opieki zdrowotnej” – mówił autor badania. „Technologia również nie”.

Trudno nie zauważyć, że znakomicie w rankingu wypadają kraje, które wydają dużą część swojego PKB, na publiczną opiekę i zapewniają leczenie wszystkim obywatelom, więc ci nie muszą płacić za prywatne leczenie.

Należą m.in. do nich: Szwecja (9,2 proc PKB ), Francja (8,7), Islandia (7,1). Nie są one państwami bogatszymi od USA, ale opiekę zdrowotną mają dużo lepszą.

Obywatele tych krajów nie muszą się martwić, że leczenie ich zrujnuje, podczas, gdy w Stanach Zjednoczonych rachunki za leczenie były – przynajmniej do niedawna – jedną z najczęstszych przyczyn bankructwa.

Tam, gdzie publiczna opieka zdrowotna jest odpowiednio finansowana z budżetu, także koszty opieki prywatnej, nie rosną w nieskończoność.

To się nie opłaca!

Obywatele rozwiniętych krajów, należących do OECD, mogą korzystać zarówno z publicznej, jak i prywatnej opieki zdrowotnej. Ta druga, ma swoje oczywiste mankamenty. Nie wszystkie zabiegi są dostępne; na prywatną operację kardiologiczną, stać bywa tylko milionerów.

Część klasy średniej, która na co dzień korzysta z prywatnego leczenia, może też łatwo zapomnieć, że na starość, lub w przypadku poważnej choroby – i tak będzie się leczyć w publicznym systemie. To smutne złudzenie prowadzi do spadku poczucia odpowiedzialności za stan publicznej opieki zdrowotnej.

Z drugiej strony, możliwość skorzystania z usług medycznych – bez czekania w kolejce – daje wielu ludziom poczucie bezpieczeństwa. W razie pilnej potrzeby, wydadzą więcej, ale będą mieli zmartwienie z głowy.

Problem zaczyna się wtedy, gdy – i tak już całkiem wysokie – wydatki na prywatną opiekę zdrowotną, rosną znacznie szybciej, niż na publiczną (a w Polsce rosną), ta druga jest dramatycznie nie dofinansowana (a w Polsce jest). To jawny objaw choroby. To nie opłaca się nikomu z nas. A jednak z nieświadomości brniemy wciąż w tym kierunku. Źródło: oko.press.

Oprac. Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Minister Radziwiłł w Sejmie o protestach lekarzy rezydentów. Foto: gazetalekarska.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii ludzie, partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Macierewicz: „eksplozja”. Podkomisja smoleńska: „gwałtowne zjawisko”

 

Tuż po katastrofie samolotu Tu-154M w kwietniu 2010 roku, Antoni Macierewicz wiedział, że w samolocie był wybuch. I tak ta jego „wiedza” pozostaje niezmienna do dziś.  

Antoni Macierewicz ma wreszcie pierwszy sukces swojej podkomisji smoleńskiej, która orzekła, że nie potwierdza słów szefa MON o „momencie eksplozji w samolocie prezydenckim”. Macierewicz kilka dni temu stwierdził, że w zapisie jednego z rejestratorów prezydenckiego tupolewa, znaleziono moment eksplozji.  

Podczas zjazdu szefów klubów „Gazety Polskiej” w Spale, minister Antoni Macierewicz, pytany o najnowsze ustalenia komisji smoleńskiej stwierdził, że w zapisie rejestratorów Tu-154, znaleziono moment eksplozji.  

– Znaleźliśmy w zapisie jednego z rejestratorów moment eksplozji – został zidentyfikowany. Zajmujemy się obecnie jego analizą i wykluczeniem wszystkich możliwości innej interpretacji tego elektronicznego zapisu – stwierdził szef MON w Spale.  

Antoni Macierewicz niemal od początku, po katastrofie smoleńskiej twierdził, bo niby już wtedy był pewien, że w samolocie Tu-154M była tuż przed lądowaniem, eksplozja. Kilka dni temu Macierewicz „dopatrzył się momentu eksplozji”. „Znaleźliśmy go w zapisie rejestratorów” – mówił. 

Z ustaleń dziennikarza RMF FM wynika jednak, że eksperci podkomisji smoleńskiej, niczego takiego nie ustalili. Od rzeczniczki podkomisji ds. ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej dowiedział się, że zapisy jednego z rejestratorów zawierają „parametry wskazujące na gwałtowne zjawiska towarzyszące ostatnim sekundom lotu”.  

Reporter RMF FM, w kolejnych mailach zapytał wprost, o użyte przez Antoniego Macierewicza słowo „eksplozja”. „Analizy trwają, są zaplanowane kolejne badania, które mają dać ostateczną odpowiedź, czy gwałtowne zjawiska zapisane przez jeden z rejestratorów, mogą być identyfikowane z eksplozją” – odpowiedziała rzeczniczka podkomisji.  

Po jednoznacznym oświadczeniu podkomisji smoleńskiej, że jej eksperci, niczego takiego nie ustalili, MON Macierewicza wydało także swoje oświadczenie, z którego wynika: „Podkomisja smoleńska… w pełni potwierdza słowa ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza, co do natury zjawisk zapisanych przez jeden z rejestratorów Tu-154M”.  

Publicysta Jacek Żakowski, o rewelacjach Macierewicza mówi: „Kłamstwo smoleńskie to wymysł chorej wyobraźni”. Antoni Macierewicz twierdzi, że w rejestratorach samolotu Tu-154M odnaleziono moment wybuchu.  

– Skąd prawdziwy wybuch na rejestratorach, które – według szefa MON – zostały sfałszowane? – Nie przykładam wagi do tej wypowiedzi – powiedział Paweł Lisicki w programie WP „Moja strona. Bitwa redaktorów”. Według Jacka Żakowskiego „kłamstwo smoleńskie to wymysł chorej wyobraźni używany do manipulacji”. – Nie da się udowodnić, że Tusk zabił Lecha Kaczyńskiego – podkreślił publicysta.
Źródło: opinie.wp.pl i rmf24.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Antoni Macierewicz. Foto: wiadomosci.wp.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

„Ironiczne komentarze po słowach Beaty Mazurek”

 

Temat związany z powszechnym szacunkiem, wobec Jarosława Kaczyńskiego, któremu się należy, to barwny news dnia, więc nie brakuje komentarzy. Wywołała go ostra jak kosa rzeczniczka PiS Beata Mazurek.

– Wszyscy powinniśmy, z większym szacunkiem traktować Jarosława Kaczyńskiego, bo to jedyny człowiek, któremu udało się odnieść tak wielki sukces – stwierdziła w środę rzeczniczka PiS Beata Mazurek. – Gdyby to ode mnie zależało, to bym zachęcała prezydenta, aby go witał osobiście – dodała. Teraz z jej słów kpią politycy i dziennikarze.  

Prezydent powinien witać prezesa osobiście? 

Wystarczyło tylko to jedno zdanie, „kolorowe” niczym wiosenny ogródek w kwiatach, Beaty Mazurek…: „Wszyscy powinniśmy, z większym szacunkiem traktować Jarosława Kaczyńskiego.”  

A niby dlaczego – pytamy? „Bo to jedyny człowiek, któremu udało się odnieść, tak wielki sukces” – rzecze nam w biegu – ponura, jak gradowa chmura i pewna siebie, niczym aniołek w niebie, rzeczniczka partii PiS.  

Beata Mazurek była gościem Michała Karnowskiego w studiu wpolsce.pl. Prowadzący program, powołując się na słowa prof. Pawłowicz, spytał, czy prezydent Duda nie powinien okazywać więcej szacunku prezesowi Kaczyńskiemu, i witać go osobiście, podczas spotkań w Belwederze.  

– To dzięki niemu mamy prezydenta i większość parlamentarną. Od ponad dwudziestu lat jest bardzo mocno hejtowany i dziwię się, że jest tak mało osób, które stoją za nim murem. To jest nieprzyzwoite, z czym się on spotyka.  

– To człowiek bardzo dobry, nie jest małostkowy, który nie przejmuje się złą opinią innych na swój temat, przez co pokazuje, jaką ma klasę w sobie. To Polska jest dla niego najważniejsza, a nie to, co o nim mówią. Uważam, że szacunek absolutnie mu się należy. Gdyby ode mnie zależało, to bym zachęcała prezydenta, aby go witał osobiście – stwierdziła rzeczniczka.  

Tak wyrastają „ludzie z klasą” 

Ot i mamy, jasny obraz jak na dłoni, z którego wyrastają „ludzie z klasą”, bogowie naszych czasów, tacy, co „nie są małostkowi”, „którzy nie przejmują się złą opinią innych na swój temat”, dla których „Polska jest najważniejsza”. Uważam, że szacunek absolutnie mu się należy – śle proste i jakże cenne dla nas nauki, grzeczna rzeczniczka.

To wielce przykre i niedopuszczalne, żeby nawet prezydent z własnego grona partii rządzącej, nie miał szacunku do prezesa PiS, któremu zawdzięcza prezydenturę.  

Bo prezes wypchnął Andrzeja Dudę na pożarcie, jak zająca szarego, z patriotycznego grona swego, w wyborach 2015, a tu nagle niedoszły zając, na nic złego nie zważając, znienacka zwyciężył. I teraz ma się dozgonnie odpłacać nadzwyczaj skromnemu, dobremu, siwemu prezesowi swemu.  

Złośliwości nie brakuje 

Środowe słowa rzeczniczki PiS są szeroko komentowane. – Nie sądzę, żeby Jarosław Kaczyński chciał publicznie dywagować, czy głowa państwa ma go witać w drzwiach, czy już w środku – mówił w TVN24 wicemarszałek Senatu Adam Bielan. Stwierdził też, że prezes PiS jest bardzo skromny.  

Bardziej złośliwie, ironicznie i kąśliwie, napisał na Twitterze były minister PO Bartosz Arłukowicz: „Gdzie Prezydent powinien witać Jarosława Kaczyńskiego? W drzwiach czy dopiero w pokoju. Dyskusja trwa”.  

„Chyba bardziej na schodach czy w sieni” – odpowiedział mu ironicznie, były minister wojska w PiS i dyplomacji w PO, Radosław Sikorski.  

Natomiast dziennikarz Jarosław Kuźniar poszedł jeszcze dalej: „Kochani, bez jaj, proszę powitać Pana Prezesa! DZIEŃ-DO-BRY”. Chciałoby się tu dodać, jak grzeczne dzieci.  

Nauczyciel akademicki, gen. Stanisław Koziej @Skoziej, zatwittował: „Albo kompletna niewiedza (co do protokołu), albo próba tłamszenia Prezydenta. Może i jedno, i drugie.”
Źródło: wiadomosci.wp.pl i tvn24.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Beata Mazurek i Jarosław Kaczyński. Foto: wiadomosci.dziennik.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Walory zdrowotne i tajemnice jesiennych warzyw

 

„Jedz warzywa, będziesz zdrowszy” – to hasło przewodnie, gdy wgłębiamy się w walory zdrowotne, owoców i warzyw. A szczególnie ziemniaków.

A więc mamy jesień – nie od dziś zresztą. Jesienią musimy, inaczej niż latem, ubierać się i odżywiać. Latem jedliśmy przede wszystkim dużo owoców, bo był to ich czas. A jesienią – czas na warzywa, ale i na owoce. Bo owoce i warzywa powinniśmy jeść w dużych ilościach, przez okrągły rok. 

Są zdrowe z małymi wyjątkami

Lekarze i dietetycy radzą pamiętać o proporcjach w codziennym jedzeniu. Zalecają, by na talerzu obowiązywała zasada: 3/4 warzyw i 1/4 owoców, przy czym warzywa powinny być w różnych kolorach (z przewagą zielonego) i jadane również w postaci surowej, gdyż tylko takie zachowują pełnię swojej zawartości witamin i minerałów.

Kiedyś było hasło: „Pij mleko, będziesz zdrowy i duży!” Nie ma już tego hasła – uczeni stwierdzili w badaniach, że mleko sklepowe to byle co, więc lepiej go nie pić. Teraz jest nowe hasło: Jedz warzywa, będziesz zdrowszy. A dlaczego? Które warzywa warto jeść w większej ilości, a które w trochę mniejszej? Czy smaczniejsze są wartościowsze, czy wręcz przeciwnie? 

Panuje przekonanie, że im warzywa gorsze w smaku, tym wartościowsze. Warzywa mają ogromną moc zalet. Nie tuczą, zawierają potrzebne ludziom minerały i witaminy, zaopatrują nas w błonnik, usprawniają przemianę materii i są zalecane niemal wszystkim – także osobom chorym i dzieciom. Sprawdzają się jako dodatek, ale także jako podstawa wielu dań. 

Towarzyszą nam każdego dnia, od bardzo dawna, a mimo to niewiele o nich wiemy i wierzymy w dziwne mity, na ich temat. Warto zatem wiedzieć: ziemniaki nie tuczą i nie szkodzą, choć są też rzadkie wyjątki. Osoby chore na nerki i reumatyzm powinny unikać ziemniaków; chorzy na reumatyzm mogą odczuwać bóle i zesztywnienie stawów. 

Ich walory mogą każdego zaskoczyć

Warto ziemniaki jeść dla zdrowia i urody. Zawierają przeciwutleniacze i wykazują zdolność niszczenia wolnych rodników. Wśród związków o właściwościach leczniczych, są w nich m.in. flawonoidy (kwercetyna), kwas kawowy i kukoaminy. Flawonoidy stanowią ochronę organizmu przed chorobami układu krążenia, oddechowego i niektórymi nowotworami, np. jelita grubego i wątroby. Kwas kawowy ma całą gamę cennych właściwości. 

Może działać przeciwzapalnie, przeciwmiażdżycowo, zapobiegać powstawaniu zakrzepów i zwiększać odporność organizmu. Kukoaminy zaś obniżają ciśnienie krwi. Jedynym, poza ziemniakami, znanym dotychczas w medycynie ich źródłem, są chińskie zioła (stomatolog-kijak.pl). 

Jesienią nastał najlepszy warzywny okres. Mamy ogromny wybór warzyw, ceny (przynajmniej w teorii) spadły. Korzystajmy zatem do woli, a zarazem optymalnie, z ich dobrodziejstw. Poznajmy tajemnice zawarte w popularnych jarzynach. To może każdego zaskoczyć. 

Ziemniaki zdrowsze, niż myślisz! 

Popularne kartofle, które są w Polsce na stołach od blisko 150 lat – to po wyprawach Hiszpanów do Ameryki, w tym Krzysztofa Kolumba w XVI wieku – są obwiniane za nadwagę, choroby cywilizacyjne, a nawet za problemy trawienne. Nie zasługują one na tak złą sławę. Wręcz przeciwnie.  

Jeden dorodny ziemniak, ten jesienny, ważący około 100 gramów, ma wartość kaloryczną ok. 80-90 kcal.  

To wprawdzie niemało, jak na warzywo, ale mnóstwo produktów, których nikt nie obwinia za negatywny wpływ na naszą sylwetkę, dorównuje mu kalorycznością, a nawet przewyższa. Ot, dla przykładu: serek tofu (125 kcal w 100 g), awokado: 160 kcal, kolba kukurydzy: 110 kcal, kiełki soczewicy: 120 kcal, serek owocowy: 100 kcal, dorsz świeży: 78 kcal (wędzony 94 kcal).  

Czy to oznacza, że te produkty są niezdrowe i tuczące? Nie! Kalorie – owszem – mają znaczenie, ale nie tylko one i nie ma sensu ich przeceniać.  

Ziemniak to sporo dobrego paliwa 

Jak się okazuje, zadaniem ziemniaka w diecie człowieka (choć to brzmi dziwnie), podobnie jak innych źródeł węglowodanów złożonych, jest dostarczanie paliwa. Ma on być odżywczy – i jest – a tuczący bywa wtedy, gdy źle go przyrządzimy: podamy jako frytki, okrasimy skwarkami, zawiesistymi sosami, usmażymy w głębokim tłuszczu, itp.  

Jednak sam ziemniak to głównie woda (77 proc.) i węglowodany (18 proc.), w większości skrobia. Zawiera ponadto: 2 proc. bardzo cennego białka, 1,5 proc. błonnika i znikome ilości tłuszczu (0,1 proc.).  

Bogactwo witamin i minerałów 

To prawda: białka roślinne nie są tak dobrze przyswajane, jak zwierzęce, ale zawarte akurat w ziemniakach – to chlubny wyjątek. Podawane ilości są oczywiście orientacyjne, bo zawartość poszczególnych składników w ziemniaku zależy od wielu czynników, w tym sposobu przechowywania, odmiany, gleby i miejsca wzrostu, etc. Ponadto, im młodszy ziemniak, tym więcej w nim wody, składników mineralnych i witamin.  

Ziemniak to bogata skarbnica minerałów i witamin. Zawiera takie minerały, jak: potas, magnez, wapń oraz mikroelementy: żelazo, mangan, miedź, cynk, i witaminy: A, E, D, K, PP, z grupy B, i witaminę C.  

Tej ostatniej witaminy, czyli C, ziemniak ma bardzo dużo. Wprawdzie znacznie ubywa jej w gotowaniu, jednak straty są znacznie mniejsze, gdy ziemniaki w celu ugotowania, wrzucimy do wrzątku, nie do zimnej wody.  

Są najzdrowsze w łupinach 

Ziemniaki są produktem o małej wartości energetycznej. O ich kaloryczności decyduje przede wszystkim obecność skrobi. Zawierają nieznaczne ilości białka. Jednak jest to białko dobrej jakości. Wartość biologiczna białka ziemniaków różni się tylko w niewielkim stopniu od białek zwierzęcych, ale znacznie przewyższa wartość biologiczną innych białek roślinnych.  Gotowane ziemniaki są lekkostrawne.  

Najkorzystniej dla naszego zdrowia, gotować ziemniaki w łupinach i na parze. Tracą wtedy tylko 10 proc. witaminy C, a gotowane bez skórki, są pozbawione 1/4 ilości witaminy. A więc konkretnie, ile? Przeciętna porcja ziemniaków na talerzu, osoby dorosłej, pokrywa 40 proc. dziennego zapotrzebowania na witaminę C.  

Uwaga! To trzeba zapamiętać! Niemal bez wartości witaminowych pozostają ziemniaki ucierane na tarce, np. na placki, gdyż w trakcie procesu ucierania, dochodzi do ich utlenienia.  

Najlepiej i najkorzystniej przyswajane są ziemniaki pieczone w łupinach. Lekarze zalecają ich jedzenie nawet osobom otyłym. Wyśmienitym daniem dla odchudzających, są takie ziemniaki, maczane w chudym jogurcie, zamiast polewane masłem! I na dodatek, obficie posypane ziołami; przyprawy przyspieszają przemianę materii.  

Ziemniaki dla zdrowia 

Jedzenie ziemniaków ma pozytywny wpływ na układ pokarmowy, krwionośny, nerwowy i moczowy. Istotnym „przyjacielem” serca i układu krwionośnego, jest zawarty w ziemniakach potas, który obniża ciśnienie tętnicze. Z ewentualnym nadciśnieniem pozwalają ziemniakom walczyć substancje naturalne o nazwie kukoaminy – sole obniżające ciśnienie krwi.  

Magnez korzystnie wpływa na nastrój, ale dla pracy mózgu, większe znaczenie mają węglowodany. Skrobia rozkłada się wolno, więc dłużej cieszymy się uczuciem sytości, poziom cukru we krwi jest pod kontrolą, a od ziemniaków nam nagle nie skoczy.  

Ziemniaki są tak łagodne dla układu pokarmowego, że zaleca się je jako element diety lekkostrawnej, np. po zatruciu i u osób z chorobą wrzodową. Działają moczopędnie, dlatego są wskazane dla osób, które mają problemy z drogami moczowymi. Przeciwwskazaniem jest jednak niewydolność nerek, gdy lekarz zaleca ograniczenie spożycia potasu.  

Naukowcy z brytyjskiego Instytutu Badań Żywności w Norwich, dowiedli także, iż ziemniaki mają zdecydowanie dużo więcej kukoamin, niż smażone. Ziemniaki zalecane są też osobom chorych na cukrzycę. Zawarta w nich skrobia, absorbuje się, więc może być świetnie wykorzystana, pomimo minimalnych potrzeb produkowania insuliny przez trzustkę chorego.  

„Nie graj w zielone!”

Ziemniaki gotowane są łatwo przyswajalne, dlatego mogą być wartościową potrawą dla dzieci. Poleca się je również osobom z trudnościami układu pokarmowego, np. po zatruciach. Dzięki dużej zawartości w nich włókien pokarmowych, wspomagają przy zaparciach, dolegliwościach trawiennych i biegunkach. Przynoszą też ulgę w przypadkach zgagi – warunek: nie można ich wtedy podsmażać na tłuszczu.

Tutaj uwaga! Częste jedzenie ziemniaków, może szkodzić, zwłaszcza chorym z niewydolnością nerek, którzy mają w krwioobiegu, nadmiar potasu. Można, mimo wszystko, uwolnić się od tego pierwiastka: należy obgotować ziemniaki, odlać wodę, a następnie zalać świeżą.  

Uwaga! Ziemniaki ze skórką zabarwioną na zielono są szkodliwe. Jeśli są zielonkawe to znaczy, że uaktywniła się w nich solanina – substancja szkodliwa, typowa dla długo i niewłaściwie magazynowanych warzyw. Lekarze przypuszczają, że ma działanie rakotwórcze. A z pewnością podrażnia żołądek i może powodować bóle głowy. Zatem, lepiej nie jeść zielonkawego miąższu ziemniaka.
Źródło: aktywniepozdrowie.pl.  

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Ziemniaki są zdrowsze niż myślisz. Foto: tylkomedycyna.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii ludzie, nauka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Kaczyński chce „zrobić z «normalnego Polaka» większość”

Niemiecka gazeta „FAZ” postanowiła przyjrzeć się temu, jaki wpływ ma „rewolucyjny potencjał” polskiego konserwatyzmu partii rządzącej PiS, na europejskie ruchy prawicowo-populistyczne.

„Frankfurter Allegemeine Zeitung” („FAZ”) – wysokonakładowy niemiecki liberalno-konserwatywny dziennik, zastanawia się, czy Polska może być wzorem dla prawicowo-populistycznych ruchów w Europie? Czyni to przy okazji pokazu polskich filmów w Darmstadt i wskazania na aktualny rocznik Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich. 

Rządząca absolutna większość PiS

„Przejęcie władzy w 2015 roku, przez rządzącą absolutną większością partię PiS, wydaje się epokowym przełomem, dotyczącym UE i jej stosunku do Polski. U wschodniego sąsiada Niemiec, można studiować najbardziej skuteczną, jak dotąd populistyczną strategię” – pisze „FAZ”, w zapowiedzi szeregu wydarzeń związanych z populizmem i Polską. Jednym z nich jest konferencja „W cieniu populizmu” w Darmstadt. 

Konferencja „W cieniu populizmu”, nie zajmuje się Polską, tylko miejską codziennością, w obliczu zmieniających się tendencji politycznych. „FAZ” korzysta jednak z okazji, żeby poradzić uczestnikom konferencji, by „w przerwach zajrzeli do aktualnego rocznika Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich (Deutsches Polen Institut) w Darmstadt – Polityka 2017”. 

To my jesteśmy narodem

Tą skuteczną populistyczną strategią PiS, zajmuje się jeden z autorów, rocznika Polityka 2017 – historyk i dziennikarz Gerhard Gnauck. Jak pisze w swoim eseju o „rewolucyjnym potencjale” polskiego konserwatyzmu – celem PiS jest „zapanowanie nad duszami, czyli osiągnięcie hegemonii kulturowej”. Gerhard Gnauck cytuje też obserwatorów politycznych, którzy nazywają PiS „pierwszą nowoczesną partią populistyczną”.  

Natomiast inny autor rocznika, naukowiec i publicysta Reinhold Vetter jest przekonany, że celem partii Jarosława Kaczyńskiego jest „zrobienie z «normalnego Polaka» większości”. Pytanie, kto jest tym normalnym Polakiem? – zastanawia się dziennik „FAZ”.

Czy Polska PiS to wzór dla innych? 

Według publicysty Vettera jest to ktoś, kto odrzuca pluralizm, nie ufa uchodźcom spoza Europy, gardzi Brukselą, wszystkimi opozycjonistami i krytycznymi wobec rządu, demonstrantami. „W Niemczech krzyczałby on «To my jesteśmy narodem»” – stwierdza frankfurcki dziennik „FAZ”.  

Również w Polsce można znakomicie obserwować skutki tej normalności. Według naukowca Vettera, po dwóch latach rządów PiS, objawiają się wszystkie silne i słabe strony społeczeństwa obywatelskiego, a w oczach opinii publicznej, konfrontacja polityczna równa się dzisiaj „strzelaninie między wrogami, w różnych okopach”; „zamiast wymiany argumentów, wystrzeliwana jest polityczna amunicja”.  

„FAZ” zastanawia się także, czy Polska może być wzorem dla prawicowo-populistycznych ruchów w Europie? Pytanie to, 16 artykułach rocznika Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich, nie jest stawiane wprost, ale: „Paralele są ewidentne. Dotyczy to na przykład prób nowej interpretacji przeszłości, czy też jej instrumentalizowania i bezpardonowego izolowania przeciwników politycznych”.

Projekty reform UE według PiS 

„Także problemy małych partii, z odnalezieniem się w tym coraz gorętszym klimacie politycznym, nie są żadnym polskim fenomenem, jak pokazała wyborcza niedziela w Austrii” – konstatuje „FAZ”.  

Również polityczny jest program tegorocznego pokazu polskich filmów w kinie „Rex” w Darmstadt, w tym roku, pod tytułem „Bóg wybacza, bezpieka nigdy”. Prezentowane są: „Kret” Rafaela Lewandowskiego, „Jack Strong” Władysława Pasikowskiego, „Różyczka” Jana Kidawy-Błońskiego i „Wałęsa. Człowiek z nadziei” Andrzeja Wajdy. 

Upraszczając pytania i dociekliwość frankfurckiego dziennika „FAZ”, trzeba zauważyć jak bardzo zależy partii Kaczyńskiego, na szerszym upowszechnieniu idei konserwatywnych i prawicowo-populistycznych w Europie. PiS zależy także na robieniu wokół siebie hałasu, aby zwrócić uwagę i zainteresowanie, jak mocno jest postępowym ruchem politycznym.  

To właśnie dla tych celów Jarosław Kaczyński kazał swoim politykom „rzucać” pomysłami w Brukseli, o potrzebie reformowania Unii i jej struktur, jak również o konieczności zapoznania się z projektami pisowskich reform i praktycznego wykorzystania tych projektów w UE.  

Niemiecki dziennik „FAZ”, pisząc o różnych kwestiach partii dziś rządzącej w Polsce, zwraca szczególną uwagę, na tajemnice sukcesu strategii PiS. Zastanawia się przy tym, czy Polska może być obecnie wzorem dla prawicowo-populistycznych ruchów w Europie?
Źródło: dw.com.  

Oprac. Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – „FAZ” o tajemnicy sukcesu strategii PiS. Foto: dw.com.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii Europa, partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz