Konsul honorowy odmówił odznaczenia z rąk Andrzeja Dudy

 

Andrzej Duda był z kilkudniową wizytą w Meksyku. Nie miał zbyt tęgiej miny – na wstępie musiał przełknąć gorzką porażkę…

Prezydent Andrzej Duda wybrał się z małżonką w daleką podróż oficjalną – do kraju na drugim końcu świata – do Meksyku. Wziął ze sobą dwie ciężkie walizki: jedną pełną orderów i odznaczeń, drugą wypełnioną po brzegi ciężarami optymizmu. Ta druga miała dolać porcję nadziei na lepsze jutro rządzących, sparzonych w Brukseli na zgubnych planach walki o niedopuszczenie na drugą kadencję, szefa RE Donalda Tuska.

„Protest przeciw obecnej sytuacji w Polsce”

Ośmieszeni „żółtym” wetem premier Beaty Szydło i ponurym wynikiem 27:1 na niekorzyść Polski, wychwalali się jeszcze tego dnia i później, że „Polska odniosła sukces”. Bo jak komentował Jarosław Kaczyński, premier Szydło nie poddała się wymuszanym naciskom brukselskich urzędników.

Brukselskie „zwycięstwo” Polski wynikiem 27:1, osiągnięte z nakazu szefa PiS, obiegło świat, nie ominęło Meksyku. Gdy prezydent Duda jechał do tego kraju, miał zadanie m.in. odznaczyć orderem państwowym konsula honorowego w Meksyku. Konsul honorowy Alberto Stebelski-Orlowski, odmówił przyjęcia Krzyża Oficerskiego Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej z rąk prezydenta Andrzeja Dudy – podał tvn24.pl.

Jolanta Nitosławska-Romer, działaczka polonijna w Meksyku, w rozmowie z portalem tvn24.pl wyjaśniała, że odmowa przyjęcia odznaczenia przez konsula „to forma protestu przeciw temu, co obecnie dzieje się w Polsce”.

Konsul podjął decyzję 9 kwietnia

O nadanie odznaczenia konsulowi honorowemu wnioskował szef MSZ Witold Waszczykowski. Alberto Stebelski-Orłowski ma podwójne obywatelstwo – polskie i meksykańskie. Kancelaria Prezydenta wystąpiła w związku z tym, o zgodę konsula na przyjęcie orderu za pośrednictwem Protokołu Dyplomatycznego MSZ. Przedstawiciele prezydenta Dudy uzyskali jednak odpowiedź odmowną.

Konsul poinformował Kancelarię Prezydenta o swojej decyzji w specjalnym liście z 9 kwietnia. Wskazał w nim, na malejącą rolę Polski w świecie,  obwinił za taki stan rzeczy obecne władze. Wytknął im ingerowanie w niezależność mediów, psucie reputacji Polski przez działania wobec Donalda Tuska, przy wyborze na szefa Rady Europejskiej i naruszanie niezawisłości sądów, na pierwszym miejscu Trybunału Konstytucyjnego.

Kto to taki Alberto Stebelski-Orłowski?

Wojciech Stebelski, oficjalnie Alberto Gallatin Stebelski Orlowski, urodził się w 1944 roku, w Mexico City. Jest synem polskiego dyplomaty Henryka Stebelskiego, który w okresie II wojny światowej opiekował się polskimi uchodźcami z Syberii. Stebelski Orlowski to przedsiębiorca; od 43 lat jest dyrektorem zarządzającym firmy tekstylnej.

Wojciech Stebelski otrzymał za wspieranie „Solidarności” w latach 80. XX wieku Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi RP, odznaczenie przyznane mu w 1998 roku przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, wręczył premier Jerzy Buzek w czasie wizyty w Meksyku.

Odmowa przyjęcia odznaczenia przez Konsula honorowego w Meksyku z rąk Andrzeja Dudy będzie przedmiotem analizy MSZ – zapewnia resort. To wielki cios zadany Andrzejowi Dudzie i rządzącym w Polsce. Informacja ta, jak wszystkie negatywne o naszym kraju, obiegła świat. Na szczęście, około 100 innych odznaczeń, przyznanych działaczom i przedsiębiorcom polonijnym, udało się wręczyć.
Źródło: polityka.pl, rp.pl i tvn24.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Andrzej Duda wręczał w Meksyku odznaczenia. Foto: gazeta.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska, świat | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Posesja ministra. „Wybite okna, zakrwawiona siekiera, wycięte drzewa”

To wchodzenie na czyjąś własność i usuwanie komuś drzew (…), to jest rażące łamanie prawa – mówił minister Szyszko w Radiu Maryja.

Minister Środowiska Jan Szyszko, jako wybitny znawca lasu z tytułem naukowym profesora nauk leśnych, zaczął urzędowanie w rządzie Beaty Szydło półtora roku temu, od cięcia drzew w Puszczy Białowieskiej. Stanął w ogniu krytyki opinii publicznej, Grinpis i innych organizacji oraz Komisji Europejskiej. Bo Puszcza Białowieska jest pod ochroną.

„Prowokacja związana z pracami dla ochrony przyrody”

Teraz, w „rocznicę” półtorarocznej działalności w charakterze wysokiego urzędnika państwowego, spotkał się z ostrą, wręcz brutalną napaścią nieznanych sprawców, na prywatną działkę. Nieznani sprawcy wycięli i ponacinali mu drzewa na wysokości 130-160 centymetrów, na prywatnej działce w Tucznie, woj. zachodniopomorskie.

Podobny incydent spotkał ministra Szyszko już drugi raz. Wcześniej, w tym samym miejscu, zniszczono pracownię ministra środowiska.

– Nie tak dawno ktoś włamał się do pracowni w Tucznie. Wybito okna, wyciągnięto trofea myśliwskie, połamano je i zostawiono na zewnątrz. Natomiast w środku pozostawiono zakrwawioną siekierę. (…) mieszkańcy poinformowali mnie, że na terenie tej pracowni wycięto drzewa – dokładniej świerki. Zostały one zasadzone kilka lat temu – po to, żeby był lepszy widok. Zasadzono te drzewa na uporządkowanym śmietnisku.

– To, co dzieje się w tej chwili, to wchodzenie na czyjąś własność i usuwanie komuś drzew (…), to jest rażące łamanie prawa – mówił minister Szyszko w rozmowie z Radiem Maryja.

W jego ocenie, „prowokacja ta ma najprawdopodobniej związek z obecnie trwającymi pracami w Sejmie na rzecz ochrony przyrody”. Sprawą szkód wyrządzonych na posesji ministra w Tucznie – uszkodzenia 33 drzew świerka zwykłego, świerka srebrnego, tui i daglezji – zajęła się policja.  

Kontrowersje wokół ministra

Minister Szyszko w trakcie kilkunastu miesięcy pracy w rządzie, podjął kilka kontrowersyjnych decyzji i działań, m.in. w zakresie cięcia Puszczy Białowieskiej, pełnej liberalizacji wycinki drzew i krzewów na własnej działce, a skończywszy na udziale w skandalicznym polowaniu na 500 bażantów z Ośrodków Hodowli Zwierząt i wypuszczanych z klatek wprost pod lufy myśliwych, w tym ministra.

Internauci nie szczędzą ostrych słów krytyki ministrowi Szyszko, który rządzi się na polskiej przyrodzie swoimi prywatnymi prawami, wyjętymi z zakamarków szlacheckich zwyczajów z XVII lub XVIII wieku. Brzmiały one wówczas: szlachcic na zagrodzie, równy wojewodzie. I nikt tu mi nie może stać na przeszkodzie, wadzić się ani smrodzić – można by dziś dodać.

„Ma ziemię wielkości Małopolski”

„W oświadczeniu majątkowym Jana Szyszki stoi czarno na białym, i to aż w trzech miejscach, że od roku 1988 do 2011, kupił ziemię o łącznej powierzchni prawie 1 700 000 hektarów! (milion siedemset!) Redakcji naTemat udało się ustalić, ile gruntów naprawdę posiada polityk PiS-u.”

Media powtarzają: „Jan Szyszko posiada ziemię wielkości Małopolski?! Tak wynika z jego oświadczenia majątkowego. Koszt? 100 mln złotych.”

Łatwiej jest operować na kilometrach kwadratowych, więc zmieniamy: te hektary z oświadczenia ministra to 17 tys. km². To tyle, co 32-krotna powierzchnia Warszawy! To więcej niż całe województwo małopolskie, liczące ponad 15 tys. km²! Nie mówiąc już o opolskim, świętokrzyskim, śląskim, czy lubuskim, bo ziemia, jaką kupił prof. Szyszko (przynajmniej na papierze) jest znacznie większa niż te województwa (naTemat).

W korekcie do oświadczenia majątkowego z 6 maja 2016 r., Jan Szyszko poinformował na urzędników państwowych, kim jest tytułując się: „Prof. Jan Szyszko, Poseł na Sejm RP” – zapis cytatu oryginalny. Szczegóły korekty oświadczenia majątkowego pod linkiem: http://natemat.pl/203029,jan-szyszko-posiadaczem-ziemi-wielkosci-malopolski-tak-wynika-z-jego-oswiadczenia-majatkowego

Czy taki wielki ktoś może się czegoś lub kogoś bać? Czy może rządzić się swoimi prawami własności, szacunku do przyrody i ludzi, do jakichkolwiek władz – dajmy na to z Brukseli czy Sztrasburga, itp.? Taki ktoś to jest prawdziwy ktoś, komu nikt nie może podskoczyć, a jemu – używając słów ze słynnego skeczu Jana Kobuszewskiego – „mogą skoczyć…” Bo „chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom…”
Źródło: wiadomosci.wp.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Minister środowiska Jan Szyszko. Foto: polskieradio.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii ludzie, partia, polityka, Polska | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Macierewicz awansuje i odda rolę ministra swojemu koledze

 

Nie milkną spekulacje i komentarze na temat roli i miejsca Macierewicza w rządzie. Zdaniem publicystów, decyzja zapadła… Postanowił szef PiS.

– Sprawa Antoniego Macierewicza jest już dokonana – stwierdził Bogusław Chrabota red. czelny „Rzeczpospolitej”, w Telewizji WP. I zdradził, jaka – jego zdaniem – będzie dalej rola szefa MON w rządzie. Pogłoski o rzekomo szykowanym już następcy Macierewicza skomentował Jacek Żakowski. W jego ocenie, pewien scenariusz nie jest wykluczony.

Brudziński w miejsce Macierewicza

W ocenie redaktora Bogusława Chraboty, „cały greps” polega na tym, że to nie premier Szydło podejmuje decyzje w sprawie Macierewicza, tylko – „w najlepszym razie” – uczestniczy w dokonywaniu decyzji. Według publicysty, Antoni Macierewicz zostanie wicepremierem bez teki i będzie prowadził powierzone sprawy „pod czujnym nadzorem premier Szydło”.

Jacek Żakowski odniósł się do pogłosek, jakoby wiceprezes PiS Joachim Brudziński, miał zająć miejsce Macierewicza w MON. W ocenie publicysty, nie jest to niemożliwe. Joachim Brudziński spełnia podstawowe kryteria. – Bardzo zaufany, nie w otwartym konflikcie z Macierewiczem, musi go to ciekawić, a Brudzińskiego na pewno ciekawi – wymieniał publicysta.

„Kaczyński podjął decyzję”

W ocenie Jacka Żakowskiego widać, że Jarosław Kaczyński podjął decyzję – nie tyle o rekonstrukcji rządu, ile o rekonstrukcji polityki kadrowej. – Tekst pani premier Szydło dla „FAZ”, gdzie zapowiada otwarcie na negocjacje z UE… to jest po coś zrobione. Zapowiedź Sasina, że nie będziemy wbrew ludziom zmieniać ustawy warszawskiej, brykanie pana prezydenta w sprawie ustawy o KRS-ie… – wymieniał swoje argumenty.

Żakowski podkreślił przy tym, że przeciwników PiS „trzeba jednak trochę zmartwić”. – To nie jest zmiana kierunku, ani celu. To trochę tak, jak z przechodzeniem przez ulicę – podchodzimy do krawężnika, ale zasuwa wielka ciężarówka. No, to poczekamy. Przejedzie – wtedy przejdziemy – wyjaśnił komentator polityczny.

– Rząd reaguje na głos opinii publicznej, krytykę zewnętrzną (…) Dla mnie wizyta premier w Hanowerze, spotkanie z kanclerz Merkel, to próba ponownego przerzucenia mostu między Warszawą a Berlinem – przekonywał natomiast Bogusław Chrabota.

Pełna zgoda odnośnie do prezesa PiS

Publicyści byli w pełni zgodni, co do jednego: nie ma możliwości, aby Jarosław Kaczyński stanął na czele rządu. – Kompletnie mu to niepotrzebne, lepiej być sterującym z tylnego fotela. Ci, którzy dzisiaj rządzą, to są zderzaki – mówił redaktor Chrabota. – Kaczyński wie, że 60 proc. w pracy premiera to absurdalne czynności – spotkać się, uścisnąć, otworzyć, zamknąć, wręczyć… Szkoda mu na to czasu – dodał Żakowski.

Nie wypada uzupełniać publicystów w tematyce polityki kadrowej PiS. Tym bardziej, że to doświadczeni komentatorzy, a kształtuje ją – jak wiadomo – szef partii. Wypada jednak uzupełnić, że Antoni Macierewicz to zaufany człowiek o. Rydzyka, prezes PiS nie chce go skrzywdzić, gdyż ma dużo do stracenia. Ma wciąż dług do spłacenia toruńskiemu wielebnemu za wygrane wybory 2015, a już bliskie kolejne, więc Kaczyński musi je także wygrać.
Źródło: opinie.wp.pl.

Oprac. Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – minister Antoni-Macierewicz. Foto: se.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii ludzie, partia, polityka, Polska | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Minister Waszczykowski przed dymisją i awansem. „Jak to możliwe”?

Szef MSZ miał już propozycje zmiany funkcji, ale z ich nie skorzystał. Odmówił nawet funkcji ambasadora RP w USA. Teraz czeka go plan „do trzech razy sztuka”.

Rząd PiS, wśród wielu problemów, największe ma z samym sobą. Kilku ministrów od początku kadencji w końcu października 2015 roku, wymieniono – znaczy wymieciono z różnych powodów z posad, a kilku kolejnych należy czym prędzej także teraz wymienić. Należy, jeśli PiS chce wygrać kolejne wybory. Coś w tym kierunku ma się zdarzyć bliżej lata?

Ambasador Polski przy ONZ

Media i opozycja wskazują w pierwszej kolejności do wymiany Antoniego Macierewicza, który zdobył już określenie „największy szkodnik Polski”. Opozycja czeka też na odejście szefa MSZ, które podobno już przesądzone i ma się łączyć z objęciem przez Witolda Waszczykowskiego, prestiżowej posady ambasadora Polski przy ONZ – informuje „Rzeczpospolita”. Co sądzą o tym polscy posłowie? Pytają czy to nagroda za szkodzenie Polsce?

W czerwcu 2017 odbędzie się w Nowym Jorku głosowanie w sprawie wyboru Polski na tymczasowego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ. Minister Waszczykowski sam zabiegał o to wielokrotnie – ostatnio podczas styczniowej (2017) wizyty w Nowym Jorku.

Dyplomata bez dyplomu…

– Nie wiem, czy minister jest tym w ogóle zainteresowany, ale z pewnością ma wystarczającą wiedzę i doświadczenie, aby pełnić tam zaszczytną funkcję ambasadora – ocenia w rozmowie z Wirtualną Polską Krzysztof Łapiński (PiS) z sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. – Jest przecież doświadczonym dyplomatą, a w przeszłości pełnił między innymi funkcję ambasadora Polski w Iranie – dodaje.

Przypomnijmy: Witold Waszczykowski zaprzeczał nie tak dawno, że jest dyplomatą, bo jak mówił, nie czuje się nim. W tym miejscu musiał być, jak nigdy, szczery. Nie ma nawet dyplomatycznego smaku.

Z wykształcenia jest historykiem. Ukończył studia magisterskie na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Łódzkiego (1980). Jego partyjny kolega, mówiąc, że jest dyplomatą, miał zapewne na uwadze pełnioną funkcję ambasadora RP w Teheranie, w latach 1999–2002.

Czy będą zmiany w rządzie Szydło?

Zapytajmy, czy stanowisko w ONZ to w takim razie nagroda za zasługi? Zdaniem informatorów „Rzeczpospolitej” z PiS jest wręcz przeciwnie. Wyjazd Waszczykowskiego do Waszyngtonu ma być jednym z ogniw większej rekonstrukcji rządu, która ma nastąpić w Polsce jeszcze przed wakacjami. Doniesieniom gazety zaprzecza środowisko PiS.

Szef MSZ miał już dwukrotnie propozycje, aby objąć inną intratną funkcję. Najpierw, gdy zwolniło się miejsce w Parlamencie Europejskim, a potem, gdy mówiło się o zmianie ambasadora RP w USA. Niestety, nic z tych planów ani propozycji ostatecznie nie wyszło. „Do trzech razy sztuka” – ironizuje anonimowo ważny polityk PiS.

Według polityka PiS dymisja szefa resortu spraw zagranicznych będzie wyłącznie elementem szerszej rekonstrukcji rządu. „Pytanie, ilu ministrów będzie mu (Waszczykowskiemu – red.) towarzyszyć” – dodaje. Opozycja: „chcielibyśmy, żeby funkcję szefa MSZ, pełnił wreszcie ktoś kompetentny”.

Kładą się cieniem szkodliwe słowa dla Polski i rządu

Począwszy od dnia powołania rządu Beaty Szydło, Witold Waszczykowski był nieustannie krytykowany za aroganckie i szkodliwe dla Polski i rządu słowa. Najpierw sprowadził na rząd i partię Komisję Wenecką, aby zbadała demokrację i praworządność pod rządami PiS. I bada do dziś. Po drodze byli „wegetarianie i rowerzyści”, a do historii przejdzie słynne promowanie Jacka Saryusz-Wolskiego na Przewodniczącego Rady Europejskiej.

Po zwycięstwie Tuska w wyborach w Brukseli stosunkiem punktów 27:1, gdy Beata Szydło nie podpisała protokołu końcowego i oświadczyła swoje zwycięstwo, czyli swojego rządu, zaczęły się pasma klęsk rządzącej PiS. Sondaże partii dołują, Platforma dochodzi już nawet jednym punktem do partii Jarosława Kaczyńskiego, i jak na złość wyszły na jaw „Misiewicze” ministra Macierewicza i jego ambitne plany przejęcia władzy najwyższej…

Jednym z ostatnich – sprzed pięciu dni – czarnych cieni Waszczykowskiego, rzuconych na siebie samego, była „szokująca nominacja” członków polskiej części Polsko-Rosyjskiej Grupy do spraw Trudnych. W gronie ekspertów znalazł się m.in. historyk – człowiek o zdecydowanie odmiennym stanowisku niż PiS, w sprawie Żołnierzy Wyklętych.
Źródło: wiadomosci.wp.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Szef MON Antoni Macierewicz i szef MSZ Witold Waszczykowski. Foto: fakty.intria.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wybory prezydenta we Francji. Wynik nie musi być korzystny dla Polski

Polityka aktualnego rządu w Polsce zmierza w tym kierunku, że za kilka miesięcy może okazać się, jak bardzo spóźniliśmy się na „pociąg Europa”.

Jarosław Kaczyński ma w ostatnim czasie wyjątkowo złe dni. Po pierwsze jego najlepszy, długoletni przyjaciel, teoretyk chmurnego zwycięstwa bez walki, zbyt wysoko się sadzi i czyha na najwyższy stołek w partii. Jawnie lekceważy dobroć wszelaką mocodawcy swego i pryncypała partyjnego, jako zaufana prezesa ostateczna wyrocznia teorii zamachu smoleńskiego.

Marine Le Pen dawała nadzieję…

Marzy o rychłej władzy najwyższych szczytów w PiS oraz w rządzie, w którym teraz czuje się, jak najsilniejszy chory, w trądzie. Przetrącony nieźle za sprawą Misiewiczów dwóch, przy czym jeden z Polski nawiał, a drugi tracąc kilka fuch, wciąż czuje się jak wśród zuchów, najlepszy zuch.

Po drugie, gdy zaczął snuć prezes Kaczyński plany bliskiej współpracy z Wielką Brytanią, przed Brexitem, potem po nim, wyszły z tego nici. Bo myśli szły w kierunku wyjścia Polski z UE. Na pociechę obranych, choć straconych nadziei, szef PiS zaczął chylić się w kierunku Francji, gdzie Marine Le Pen dawała nadzieję rządzącemu niemal oficjalnie prezesowi, na zwycięstwo w wyborach prezydenckich.

„Jaki wynik byłby najlepszy dla Polski?”

Niestety, pierwsza tura wyborów francuskich przekreśliła kalkulacje i nadzieje prezesa Kaczyńskiego. Marine Le Pen ze skrajnej prawicy nie zdobyła zwycięstwa, w pierwszej turze i już wiadomo – nie zwycięży także w drugiej. Największe szanse na zwycięstwo ma centrysta, socjaldemokrata Macron. Tym samym Kaczyński czuje się coraz bardziej osamotniony.

– Zwycięstwo Macrona i Merkel, w zasadzie jakiegokolwiek z dwóch wariantów niemieckich, oznacza, że pociąg europejski, który stoi na peronie, nareszcie z niego ruszy (…), a Polska do niego nie wsiądzie – mówi Łukasz Lipiński z Polityka Insight.

– Z punktu widzenia politycznej linii obecnego rządu w Polsce, nie było dobrego rozwiązania – zauważył Paweł Kowal z Polskiej Akademii Nauk.

W poniedziałek, 24 kwietnia 2017 w programie #dzieńdobryWP, Łukasz Lipiński (Polityka Insight) i Paweł Kowal (Polska Akademia Nauk), komentowali wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji. Jaki wynik ich zdaniem byłby najlepszy dla Polski?

„Duże wyzwanie dla naszej elity politycznej”

Według Łukasza Lipińskiego, wygrana innego kandydata niż Marine Le Pen, która zapowiedziała w swoich planach, że chce wyprowadzić Francję z Unii Europejskiej, niekoniecznie musi być dobra dla Polski. Natomiast Emanuel Macron – w opinii Lipińskiego – wydaje się być zwolennikiem dalszej integracji Unii Europejskiej.

A polski rząd „bardzo wyraźnie ustami premier Beaty Szydło i Jarosława Kaczyńskiego mówi, że nie jest zwolennikiem dalszego pogłębiania integracji europejskiej” – mówi komentator Lipiński.

Paweł Kowal zgodził się z Łukaszem Lipińskim co do stanowiska Macrona. „Nie chciałbym, żeby Polska została na peronie. Stanie w takiej sytuacji jesienią, że trzeba będzie szybko odpowiedzieć, w którym kierunku idziemy. To będzie duże wyzwanie dla obecnej elity politycznej, która akurat ma swój słabszy punkt. Jest nim właśnie polityka europejska” – podkreślił.

Czy ktoś się Polską przejmie?

Warto przypomnieć, że Emanuel Macron w swoim przemówieniu podkreślił, iż „jego wygrana jest przesłaniem dla europejskich sąsiadów, że populizm nie musi zwyciężać”. Według publicysty Lipiński, te słowa zostały skierowane również do Polski.

Jeżeli doszłoby do zacieśnienia współpracy unijnej wokół strefy euro i „kraje naszego regionu pozostałyby poza tym pociągiem”, wiele osób po różnych stronach francuskiej strony politycznej, wcale nie byłoby specjalnie przejętych – zauważył publicysta.

Spekulować w tej sprawie można różnie. Ale nie sposób nie zauważyć, że zarówno partia Jarosława Kaczyńskiego, jak i jej przywódca, a także członkowie rządu, m.in. minister dyplomacji, minister wojny, jak i szefowa rządu uczynili wiele w minionych miesiącach, aby Polska stanęła na uboczu Europy Zachodniej, czyli „poza pociągiem” głównego nurtu. Niebawem samotnej Polsce Kaczyńskiego pozostanie jedynie pociąg na Węgry do przyjaciela Orbana.
Źródło: hip-hop.tbg.prv.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Jarosław Kaczyński i Viktor Orban. Foto: tvn24.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii Europa, partia, polityka, Polska | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Amerykański samolot kosmiczny X-37B pobił swój rekord

 

X-37B, jako zautomatyzowana platforma orbitalna, ma możliwości podobne do promów kosmicznych. Jest pod ścisłą kontrolą wojsk USA.

W maju 2015 roku, rakieta Atlas V wyniosła na orbitę, tajemniczy wahadłowiec X-37B. Wtedy rozpoczęła się jego misja pod kryptonimem OTV-4. Nie wiadomo co dokładnie robi ten wahadłowiec. Przeznaczenie jego i zadania są ściśle tajne i wiadomo o nich tyle, ile zdecydują się ujawnić amerykańskie Siły Powietrzne lub zaobserwują sprytni amatorzy.

Znany dotychczas rekord przebywania na orbicie pojazdu USAF wynosił 674 dni i 22 godziny – trwał od grudnia 2012 roku, do października 2014. Data zakończenia ciągle jeszcze trwającej misji X-37B nie jest znana.

X-37B przewijał się w różnych dokumentach amerykańskich, pod zbiorczą dla całej klasy podobnych mu projektów nazwą CAV, Common Aero Vehicle. Ostateczna nazwa pojazdu to Orbital Test Vehicle i od roku 2010 odbył już trzy udane misje. Czwarta nadal nie dobiegła końca (tech.wp.pl).

Wahadłowiec X-37B – to bezzałogowy samolot kosmiczny wielokrotnego użytku, wynoszony na orbitę, przy pomocy rakiety nośnej Atlas V. Jego istnienie i wygląd są informacją publiczną, ale szczegóły techniczne i zadania orbitalne, są ściśle tajne.

Dlatego, w środowisku badaczy przestrzeni kosmicznej, są przedmiotem licznych spekulacji, a w mediach przewijają się sensacyjne doniesienia o pracach nad jego wersją załogową. X-37B trudno jest śledzić na orbicie – zmienia on wysokości i pozycje, a rząd amerykański nie udostępnia żadnych danych. Kilka dni temu dostrzeżono go na wysokości ok. 325 km.

Pojazd ma przezwisko baby-shuttle, gdyż wizualnie przypomina promy kosmiczne. Wyposażony jest w skrzydła o podobnym kształcie, które umożliwiają lot szybowcowy i lądowanie na pasie startowym. Na zdjęciach upublicznionych widać wyraźnie też wrota luku bagażowego. Znajduje się w nim zapewne chwytne ramię znane z wahadłowców czy ISS.

Zatem X-37B to zautomatyzowana platforma orbitalna o możliwościach podobnych do promów kosmicznych, która jest pod pełną kontrolą wojska.

Prawdopodobnie służy do rozmieszczania i testowania technologii wojskowej oraz repozycjonowania satelitów, choć najnowsza misja obejmowała, m.in. przeprowadzenie zleconego przez NASA, eksperymentu.

Brak w niej załogi powoduje, że misja X-37B nie naraża życia i zdrowia astronautów, a zarazem pozwala na wykonywanie długich, trwających nawet kilkadziesiąt miesięcy lotów.

Dotychczasowe lądowania X-37B odbywały się w bazie Vandenberg w Kalifornii, ale media spekulują, że lot OTV-4 może tym razem zakończyć się na Florydzie. Nad jednym z budynków Boeinga zawisł zaś znak „Home of the X-37B” – to sugeruje przeniesienie operacji.

Obsługa Centrum Kosmicznego im. Kennedy’ego, odbyła w lutym 2017 roku ćwiczenia, na których zaobserwowano replikę X-37B. Kto i kiedy powita pojazd na pasie startowym, dowiemy się po lądowaniu. Może ono nastąpić lada dzień, rekord długości pobytu w kosmosie został już pobity.
Źródło: tech.wp.pl.

Oprac. Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – samolot kosmiczny X-37B. Foto: odkrywcy.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii nauka, świat | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wniosek o referendum ws. reformy edukacji zbyt późny



Beata Szydło mówi, że to co proponuje rząd PiS w reformie, jest nastawione na „dobre zmiany”, które „należy wprowadzić w szkole, by rodzice mogli być pewni, że ich dzieci są dobrze wykształcone”.

„Dialog i współpraca to warunek zrealizowania zadań, które postawili przed nami Polacy. Będziemy rozmawiać, będziemy słuchać i co najważniejsze, będziemy słyszeć co do nas mówią Polacy” – mówiła w exposé premier Beaty Szydło – stenogram, premier.gov.pl 18.11. 2015).

A jak mówi teraz? – Wniosek referendalny w sprawie reformy edukacji wpłynął zbyt późno. Reforma edukacji została wdrożona – tymi słowami premier Beata Szydło rozwiała wczoraj nadzieje blisko miliona Polaków, którzy podpisali się pod dokumentem na temat referendum.

Ponad 910 tys. Polaków, którzy podpisali się pod wnioskiem o referendum w sprawie wycofania reformy edukacji Anny Zalewskiej i PiS, może czuć się rozczarowanych. Premier Beata Szydło powiedziała w telewizyjnych „Wiadomościach”, że wniosek wpłynął za późno do Sejmu, a prace nad reformą są zaawansowane. – To działanie polityczne, a polska szkoła potrzebuje reformy, która została już wdrożona – dodała szefowa rządu.

Według Beaty Szydło, wszystko to, co proponuje rząd PiS w tej reformie, jest nastawione na „dobre zmiany”, które „należy wprowadzić w szkole, by rodzice mogli być pewni, że ich dzieci są dobrze przygotowane, dobrze wykształcone, ale też mają dobrą opiekę, a nauczyciele – żeby mieli poczucie tego, że wykonują zawód, który jest szanowany i w godnych warunkach mogą pracować” – mówiła pani premier w telewizji narodowej.

Szefowa rządu zapewniała i przekonywała: „To nie jest łatwe, ja sobie z tego zdają sprawę, ale (…) te zmiany, które już są wprowadzane, one przebiegają bardzo spokojnie”. (…)”minister edukacji Anna Zalewska prowadziła szerokie konsultacje w tej sprawie, bo przez kilka miesięcy jeździła po Polsce, spotykała się z samorządowcami, pedagogami i rodzicami”. – I tutaj nie ma niejasności żadnych – powiedziała premier.

To jak to jest z tą prawdą? Według ks. profesora filozofii (po góralsku) Józefa Tischnera, „są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda”. Godzi się w tym miejscu przytoczyć te słowa, zwłaszcza, że mówi to ksiądz, a pani Szydło, jako głęboko wierząca katoliczka, która ma syna księdza, powinna znać tę prawdziwą góralską prawdę.

Otóż pani premier ma słabą pamięć – zapomniała, co obiecywała Polakom w kampanii wyborczej 2015 na temat wsłuchiwania się w sugestie i wnioski. Nie pamięta, co obiecywała społeczeństwu podczas swojego exposé w Sejmie w listopadzie 2015. Powtórzmy: Będziemy rozmawiać, będziemy słuchać i co najważniejsze, będziemy słyszeć co do nas mówią Polacy”. I co nam z tych solennych zapewnień dziś zostało?

Z inicjatywą referendum na temat reformy oświaty wystąpił Związek Nauczycielstwa Polskiego. Zawiązany pod koniec stycznia 2017, Komitet referendalny, z udziałem przedstawicieli partii politycznych i kilkunastu stowarzyszeń, organizacji i ruchów społecznych, które popierają pomysł przeprowadzenia ogólnokrajowego referendum.

W Komitecie referendalnym, m.in. są: ruch „Rodzice przeciwko reformie edukacji”, koalicja „Nie dla chaosu w szkole”, Kongres Kobiet, Krajowe Porozumienie Rodziców i Rad Rodziców, Społeczne Towarzystwo Oświatowe, Krajowe Forum Oświaty Niepublicznej, OPZZ, Nowoczesna, PO, PSL, Razem i Inicjatywa Polska.

Efektem reformy edukacji ma być zmieniona m.in. struktura szkół – jej początek nastąpi od roku szkolnego 2017/2018. W miejsce teraz istniejących typów szkół, będą wprowadzone stopniowo: 8-letnia szkoła podstawowa, 4-letnie liceum i 5-letnie technikum oraz dwustopniowe szkoły branżowe, a gimnazja mają być zlikwidowane.

– Chciałoby się powiedzieć: zamiast 100 mln zł, które miałyby pójść na referendum, może 100 mln zł dać na tablice multimedialne dla szkół – mówiła w styczniu 2017 minister edukacji Anna Zalewska.

Przy okazji pani minister Zalewska powinna była wymienić kilka istotnych kwot dotyczących kosztów reformy, które spadną na barki samorządów lokalnych i szkół. Chodzi m.in. o wydatki na przystosowanie nowych lokali na pracownie (chemiczne, fizyczne, do nauki języków, itp.), na stołówki dla uczniów, szatnie, toalety. A kto zwróci koszty poniesione przez szkoły w poprzednim układzie – na gimnazja, podstawówki, szkoły średnie i książki?
Źródło: wiadomosci.wp.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Szydło: wniosek referendalny ws. reformy edukacji wpłynął zbyt późno. Foto: wp.pl.goole.com.

Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Jak szef MON Macierewicz sam sobie kopał dołki

 

Był raz sobie pan minister i doradców miał młodziutkich, miał też swego profesora, co układał – na dodatek w locie – bombowe bajki o samolocie.

Jarosław Kaczyński, niczym cysorz z legendarnej ballady Andrzeja Waligórskiego, „to ma klawe życie i wyżywienie klawe! Przede wszystkim już o świcie dają mu do łóżka kawę, a do kawy jajecznicę…” Tak śpiewał swoją kompozycję Tadeusz Chyła.

To oczywiście przesada – z jajecznicą i kawą do łóżka – szef PiS nie ma aż takiej obsługi ani ponoć takich smaków. Ma za to niezły smak do polityki i polityków, zwłaszcza swoich. Zaufanych głęboko  – dodajmy. Więc ma swego wymarzonego, przystojnego, młodego prezydenta i piękną, posłuszną panią premier. Ma parlament i rząd, służby specjalne i policję.

Ma także Trybunał Konstytucyjny, prokuraturę, radio i telewizję oraz Polskę całą – z lasami, polami, rzekami, wiatrakami. Od września pójdzie na całość i będzie miał w swoich rękach oświatę, a od wyborów 2015 ma kulturę i sztukę, no i wielmożnego sługę Bożego, o. Rydzyka. Tylko jeszcze ma parcie na zdobycie sądów i sędziów, bo póki co chcą być inaczej.

Ale ma też pecha. Najbardziej zaufany człowiek od 30. lat, wymknął się spod kontroli mocodawcy swego, i zaczął grać po swojemu z wojskiem i Obroną Terytorialną. Jako minister wojny i obrony Polski – nie ma posłuchu, tym bardziej szacunku, wobec zwierzchnika sił zbrojnych prezydenta Dudy i cichutkiej jak mysz kościelna, premier Szydło.

Obstawiony „swoimi”, podobno „doradcami” i ekspertami smoleńskimi, a także 100. żołnierzami ochrony – podjął trud realizacji żywotnych celów państwowych. Z wielkim rozmachem, szumem obietnic i zapowiedzi, m.in. w reformowaniu i dozbrajaniu armii – zraził potencjalnych kontrahentów w sprzedaży nowoczesnego sprzętu dla wojska.

Jarosław Kaczyński, jak się wydaje, stracił przez swego głęboko wiernego przyjaciela – paliwo smoleńskie, którym stale zasilał poparcie i wierność niezłomną, swoich zwolenników i wyborców. Szczególnie zaufany ministrowi obrony, a ostatnio skompromitowany dr Wacław Berczyński z USA, nagle „rozleciał się w powietrzu”, niczym w rzekomym zamachu samolot, i spadł z wysokości na twardy grunt.

Dr Berczyński przestał być z dnia na dzień przewodniczącym podkomisji MON do spraw ponownego wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej. To bardzo smutna wiadomość. O czym teraz będzie opowiadał i jakich będzie używał argumentów prezes PiS Jarosław Kaczyński, upewniając swoich wiernych słuchaczy w przekonaniu, że jednak w lesie smoleńskim był na samolot prezydencki, zamach.

Rezygnacja dr. Berczyńskiego z zaszczytnej funkcji przewodniczącego podkomisji smoleńskiej – to ogromna strata dla polityki szefa PiS. Dr B. był silną prawą ręką Macierewicza w sprawie katastrofy, podobnie jak minister Macierewicz jest prawą ręką prezesa Kaczyńskiego, w sprawie smoleńskiej.

Wacław Berczyński był niezbędny, szefowi PiS, gdyż reprezentował sobą Amerykę, tam zdobył „doświadczenie Boeinga i Bóg wie co jeszcze”. „Last but not least – był „w stu procentach pewny”, że samolot Tu-154M rozpadł się w powietrzu. Dr B. nie był już tylko jednym z naukowców badających katastrofę, ale przewodniczącym oficjalnej podkomisji i pełnomocnikiem ministra obrony do spraw zakupu śmigłowców (polityka.pl).

Podał się do dymisji zaledwie kilka dni po 7. rocznicy tragedii i po pokazie swojego filmu, pełnego bombowych hipotez. Dr Berczyński spadł ze stołka z powodu lekkomyślnego stwierdzenia, że to on uratował Polskę przed zakupem caracali – francuskich wojskowych śmigłowców. Jeżeli to jest prawdą, to wstyd dla Polski, wstyd dla MON, dla Macierewicza i dla Ministerstwa Rozwoju wicepremiera ministra Morawieckiego.

Obaj ministrowie tłumaczyli wycofanie się z przetargu rzekomo zbyt małym offsetem oferowanym Polsce przez Francuzów. Jeżeli to nieprawda, i Berczyński – delikatnie mówiąc – fantazjował, to tak nieodpowiedzialny człowiek nie mógł stać na czele podkomisji smoleńskiej i kompromitować ministra obrony, który powierzył mu bardzo ważne dla PiS stanowisko.

Teraz Francuzi już mogą być pewni, że nie chodziło o żaden offset. Wiarygodność strony polskiej została jeszcze mocniej nadszarpnięta. Przedstawiciele polskiego rządu zachowują się jak pajace w cyrku – mówią zapewne Francuzi po cudacznych rozgrywkach z caracalami.

Dymisja dr. Berczyńskiego to silny cios w Macierewicza. To także ostry cios w Kaczyńskiego, który od dawna bezgranicznie ufał Macierewiczowi, a ostatnio też Berczyńskiemu. Na domiar złego, kilka dni wcześniej przed dymisją dr. Berczyńskiego, podobny los spotkał innego silnego faworyta szefa MON, „cudownego dziecka resortu”, Bartłomieja Misiewicza.

Odejście Misiewicza nastąpiło dopiero w wyniku konfrontacji na linii: Kaczyński – Macierewicz. Minister Macierewicz jawnie i ostentacyjnie lekceważył prezesa PiS w tej sprawie, podobnie zresztą, jak lekceważył premier Szydło, która „zapewniała, że sprawa Misiewicza jest zamknięta, podczas, gdy młody człowiek hulał w najlepsze, pod parasolem ministra”.

Antoni Macierewicz został teraz, przez obie decyzje, poważnie osłabiony politycznie. Ale jednak, pozycja jego w PiS jest nadal mocna, choć już nie wszechmocna. Dlaczego nie stanął – zamiast Misiewicza – przed Komisją triumwiratu PiS (Brudziński, Kamiński, Suski)? Bo ma silne plecy w Rydzyku i nie można zmieniać ministrów na wniosek Platformy Schetyny.

Przeciwnicy Macierewicza w PiS, których nie brak, poczuli teraz „krew i zyskali nadzieję na kolejną dobrą zmianę”. Trzeba będzie jednak na nią trochę poczekać – może nawet kilka miesięcy. Nie należy tak łatwo dodawać kolejnych „litrów” paliwa opozycji – twierdzą teoretycy „dobrej zmiany”.
Źródło: polityka.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – dr Berczyński i szef MON Macierewicz. Foto: tvn24.pl.google.com. 

Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Tusk przekręcił przesłuchanie na swoją korzyść

 

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, przyjechał z Brukseli do Warszawy na przesłuchanie w prokuraturze w sprawie smoleńskiej, i przez to miał być poniżony i osłabiony. Wrócił silniejszy i wzmocniony.

Nie dał satysfakcji prezesowi Kaczyńskiemu, który czyha na jego słabość i byłby najszczęśliwszy, gdyby udało się to, co wyraziła głośna już w całym kraju, dyrektorka ministra trocinowego Szyszko: „kajdanki i szubienica” dla Tuska, o czym powiadomiła gawiedź Internetu.

„Tusk w pochodzie triumfalnym”

Polscy narodowi konserwatyści, wzywając szefa RE Donalda Tuska do Polski na przesłuchanie, chcieli wystawić go na pośmiewisko. Ale on  „wykorzystał ten termin na swoją korzyść” – pisze niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” („FAZ”).

Korespondent niemieckiej gazety „FAZ”, w artykule „Wielki dworzec dla rzekomego zdrajcy” podkreśla, że Donald Tusk jest nie tylko szefem Rady Europejskiej, lecz stał się również nieoficjalnym przewodniczącym opozycji w Polsce, gdzie silnie „eurosceptyczna prawica pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego, przepycha swoją narodowo-katolicką rewolucję”.

Tusk, zdaniem autora artykułu, udowodnił w środę (19 kwietnia 2017), że czuje powołanie do „wyższych celów” i zadbał o to, „by jego zjawienie się w ojczyźnie nie stało się, tak jak planowano, praszczętą – karą cielesną rosyjskiego wojska w XIX wieku – tylko pochodem triumfalnym”.

„Potencjalny konkurent” prezydenta Dudy

Korespondent „FAZ” Konrad Schuller, opisując szczegółowo tłumne powitanie Tuska w Warszawie przez jego zwolenników oraz nielicznych przeciwników na Dworcu Centralnym w Warszawie, pisze, że wszystko było od początku do końca dokładnie zainscenizowane.

Autor stwierdza, że pytania stawiane szefowi Rady Europejskiej Donaldowi Tuskowi przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie,  miały tylko pozornie charakter proceduralny. Według komentatora gazety, przy dokładniejszym przyjrzeniu się sprawie, możliwe wydaje się być to, co powiedział Donald Tusk, określając wezwanie go na przesłuchanie „nagonką”.

Miałaby ona, według przeciwników, pomóc w przyczepieniu Tuskowi, jako „potencjalnemu konkurentowi” obecnego konserwatywnego prezydenta Andrzeja Dudy, w wyborach prezydenckich w 2020 roku, etykietki zdrajcy.

„Jak magiczne formuły voodoo”

Zdaniem korespondenta „FAZ”, decydującym aspektem politycznym w stawianych zarzutach są w mniejszym stopniu popełnione błędy w ustaleniach kierownictwa polskich służb wywiadowczych, a bardziej „rosyjskie powiązania Tuska”. Pytanie pozostaje otwarte: jak to się stało, że jeszcze do niedawna Tusk, zdaniem kaczystów, był poplecznikiem niemieckim, aż tu nagle stał się człowiekiem rosyjskich służb.

„To, że Tusk był zawsze chętnym egzekutorem rosyjskiego prezydenta Władimira Putina, jest jedną z wrogich praktyk, które Kaczyński i jego świta, od lat powtarzają monotonnie, jak magiczne formuły voodoo”.

Autor tłumaczy, że „istotą zaklęcia” jest Putin, a „Tusk, jako pudel ‘rosyjskiego Mefista’, miał być współwinny zbrodni, która od lat jest podstawą narracji narodowych konserwatystów – historii zamordowania prezydenta Lecha Kaczyńskiego przez rosyjskie tajne służby” (…).

Nowa „teoria zamachu” runęła

Dlatego, jak konstatuje Konrad Schuller, „sugestie Tuska, że wezwanie go na przesłuchanie, miałoby być kontynuacją „nagonki na niego”, nie są wcale zaskakujące. A telewizja publiczna, jak na zamówienie, nawiązując wieczorem w przeddzień przesłuchania do „sprawy Smoleńska”, ukazała świadka Tuska w „komitywie” z Putinem.

Autor artykułu pisze też, że przyjazd Tuska poprzedziły wcześniej już jako uwertura, informacje o najnowszych wynikach śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej i nowej teorii zamachu, według której przyczyną katastrofy prezydenckiego samolotu w 2010 r., była eksplozja bomby termobarycznej. A wezwanie Tuska w tej sprawie było wysłaniem sygnału politycznego, że „jest on zdrajcą, który zadaje się niegodziwie z mordercami”.

Szkopuł  jednak w tym, że w niespełna dwa tygodni później, cała nowa „teoria zamachu”, opleciona bajkami z kosmosu o wybuchach bomb na pokładzie samolotu, runęła, jak przysłowiowy domek z kart.

Dziwne sygnały

Nastąpiło to po tym, gdy osławiony przez wiceprezesa PiS Antoniego Macierewicza, profesor Wacław Berczyński, jako szef podkomisji smoleńskiej – profesor, firmujący ostatnią „teorię zamachu”, zrezygnował z zajmowanej funkcji. Trudno też wiedzieć czemu, od 20 kwietnia 2017 nagle przestał być tytułowany przez PiS „profesorem”, a jedynie doktorem (?).

Tymczasem, zdaniem korespondenta „FAZ”, „były premier swoim triumfalnym marszem w środę wysłał całkiem odmienny sygnał”. Wszystkie szczegóły jego przyjazdu były ustalone. Nowy, jak spod igły Pendolino, którym Tusk przyjechał do Warszawy, został wprowadzony w czasach jego rządów, wtedy zmodernizowano również Dworzec Centralny.

W ogóle, jak pisze Konrad Schuller – „przyjazd Tuska był dla znawców polskiej historii, subtelnym sygnałem, gdyż już marszałek Piłsudski, twórca nowoczesnej Polski, dał w 1918 roku swoim zwolennikom do zrozumienia, że opuścił pociąg socjalizmu ‘na przystanku niepodległości'”.

Zdaniem dziennika „FAZ”, „Donald Tusk sprawiał w środę wrażenie, że nie miałby nic przeciwko temu, by pójść w ślady tego protoplasty. Jego zwolennicy, trzymali na Dworcu Centralnym tablice, na których w różnych wersjach widniało pojęcie „Europa”, a zamiast wizerunku legendarnego marszałka, można było zobaczyć Tuska.
Źródło: dw.com.

Oprac. Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – FAZ: Tusk obrócił przesłuchanie w Warszawie na swoją korzyść. Foto: dw.com.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Tajna narada w biurze PiS prezesa Kaczyńskiego z premier Szydło

Najlepsze rządzenie, gdy ma się kierownicę, za oka mgnieniem. W tajnej atmosferze u prezesa, ustalono, co należy: złagodzić reformę KRS – to nakaz tajny, fajny, świeży.

Jeszcze wczoraj wieczorem (w czwartek 20 kwietnia 2017) minister Ziobro łajał i groził sędziom, którzy odważyli się przerwać pracę w południe, aby udać się na zebranie w sprawie reformy Krajowej Rady Sądownictwa, przygotowanej przez ministra sprawiedliwości prokuratora generalnego. Przerwę w pracy sędziów nazwał strajkiem i pouczył, że sędziowie nie mogą, bo nie mają prawa, pod żadnym pozorem strajkować.

Dziś już w zupełnie innym tonie mówi w mediach minister Ziobro. Przede wszystkim przeprasza Polaków za sędziów, którzy przerwali pracę w celu omawiania i dyskutowania swoich ważnych spraw służbowych. Co się stało, że groźny kilkanaście godzin wcześniej minister, niczym drwal ministra Szyszki, nagle złagodniał i stał się ugrzeczniony, jak świąteczny baranek?

Gruntowną zmianę psychiczną ministra Ziobro, ale także projektu reformy KRS, nakazał podczas nocnej narady w biurze prezesa, szef PiS Kaczyński. Oto, ile znaczy dobre słowo dobrego prezesa – dla ministra i premiera tego ministra oraz dla sędziów i Polaków. Mało tego, dobry prezes Kaczyński nakazał także porywczemu ministrowi Ziobro i niedobrej premier Szydło zmienić, czyli złagodzić projekt dobrej reformy KRS.

Gazeta „Fakt” donosi, że aż 140 minut, czyli dwie godziny i 20 minut, trwało spotkanie premier Beaty Szydło (lat 54) z Jarosławem Kaczyńskim (lat 68) w siedzibie PiS przy ul. Nowogrodzkiej. Temat: „Reforma sądownictwa. Ustalenia: Wstrzymać prace i złagodzić projekt”.

Pierwszym efektem zebrania na Nowogrodzkiej jest odwołanie posiedzenia sejmowej Komisji Sprawiedliwości, która miała zająć się projektem ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa tak, by posłowie jeszcze w tym tygodniu, ją przyjęli. Decyzją zebrania, reforma została zdjęta, z porządku obrad.

– Mamy problem. O całkowitym wycofaniu się nie ma mowy, ale jakieś zmiany będziemy musieli wprowadzić – mówi ważny polityk PiS. Głównym powodem wyhamowania prac jest obawa przed wetem prezydenta. Andrzej Duda (lat 45), od początku miał zastrzeżenia do wygaszania mandatów członków obecnej Krajowej Rady Sądownictwa, w trakcie konstytucyjnie określonej kadencji.

– Prezydent uzależni swoją decyzję od finalnej ustawy – mówiła wczoraj w radiowej Trójce szefowa Kancelarii Prezydenta, Małgorzata Sadurska (lat 42) – donosi dziennik.

– Chcemy, aby ta kwestia była omawiana szeroko i na spokojnie. I dlatego Komisja została odwołana – tłumaczy  „Faktowi”, szef sejmowej Komisji Sprawiedliwości Stanisław Piotrowicz (lat 65) z PiS. Dodaje, że Komisja „będzie zwołana w tygodniu, w którym nie ma posiedzenia Sejmu” po to, aby „umożliwić jak najszerszą, spokojną dyskusję nad projektem”.

Rzecz się ma tak: trzeba projekt reformy KRS złagodzić i jak najszybciej uchwalić, znaczy przepchać przez Sejm. Bo jak nie daj Boże prezydent Duda, który dużo może i ją zawetuje, to sprawa zacznie się ślimaczyć, a tego najgorszego należy uniknąć – miałby rzec prezes. 

Projekt reformy przewiduje, że w miejsce obecnie działającej KRS, powstaną dwie nowe izby, kadencje obecnych 15 członków KRS wygasną, a ich następców wybierze Sejm, bez udziału sędziów – wyjaśnia „Fakt”.

Przy okazji wypada zauważyć, że – według mediów – kierowca premier Beaty Szydło usłyszy zarzuty, w związku z wypadkiem pancernego auta służbowego pani premier, w zderzeniu z drobnej budowy seicento w Oświęcimiu? I druga nie mniej istotna wiadomość: Premier Szydło chciała wyrzucić z rządu ministra Macierewicza. Usłyszała: „Nie teraz!”
Źródło: fakt.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – prezes Kaczyński i premier Szydło. Foto: se.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz