„Państwa UE muszą pomóc w sporze z Polską”

 

„Państwo prawa jest podstawą budowy Unii Europejskiej. Nie możemy sobie pozwolić na to, by sądownictwo nie było niezależne” – mówił w kontekście Polski, Frans Timmermans na konferencji w Monachium.

Na 53. Międzynarodowej Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, zakończonej kilka dni temu, zabrał głos m.in. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans. Według niego, „wszyscy za wyjątkiem Niemiec, powinni włączyć się w prawny spór z Polską”. Frans Timmermans w swoim wystąpieniu opowiedział się też za Europą dwóch prędkości.

„Przyszłość UE to obrona państwa prawa”

Ponaglił jednocześnie, aby kraje członkowskie UE, włączyły się do przyjścia z pomocą w sporze o kontrowersyjną reformę wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Frans Timmermans dodał, że rozumie, iż rząd Niemiec z powodu historycznie obciążonych stosunków polsko-niemieckich, nie bierze udziału w sporze. W trakcie wizyty 7 lutego w Warszawie, kanclerz Merkel podkreśliła ogólnie, znaczenie wolnej prasy i niezależnego sądownictwa.

– To jasne, że KE nie jest w stanie działać sama. Państwa członkowskie muszą pomóc – powiedział Timmermans, w wywiadzie brytyjskiej agencji Reutera, drugiego dnia Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium. Dodał, że 27 państw członkowskich musi zrozumieć, jak ważna dla przyszłości UE jest obrona państwa prawa. – Każde z nich musi przejąć za to swoją odpowiedzialność – powiedział polityk KE.

„Państwo prawa podstawą Unii Europejskiej”

– Mamy jednak 26 innych rządów, które mogą się wypowiedzieć – stwierdził Frans Timmermans, wskazując, że najwidoczniej nie wszyscy zrozumieli znaczenie tego konfliktu. Wyjaśnił, że chodzi o zasadnicze wyzwanie w Europie – o koncepcję wolnego i zamkniętego światopoglądu.

– Problem ten powinien być ważny dla całej UE, bo państwo prawa jest tym, na czym zbudowana jest Unia Europejska – przypomniał. – Nie możemy sobie pozwolić na to, by sądownictwo nie było niezależne – dodał.

„Sądy to nie zabawka w rękach elit”

Także dla rynku wewnętrznego UE jest koniecznością, aby każdy miał dostęp do niezależnego sędziego, który „nie otrzymuje poleceń od rządów”. Frans Timmermans wyraził obawę, że wraz z reformą sądownictwa w Polsce, straci na znaczeniu trójpodział władzy. – Niezależność sądownictwa nie jest zabawką w rękach elit politycznych – dodał.

Na niedawnej Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, doszło do ostrej wymiany zdań między ministrem Waszczykowskim, a wiceszefem KE Timmermansem. W dyskusji – chwilami w ostrej wymianie zdań –  prowadzonej 17 lutego poszło o stosunek polskiego rządu do przestrzegania praworządności.

Chodzi m.in. o to, aby w Polsce była przestrzegana Konstytucja – zaznaczył wiceszef KE. Przypomniał, że polskie władze zwróciły się same do Komisji Weneckiej, o orzeczenie w tej sprawie. – Oni dali wam bardzo jasną odpowiedź – wskazał Waszczykowskiemu. Jedyną rzeczą, którą otrzymali w zamian, była wasza obraźliwa odpowiedź – ocenił Frans Timmermans.

„Europą dwóch prędkości”

Jednocześnie wiceszefem KE Timmermans opowiedział się za – postulowaną wcześniej przez kanclerz Niemiec – „Europą dwóch prędkości”. – Myślę, że jest to droga, której potrzebujemy w Europie – powiedział i zaznaczył, że jest to odpowiedź na podziały w Europie. Nie stymuluje tego podziału, tylko jemu zapobiega – dodał.

Według wiceprzewodniczącego KE, koncepcja ta nie nadaje się do 19 krajów, które wprowadziły wspólną walutę. – Strefa euro potrzebuje jedności, a nie różnorodności – podkreślił Frans Timmermans. W jego przekonaniu, UE potrzebuje reform, ale wiele kwestii można uregulować w ramach już istniejących traktatów.
Źródło: dw.com i wprost.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Spór Timmermans kontra Waszczykowski w Monachium. Foto: dorzeczy.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii Europa, partia, polityka, Polska | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Alergia zimą. Rośliny domowe pochłaniają zanieczyszczenia

 

– Dostępne w sklepach ogrodniczych gatunki roślin doniczkowych pochłaniają i neutralizują różnego rodzaju zanieczyszczenia – mówi biolog  dr hab. Marcin Zych.

Coraz więcej Polaków odczuwa poważne kłopoty zdrowotne związane z alergią. Przed 40 laty było w kraju 10 proc. alergików, teraz jest 30 procent. Oznacza to, że trzecia część populacji choruje na różne, czasem nieznane dla nich, alergeny. A te dotykają nas nie tylko wiosną, lecz także zimą.

Alergię można leczyć i trzeba. Można także ograniczać jest trudne skutki. Służą temu, m.in. nie chemikalia w postaci tabletek, ale odpowiednie rośliny, wśród których powinniśmy żyć.

– Dostępne w sklepach ogrodniczych gatunki roślin doniczkowych pochłaniają i neutralizują różnego rodzaju zanieczyszczenia – powiada ekolog roślin z Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego dr hab. Marcin Zych.

– Takimi gatunkami, które warto stosować w mieszkaniach, i o których wiadomo, że redukują poziom niektórych zanieczyszczeń powietrza, są np. skrzydłokwiat, aglonema, niektóre odmiany dracen, sansewieria czy epipremnum złociste – wylicza ekspert, dr hab. Marcin Zych.

Naukowiec podkreśla, iż „nie są to drogie ani trudno dostępne gatunki”. – Wręcz przeciwnie – przekonuje – można nabyć je w większości sklepów ogrodniczych w Polsce.

Zapewnia, że rośliny te pochłaniają i neutralizują szkodliwe związki obecne w atmosferze naszych pomieszczeń, m.in. formaldehyd, który znajduje się np. w składzie materiałów budowlanych czy mebli, albo benzopiren (szkodliwy związek powstający m.in. w czasie spalania odpadów), który trafia do domu podczas wietrzenia mieszkania.

Ekolog i biolog dr Marcin Zych przekonuje, że przy uprawie roślin doniczkowych, warto pamiętać, iż w znacznej części w pochłanianiu zanieczyszczeń służą pomocą również bakterie glebowe. – Oczywiście, stosując różnego rodzaju kultury hydroponiczne – rzadsze w mieszkaniach, ale jednak możliwe – nie będziemy mieli tego efektu – zauważa biolog.

Według naukowca, bakterie glebowe czasami nawet oczyszczają powietrze skuteczniej, niż liście roślin. Obecność roślin w naszych pomieszczeniach, według niego, wpływa pozytywnie na samopoczucie zwłaszcza zimą, gdy w mieszkaniu jest bardzo sucho z powodu ogrzewania.
Źródło: polskieradio.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – kwiaty doniczkowe – epipremnum-aureum (epipremnum złociste). Foto: naradka.wordpress.com.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii ludzie, nauka, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Naukowcy odkryli nieznany kontynent, który leży pod wodą

 

Naukowcy z Nowej Zelandii weszli w rok 2017 niezwykłą rewolucją geograficzną. Podali, że 5 milionów ludzi mieszka na innym kontynencie, niż im się dotąd wydawało.

Człowiek jest trudną do zrozumienia jednostką „chorobową”… Mieszka na Ziemi, ale sięga gwiazd. Marzy o swojej świetlanej przyszłości, lecz chce lecieć na Marsa. Pragnie lecieć coraz wyżej i dalej, choć nie zna jeszcze zbyt dobrze swojej ojczyzny – zielonej planety, na której pędzi codzienne życie. Ma do zbadania ogromne, nieznane bliżej połacie swojej planety, ale ciągnie go do badań odległych o wiele lat świetlnych, egzoplanet.

Ogromna ciekawość ludzka doprowadziła, po wielu latach dociekań i badań, do odkrycia i opisania nowego lądu, który przed milionami lat znalazł się pod wodą, a teraz powoli z niej się wynurza. Naukowcy z Nowej Zelandii rozpoczęli 2017 rok prawdziwą rewolucją geograficzną. Ogłosili, że 5 milionów ludzi mieszka na innym kontynencie, niż im się wydawało.

Towarzystwo Geologiczne Ameryki ogłosiło, na łamach czasopisma „GSA Today”, że świat „powiększył się” o jeden kontynent. Poznajcie nowy kontynent – Zelandię, która w 94 proc. rozciąga się… pod wodą. Bruce Luyendyk ukuł ten termin już w 1995 roku. Jednak nowozelandzcy geologowie dopiero teraz udowodnili, że wskazany przez niego obszar leżący pod wodą, spełnia wszystkie wymogi, żeby mieć status kontynentu.

Wyspy, które nie są wyspami

Zelandia leży w południowo-zachodniej części Pacyfiku i mierzy niemal 5 (4,9) mln km kwadratowych. Zespół naukowców pod kierownictwem dr. Nicka Mortimera oszacował, że obszar ten oderwał się od Australii około 60-85 milionów lat temu. Wtedy też ponad 90 proc. jego terenu zatonęło.

Choć, zgodnie z definicją, kontynent powinien stanowić jeden olbrzymi obszar lądowy, geologowie uważają, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby jego znaczącą część stanowił szelf kontynentalny – teren zalany płytką wodą. W słoneczny dzień można nawet gołym okiem dojrzeć rozległe podwodne obszary nieznanego kontynentu.

Do odkrytej Zelandii zaliczają się przede wszystkim wyspy, które, łączy podwodna skorupa kontynentalna: Nowa Zelandia, Nowa Kaledonia, Norfolk i Lord Howe. Zamieszkuje ją łącznie około pięciu milionów ludzi. W jej skład wchodzą również dwie rafy koralowe.

„Zelandia pojawi się na mapach świata”

Nowy kontynent, według naukowców, miał oddzielić się od Gondwany – południowego superkontynentu, z którego – zdaniem geologów – powstały m.in. dzisiejsza: Ameryka Południowa, Afryka, Indie, Australia, Antarktyda i Nowa Zelandia. Zelandia odłączyła się od reszty lądu w odległym okresie około 60 do 85 mln lat temu.

– Zelandia wynurza się z morza tak, jak nowozelandzkie Alpy Południowe i wulkany Wyspy Północnej – powiedział niemieckiej Deutsche Welle, geolog Nick Mortimer.

– Nie mamy instytucji, która mogłaby stwierdzić istnienie następnego kontynentu, naukowcy chcieliby jednak, aby Zelandia była uwzględniana we współczesnych opisach Ziemi. – Mamy nadzieję, że Zelandia pojawi się na mapach świata – mówi Nick Mortimer. – Informacja o nowym kontynencie jest naprawdę ekscytująca – dodał.

Najciemniej pod latarnią

Geologowie z Nowej Zelandii, którzy w ostatnich 11 latach badali Zelandię, zaznaczyli w swojej pracy naukowej, że nowy kontynent stanowi doskonały dowód tego, jak łatwo przeoczyć coś oczywistego.

– Gdyby dno Ziemi zostało zbadane tak dokładnie, jak powierzchnia Marsa czy Wenus, Zelandia już dawno byłaby uznana za kontynent – napisali badacze w swoim artykule. Oficjalne uznanie jej za kontynent, stanowiłoby także przełom, w badaniu skorupy ziemskiej.

– Myśl, że kontynent może być częściowo zanurzony, a nie podzielony, może być jednocześnie użyteczna i inspirująca, przy badaniach spoistości i rozłamów płyt kontynentalnych – przekonują badacze z zespołu Mortimera.

Według geologa profesora Bruce’a Luyendyka, który badał to zagadnienie, nowy podział kontynentalny mógłby mieć poważne konsekwencje, nie tylko geograficzne.

W tym przypadku w grę wchodzą również kwestie ekonomiczne. Pytanie istotne brzmi: co należy do Nowej Zelandii, a co do niej nie należy? – napisali badacze w opracowaniu naukowym w „Business Insiderze”. To ważne, ze względu na znajdujące się na jej wybrzeżach, złoża paliw kopalnych wartych miliardy dolarów.

Według Organizacji Narodów Zjednoczonych, szelfy kontynentalne stanowią granice, które ustalają, gdzie można a gdzie nie można, wydobywać zasoby naturalne spod dna morskiego.
Źródło: wiadomosci.gazeta.pl i translate.google.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Naukowcy odkryli nowy kontynent – Zelandię. Foto: tvnmeteo.tvn24.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii ludzie, nauka, świat | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Prezes PiS chce dużego lotniska i „połączenia z całym światem”

Jednym z licznych marzeń szefa PiS, jest budowa dużego centralnego lotniska w Polsce, które będzie miało „połączenie z całym światem”.

Jarosław Kaczyński – jak każdy polityk – ma różne marzenia. Chce nowej, wielkiej, nowoczesnej, dostatniej, silnej Polski. I ją – od czasu jesiennych wyborów 2015 roku i zdobycia władzy – buduje. Już to widać.

Minister wojny, wprawdzie nie kupił jeszcze lotniskowca, ale ma za to na wyposażeniu 25 dronów wojskowych i tysiąc długopisów wybuchowych, które potrafią nie tylko zabijać wroga, lecz i pobierać jego DNA. Wkrótce kupi 90 pancernych aut dla dowódców; przy czym starych sukcesywnie wymienia na młodych i jest w trakcie organizacji Obrony Terytorialnej Kraju o sile kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy.

„I z marzeń można zrobić konfitury”

Minister rozwoju w randze wicepremiera, buduje za pieniądze unijne drogi szybkiego ruchu i autostrady oraz nowoczesną kolej, minister kultury – muzea i multikina, a minister oświaty – w ramach rewolucji edukacji – nową wersję szkolnictwa polskiego – nowoczesnego, patriotycznego.

Wicepremier w randze dwóch ministrów, ma ponadto wspaniały Plan Odpowiedzialnego Rozwoju „Polski naszych marzeń”.

W Gdańsku, w pobliżu Motławy, powstaje Muzeum II Wojny Światowej. Do 2020 roku pojawią się w kraju, zbudowane kosztem 587 mln zł, drogi szybkiego ruchu i obwodnice oraz kilkadziesiąt galerii handlowych, a w stolicy – Bulwary Wiślane.

Za 600 milionów złotych powstanie Stadion Śląski w Chorzowie, w Gliwicach stanie – kosztem 320 mln zł – Hala sportowa, zaś w Szklarskiej Porębie Ośrodek narciarski (koszt 150 mln zł). Jak mawiał satyryk Stanisław Jerzy Lec: „I z marzeń można zrobić konfitury. Trzeba tylko dodać owoce i cukier.”

„Polska nie może być prowincją”

Prezes PiS Jarosław Kaczyński, nie przestając marzyć, powiada w narodowym Radiu Białystok, iż chce by Polska miała centralne „duże lotnisko”, które zapewni „połączenie z całym światem”.

– Czy w kraju, który ma co prawda dość znaczną powierzchnię, ale taki dosyć okrągły kształt, jest sens budowania dużej ilości lokalnych lotnisk? – mówił w piątek, 17 lutego Jarosław Kaczyński, na antenie Radia Białystok, podkreślając, że „Polska nie może być prowincją”.

Dzień wcześniej, w czwartek wieczorem, prezes Kaczyński spotkał się w Białymstoku z działaczami swojej partii. Dyskutowano m.in. o najbliższych wyborach samorządowych i związanych z nimi zmianach, jakie planuje PiS. Chodzi głównie – jak mówił szef swojej partii – o przewietrzenie kadr samorządowych, które zbyt mocno wrosły w swoje środowisko.

Centralny port lotniczy

W radiowym wywiadzie, lider tej partii był pytany m.in. o to, czy rząd dofinansowałby budowę portu lotniczego w województwie podlaskim. Choć władze samorządowe zrezygnowały z takiej inwestycji kilka lat temu, głównie z powodu braku unijnego dofinansowania, nie odstąpiono od tematu – na Podlasiu odbyło się wojewódzkie referendum w tej sprawie.

– Tu jest takie pytanie: czy w kraju, który ma co prawda dość znaczną powierzchnię, …jest sens budowania dużej ilości lokalnych lotnisk? Czy nie lepiej w tej chwili mieć takie potężne lotnisko międzynarodowe, światowe, gdzieś niedaleko Warszawy? Ja nie ukrywam, że opowiadam się za tą drugą ewentualnością, bo Polska nie może być prowincją – powiedział Kaczyński.

Podawał przykład lotnisk w Wiedniu i Pradze, które mają dużo większą siatkę połączeń, niż największy port lotniczy w Polsce – warszawskie Okęcie. Jarosław Kaczyński podkreślał, że Polska jest „dużym europejskim krajem i musimy dążyć do tego, żeby tym krajem być w całym tego słowa znaczeniu”.

– Nie możemy zgodzić się na to, że my jesteśmy tylko krajem, w którym lotniska są początkiem drogi do innych wielkich lotnisk, np. do Frankfurtu czy teraz, jak często nam proponują, do Berlina – ciągle to lotnisko jest, skądinąd, niedokończone – mówił szef PiS. – To wielkie międzynarodowe lotnisko jest nam potrzebne i to jest, według mnie, priorytet – przekonywał Kaczyński.

Opozycja komentuje

Do pomysłu centralnego portu lotniczego Jarosława Kaczyńskiego odniósł się krytycznie poseł Cezary Tomczyk z Platformy Obywatelskiej.

– Jarosław Kaczyński ma swoje wizje. Nieraz mówił, że jest w stanie poświęcić gospodarkę, dla swojej wizji. Tutaj jest podobnie – powiedział poseł w rozmowie z TVN24.

Według niego, należy rozwijać stołeczny port Chopina oraz lotnisko w Modlinie i Radomiu, zamiast spełniać jakieś kolejne dziwne wizje Kaczyńskiego, często utopijne, a są realizowane tylko dlatego, że jest to wizja prezesa PiS – powiedział w rozmowie z TVN24, Cezary Tomczyk.

Panie pośle: „Można śnić i na jawie, gdy się (…) przymyka jedno oko” – twierdził Jerzy Lec.
Źródło: tvn24bis.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Radio Maryja-Rozmowy-niedokończone-z-udziałem-Jarosława-Kaczyńskiego. Foto: radiomaryja.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

„Za obniżenie wieku emerytalnego wszyscy zapłacimy wysoką cenę”

 

Rząd PiS i prezydent, przyciskani przez dziennikarzy, po ponad roku, spełnili obietnicę wyborczą z 2015, o obniżeniu wieku emerytalnym Polaków.

W styczniu 2017 zapadła klamka w Sejmie, w sprawie powrotu wieku emerytalnego do stanu poprzedniego, czyli do 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. To – jak rzekł minister Henryk Kowalczyk – strata finansowa dla wszystkich przyszłych emerytów obu płci – stracą wyraźnie na wysokości świadczeń. Ucierpi także budżet państwa, czyli wszyscy podatnicy.

Decyzja sejmowa zacznie obowiązywać od października 2017. W kolejnych trzech latach zacznie też gwałtownie rosnąć dziura finansowa w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS). W okresie najbliższych trzech lat jej wielkość wyniesie 25 miliardów złotych.

Taki czarny scenariusz zakłada, że z przejścia na emeryturę skorzystają wszyscy, którzy osiągną wiek 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. Z kilku różnych analiz, sporządzonych przez ZUS wynika, że koszty świadczeń będą wysokie, a FUS nie ma w kasie żadnych luźnych pieniędzy. Jeżeli obniżony wiek emerytalny wejdzie w życie w październiku 2017 to zwiększy deficyt FUS o blisko 2 mld zł. Ale na tym nie koniec.

W 2018 roku będzie potrzebna dotacja w kwocie ponad 10 mld zł. A główny ciężar finansowania obietnicy PiS ws. wieku emerytalnego z kampanii wyborczej 2015, przypadnie na rok wyborczy 2019. ZUS szacuje, że dodatkowy niedobór w funduszu FUS, spowodowany niższym wiekiem emerytalnym, może wtedy wynieść 13 mld złotych.

Zatem w 2019 roku, dotacja do FUS z budżetu państwa wyniesie 61 mld zł. ZUS przekazał już teraz rządowi swoje symulacje finansowania FUS z budżetu w kolejnych latach. Wynika z nich, że w 2020 roku, dotacja wzrośnie do ponad 65 mld zł, a w 2021 sięgnie 70 mld zł.

Kwota taka nie weźmie się znikąd. W 2017 roku, FUS otrzyma z budżetu państwa, rekordowe 46,7 mld zł. Dotacje do FUS są konieczne, bo wpływy ze składek emerytalnych, są zbyt skąpe – nie wystarczają na bieżące potrzeby wypłaty świadczeń.

Jak się okazuje, deficyt FUS może za kilka lat okazać się wyższy, niż dotacja z budżetu, ponieważ w skąpym stopniu może być uzupełniany środkami z innych źródeł, np. z Funduszu Rezerwy Demograficznej lub pożyczkami komercyjnymi. W 2017 r. ubezpieczeni wpłacą do FUS ok. 161,1 mld zł, a ZUS wypłaci 211,5 mld zł emerytur, rent i innych świadczeń.

Obniżenie wieku emerytalnego do 60 i 65 lat spowoduje, że z czasem nożyce finansowe otworzą się znacznie szerzej. Bo liczba uprawnionych do świadczeń z roku na rok będzie wzrastać, a liczba płatników składek maleć.

Stopniowo pogarszająca się sytuacja finansowa FUS, nie jest niczym nowym, ale poprzednie rządy stosowały trik, który pozwalał częściowo to ukryć: FUS-owi wypłacano pożyczki z budżetu państwa, zamiast go dotować. PiS zerwał z tą praktyką. Bo prezes ZUS alarmował, że nie będzie w stanie spłacić wcześniej zaciągniętego długu. Póki co za obniżenie wieku emerytalnego, zdaniem ekspertów, wszyscy zapłacimy wysoką cenę.

Jakby nie patrzeć na problemy finansowe FUS i ZUS – sprawa wydaje się być rosnącą bombą demograficzno-kasową. Falę emerytów i rencistów nikt nie zdoła zatrzymać, a płatników składek, nie można będzie w żaden sposób zwiększyć. Deficyt w FUS będzie narastał i budżet tego nie wytrzyma. Państwo musi z czasem coś z tym zrobić: zwiększyć wiek emerytalny lub czekać do 2060 r., kiedy to, według symulacji, deficyt FUS zacznie maleć.
Źródło: biznes.interia.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Wysoka cena za obniżenie wieku emerytalnego. Foto: money.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii ludzie, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

„Wypadek Beaty Szydło” niczym serial w narodowych mediach

Od pięciu dni mamy pasjonujący serial „Wypadek Beaty Szydło”. Jego intrygująca treść leci niemal bez przerwy w narodowych mediach: TVP, Polskim Radiu, Radiu Maryja, Telewizji Trwam, „Gazecie Polskiej”, itp.

W miniony piątek – w dzień miesięcznicy smoleńskiej – opancerzona limuzyna rządowa Audi A8, z premier Szydło, została zaatakowana i staranowana wieczorem nagle i niewybrednie, na jednej z ulic Oświęcimia, przez „pozornie” niewinnego fiacika seicento, o wymownym kolorze różu.

Świadków wypadku odprawiono

W okropnym wypadku drogowym ucierpiała limuzyna opancerzona i szefowa rządu, którą natychmiast odwieziono karetką do szpitala w Oświęcimiu, a po badaniach – helikopterem ratunkowym do kliniki w Warszawie. „Szczęściarz” kierowca seicento Sebastian (lat 21), choć w wypadku poturbowany, nie musiał być badany ani odwieziony do szpitala.

Świadkowie wypadku, według świadków internautów, byli zbyteczni, więc służby odprawiły bez rejestracji wszystkich postronnych obserwatorów, po czym drugiego dnia policja i prokuratura przesłuchała 22 świadków. Nie było wśród nich podobno takich, którzy widzieli, że limuzyna rządowa opancerzona zajechała drogę na linii ciągłej i na zakręcie, fiacika seicento.

Funkcjonariusz wydał wyrok?

W chwilę po zdarzeniu drogowym, według internautów, funkcjonariusz wydał wyrok na kierowcę seicento, mówiąc o jego winie. Wieczorem biegli badali przyczyny incydentu drogowego. Na drugi dzień, na miejscu wypadku zjawili się funkcjonariusze ABW, którzy prowadzą równoległe badania przyczyn wypadku.

Według Wirtualnej Polski, która ustaliła w dwóch źródłach w BOR, kierowca Beaty Szydło – inaczej, niż twierdził szef MSWiA Mariusz Błaszczak – nie zaczął pracy o godz. 18 w Krakowie, ale o 7 rano w Warszawie, czyli ponad 11 godzin przed wypadkiem. Kierowcy dwóch samochodów ochronnych z kolumny premier, mają „znikome doświadczenie”, a jeden z pojazdów tego dnia „złapał gumę”.

Zdaniem informatorów portalu wp.pl, w piątek 10 lutego rano, z siedziby BOR przy ul. Podchorążych w stolicy, wyjechała laweta z pancernym Audi A8, które uległo wypadkowi w Oświęcimiu. Pozostałe samochody z kolumny jechały na swoich kołach.

List premier Szydło

„Szczęściarz” kierowca seicento Sebastian K., którego nikt nie badał po wypadku, dostał zarzuty prokuratorskie a premier Szydło napisała do niego list pocieszenia. Wyznała w liście m.in., że ma dwóch synów w podobnym wieku jak kierowca Sebastian. Czy wspomniała, że jeden z nich jest księdzem – nie wiemy. Treść listu opublikowała narodowa TVP Info.

„Rozumiem, iż podświadomie może się Pan obawiać, że w związku z pełnioną przeze mnie funkcją, w postępowaniu nie będziemy traktowani równo. Piszę do Pana, aby zapewnić, że z mojej strony jest oczekiwanie, że ta sprawa będzie potraktowana jak każde inne takie zdarzenie. Wszystkie strony w prowadzonym postępowaniu, mają te same prawa i obowiązki, a… przed organami sprawiedliwości jesteśmy równi” – napisała pani premier.

Kolonko uznał to „za cud”

Dziennikarz Mariusz Max-Kolonko, w internetowym programie stwierdził, że gdyby premier Szydło nie miała zapiętych pasów, wypadek mógłby zakończyć się tragicznie. Dodał zaskakująco: „Widzę dużo podobieństw do wypadku księżnej Diany. Podkreślił, że Diana nie miała zapiętych pasów bezpieczeństwa, więc gdyby Szydło też nie miała, dziś „uczestniczylibyśmy w pogrzebie”. To, że premier wyszła bez wielkich obrażeń, uznał „za cud”.

Według Mariusza Kolonko, kolumna samochodów z premier Szydło jechała szybciej, niż oficjalnie podają polskie władze. To nie było 50-60 kilometrów na godzinę. Dodał: „Kierowca limuzyny Szydło mógł staranować seicento, ale postanowił ocalić chłopaka kierującego tym samochodem” – napisał. Zaapelował do polskich władz, aby „jeździły ostrożniej”.

Zbiórka na nowy samochód dla Sebastiana

W internecie trwa zbiórka pieniędzy na nowy samochód dla Sebastiana K., oskarżonego o spowodowanie wypadku z udziałem premier Beaty Szydło. W niecałe dwa dni zebrano ponad 70 tys. zł, a pieniądze wciąż napływają. Suchej nitki na pomyśle zbiórki nie zostawił szef PiS Jarosław Kaczyński.

Autor pomysłu Rafał Biegun, który poprzez serwis pomagam.pl rozpoczął zbieranie na nowego fiata seicento dla Sebastiana K. powiedział, że  idea zbiórki narodziła się spontanicznie i miała być „protestem przeciw państwu Prawa i Sprawiedliwości”.

„Zależy mi, aby młody chłopak mógł kupić auto w pełni sprawne, bez podejrzanej historii, ukrytych wad itp. Kwota będzie w całości przekazana poszkodowanemu na jego rachunek bankowy i zostanie skrupulatnie rozliczona” – napisał organizator akcji. Auto, jego zdaniem, które zderzyło się z rządową limuzyną w Oświęcimiu, to rocznik 1998-2000, a jego ceny wahają się od 3,5 tys. do 5 tys. zł w zależności od przebiegu i stanu.

W opinii prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, pomysł zbierania pieniędzy na samochód, „przekracza miarę zwykłego nadużycia”. „To może być traktowane wręcz jako wezwanie do tego, żeby takie zdarzenia miały już charakter nieprzypadkowy” – mówił lider PiS na antenie TVP3 Bydgoszcz.
Źródło: Se.pl, wp.pl i fakty.interia.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Wypadek premier Beaty Szydło. Foto: wiadomosci.radiozet.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

W 2017 emerytury i renty wzrosną wszystkim o 10 zł

 

Rząd „dobrej zmiany” nigdy nie jest zły, nawet wtedy, gdy chce „zabrać emerytury tym, którzy nie przepracują 15 lat” – czytaj>>> www.money.pl/gospodarka/.

Tymczasem, według pomysłu rządu, w 2017 roku wzrośnie wysokość minimalnej emerytury. Już wkrótce – w marcu – miałaby się też zmienić waloryzacja wszystkich dotychczasowych emerytur.

Wysokość minimalnej emerytury (dla osób mających do niej prawo), ma wzrosnąć do kwoty 1000 zł, w stosunku do sumy dotąd wypłacanej, która wynosi 882,56 zł. Zmiany mają wejść w życie 1 marca 2017 roku.

Do 840 zł miesięcznie, z obecnych 741,35 zł, miałaby wrosnąć renta socjalna. Większa miałaby być również renta z tytułu częściowej niezdolności do pracy – z obecnych 676,75 zł ma wzrosnąć do 750 zł.

Elżbieta Rafalska – Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej podpisała komunikat dla mediów, który ustala wskaźnik waloryzacji emerytur i rent w 2017 roku, na poziomie 100,44 procent.

Miałaby się także zmienić się od marca 2017 waloryzacja. Wszystkie emerytury i renty z ZUS, KRUS, zaopatrzenia służb mundurowych, zasiłki i świadczenia przedemerytalne – miałyby być podniesione o wskaźnik w wysokości 100,73 proc. Według przykładu rządowego, osoba otrzymująca miesięcznie 1500 zł emerytury, po waloryzacji miałaby 1510,95 zł.

– Minimalna gwarantowana podwyżka to 10 zł. Zostaną nią objęci wszyscy emeryci i renciści, których świadczenia nie przewyższają kwoty 1369,86 zł. Na podwyżce skorzysta ok. 2,1 mln świadczeniobiorców FUS oraz prawie wszyscy świadczeniobiorcy KRUS (ok. 1,1 mln z 1,2 mln) – podaje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Odnośnie do rolników, to w ich przypadku również miałaby być wprowadzona gwarancja najniższej emerytury i renty, wynoszącej 1000 zł. Świadczenia rolników będą waloryzowane tak, jak w innych systemach.

Rząd dobrej zmiany, do najbiedniejszych emerytów i rencistów, wyciąga rękę i daje im z ogólnego koszyka, po równo. Bo przecież w nowej Polsce, jaką budujemy wszyscy równo, nie może być tak, że większość ma więcej, a mniejszość g… Problem w tym, że większość, która dziś ma więcej, nadal będzie miała, a biedota po 10 złotych miesięcznej podwyżki, wciąż będzie biedniała. To normalka w kapitalizmie.
Źródło: bydgoszcz.eska.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – minister Elżbieta Rafalska i minister Henryk Kowalczyk. Foto: pis.org.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii ludzie, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Rząd szuka pieniędzy więc chwyta się różnych chwytów

„Nie możemy traktować wkładu emerytalnego, jako swego rodzaju rachunku oszczędnościowego na starość” – powiedział wiceminister pracy. Jeżeli ta teza wejdzie do ustawy, przyszli emeryci będą zrobieni na cacy.

Rządzący każdej ekipy, bez względu na opcję partyjną, lubią pienią i to jak największe. Chętnie sięgają do kieszeni podatników, bo mają ambitne plany wydatkowe, a nie mają pojęcia, jak wydzierać tym, którzy oszukują kasę państwa i np. płacą należne podatki w rajach podatkowych.

Jaskrawy przykład dał były minister finansów Jacek Rostowski w rządzie PO. Skoczył w imieniu państwa polskiego na OFE i udało się – oszczędności miliardy pracujących, gromadzone na starość, trafiły pewnego dnia do wspólnego worka państwowego ZUS. Podobny skok chce zrobić teraz człowiek dwóch ministrów – rozwoju i finansów.   

Rząd, który w kampanii naobiecywał ludziom tak dużo, że dziś już nikt nie pamięta ile, i nie pamiętają tego także obiecywacze aktualnie rządzący, ma niemały problem: skąd wziąć pieniądze na obietnice. Najlepiej chwycić je tam, gdzie najłatwiej, w dodatku, gdzie ich najwięcej.

Padł więc pomysł: wziąć tych na oko, co mają krótkie oszczędności w składkach, czyli zabrać emerytury tym, którzy nie przepracują 15 lat. Jacek Rostowski na tę wieść rzecze: „jestem w szoku”.

Chodzi konkretnie o to, że te osoby, które płaciły składki emerytalne do ZUS, krócej niż 15 lat, mogą stracić pieniądze na zawsze. – Wkład emerytalny to nie rachunek oszczędnościowy na starość – powiedział wiceminister pracy Marcin Zieleniecki.

– Jestem w szoku. To może oznaczać, że oni wiedzą o stanie finansów publicznych coś, czego my nie wiemy – powiedział portalowi WP money były minister finansów Jacek Rostowski. Członek rady nadzorczej ZUS Jeremi Mordasewicz ma wątpliwości, czy to zgodne z konstytucją. A jak się ma konstytucję tam, gdzie się ma Trybunał Konstytucyjny, to co?

– Nie możemy traktować wkładu emerytalnego, jako swego rodzaju rachunku oszczędnościowego na starość – powiedział na posiedzeniu sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny, wiceminister pracy Marcin Zieleniecki, którego cytuje „Dziennik Gazeta Prawna” i przytacza popularny serwis WP money.

Chodzi o to, by emeryturę z ZUS otrzymywali tylko ci, którzy mają za sobą minimum 15 lat okresu składkowego. Jeśli opłacali składki emerytalne jedynie np. przez 14 lat i dziesięć miesięcy, na starość od ZUS nie dostaną ani grosza, a składki, które płacili przez lata, po prostu przepadną – komentują eksperci w mediach.

To jedna z propozycji, jaką dla rządu przygotował ZUS, jesienią 2016 roku. Nie, to nie pomysł wzięty ot, tak sobie, z sufitu. ZUS musiał dumać nad jakimś rozwiązaniem swych kłopotów finansowych, w jakich się znalazł. Bo wkrótce będzie brakowało mu w kasie 70 miliardów złotych. A przecież każdego roku, wielkie miliardy dokłada do kasy ZUS, kasa państwa.

Lecz wcale nie proponował, żeby zabrać części przyszłych emerytów, ich pieniądze gromadzone na starość. Jednak pomysł ZUS stał się nowym pomysłem wiceministra. Do wykorzystania i zastosowania. Dyrektor tej instytucji państwowej, za wynalazek, ma szanse dyrektorować długo, a jeśli będzie… poczciwie – bezpiecznie i szczęśliwie.
Źródło: wp.pl i money.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Rząd chce zabrać emerytury niektórym osobom. Foto: info.wyborcza.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii ludzie, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

„Nonszalancja i amatorszczyzna PiS”

Za rządu PiS wystąpiła seria przypadków wypadków limuzyn rządowych z udziałem najwyższych przedstawicieli władz. Co to znaczy i o czym świadczy?

To budzi zdziwienie i przerażenie – cztery przypadki wypadków limuzyn rządowych w krótkim czasie, w tym ostatni w Oświęcimiu, z premier Szydło – nie może być pod żadnym pozorem tłumaczony winą osób trzecich czy tym bardziej, próbą zamachu. Niestety to musi być parszywy „wyrok losu”. Za wypadki limuzyn rządowych opozycja obwinia „amatorszczyznę PiS”.

Jak mogło się to stać, że po nieszczęsnej oponie prezydenta Dudy, kolejny wypadek miał dotyczyć ministra Macierewicza? Szef MON, jako człowiek silnej woli i jeszcze silniejszej obstawy, nie odczuł nawet pędzącego na niego nieszczęścia. Uciekł szczęśliwie spod „czyhającego”… miecza Damoklesa do Warszawy. Być może uchronił go dobry duch o. Rydzyka, skąd wracał z wykładu o „Polsce naszych marzeń” (naszych, czyli PiS).

Podobnego ponurego uczucia, czy raczej „wyrok losu”, doznał też minister nauki i wicepremier Jarosław Gowin, któremu udało się cudem wyśliznąć dziurawą oponą… Najpierw jednak na autostradzie wystrzeliła opona prezydenta Dudy, potem minister Gowin pędził z dziurawą oponą, a dwa tygodnie temu minister Macierewicz staranował pojazdy stojące na światłach, bowiem jego kolumna, nie zdążyła wyhamować.

Kto winien tym wypadkom? Nie wiadomo. W każdym razie, nie ludzie PiS. Opozycja obwinia nadzorującego BOR, ministra Błaszczaka, lecz PiS broni go zażarcie. Minister Błaszczak, zaprzecza jakoby to miały być jakieś jego uchybienia czy zaniedbania. I atakuje poprzedników – PO-PSL. Zapowiada jednocześnie ustawę, która dokładnie zreformuje BOR. Nowy BOR będzie lepszy, wszak przyjmie nową mocną nazwę: Narodowa Siła Obrony (NSO).

– Dobrze, żeby reformy umocniły BOR, by trafiali tam najlepsi ludzie – mówił w „Kwadransie politycznym” szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Paweł Soloch ocenił, że jego zdaniem, krytyka BOR-u w kontekście wypadku premier Szydło, „jest nieuzasadniona”.

– Zmiany w BOR zostały zapowiedziane na konferencji ministra Błaszczaka. One są przygotowywane od dłuższego czasu – zaznaczył Paweł Soloch. Wskazał, iż BOR jest elitarną służbą i dobrze by było, gdyby planowane zmiany, pozwoliły na utrzymanie takiego jej statusu.

Politycy PiS chórem obwiniają Biuro Ochrony Rządu (BOR), gdyż – jak argumentują – to „służba wyrosła za czasów komunizmu”. Więc jak chcą siły rządowe i jak ćwierkają na dachach wróbelki, kruki i wrony, będzie nowa, wspaniała, silna siłą ministrów: Błaszczaka i Macierewicza, przy wsparciu siły narodu, Narodowa Siła Obrony.

Według komentatorów, jeśli dołożymy do stawianych zarzutów i wyrzutów poprzednikom, zwolnienia i odejścia w BOR, wojsku i policji to rodzi się obawa o bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie. Wątpliwości budzi także nonszalancja, z jaką rządzący podchodzą do procedur. Właśnie chodzi tu o procedury bezpieczeństwa – komentuje Jerzy Dziewulski, były szef ochrony za czasów prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

Jest tu problem. Uważam, że trzeba się przyjrzeć zmianom, jakie zaszły w BOR, odejściom i zwolnieniom, jakie nastąpiły. Gdzie są kierowcy z doświadczeniem, którzy wiedzą, jak jeździć, mają doświadczenie, których ja pamiętam. Zdumiewa mnie służalczość ochrony za rządów PiS. To było widać już m.in. przy wizycie prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Gruzji, gdzie doszło do nieprawdopodobnej sytuacji, gdy prezydent został sam.

Rząd szykuje na Narodową Siłę Obrony niezbędne środki finansowe: 9 miliardów złotych. Pieniądze pójdą na nowe limuzyny pancerne dla NSO w liczbie 90, nowoczesne karabinki szybkostrzelne i pistolety, jak również na broń długą. Służba NSO, jak na mój nos, otrzyma nowe i nowoczesne wygodne mundury opancerzone, w długopisy taktyczne wyposażone. Czytaj na ten temat w materiale: „MON zamówił taktyczne długopisy wojskowe”.
Źródło: wprost.pl, wiadomo.co, wp.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – wypadek limuzyny rządowej premier Szydło w Oświęcimiu. Foto: wiadomosci.onet.pl.google.com.

Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Życie w kosmosie pojawia się i szybko ginie

 

Dlaczego, mimo usilnych poszukiwań obcej cywilizacji i odkryciu planet sprzyjających życiu, ciągle jeszcze jej nie odnaleziono.

Wszechświat – według panującej aktualnie teorii – jest pełen planet zdolnych do podtrzymania życia. Wielu naukowców sądzi, że wobec tego, powinno się w nim roić od obcych cywilizacji. Jednak wczesne życie jest bardzo delikatne – twierdzą uczeni. – Uważamy więc, że rzadko zdąży ono wyewoluować na tyle, aby przetrwać – ocenia dr Aditya Chopra z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego (ANU).

Zdaniem dr. Chopra i jego współpracowników, życie mogło pojawiać się na innych planetach, ale szybko ulegało zagładzie, przez silne ogrzewanie się lub ochładzanie danej planety.

Młode systemy planetarne są zwykle niestabilne. Aby pojawiła się planeta zdolna do podtrzymania życia, istniejące na niej formy życia, muszą mieć możliwość regulowania gazów cieplarnianych, takich jak: para wodna i dwutlenek węgla, wszystko po to, by utrzymać stabilną temperaturę powierzchni – dodaje dr Chhopra.

Australijski uczony przypomina, że około 4 miliardów lat temu, zarówno Ziemia, Wenus, jak i Mars były planetami zdolnymi do podtrzymania życia. Jednak miliard lat po uformowaniu się Wenus zamieniła się w niezwykle gorące miejsce, a Mars prawie zamarzł.

Jeżeli na planetach tych istniało jakieś wczesne życie, to nie było ono w stanie ustabilizować warunków panujących na planetach i wyginęło, dodaje współautor badań, profesor Charley Lineweaver. Natomiast istniejące na Ziemi formy życia, odegrały prawdopodobnie decydującą rolę w ustabilizowaniu klimatu planety – twierdzi profesor.

Według wniosków australijskich naukowców możliwe było rozwiązanie paradoksu Fermiego. To, że dotąd nie ma żadnych dowodów na istnienie obcej cywilizacji, może być powodem nie niskiego prawdopodobieństwa pojawienia się życia na innych planetach, ale niskiego prawdopodobieństwa na tyle szybkiej ewolucji życia, by jego istnienie wpłynęło na stabilność klimatu planety.

Naukowcy z Australijskiego Uniwersytetu są zdania, że rozwiązaniem paradoksu Fermiego jest niemal uniwersalna wczesna zagłada życia. Fenomen ten nazwali Gaian Bottleneck (Wąskie gardło Gai). Badania na ten temat wciąż trwają, nie tylko zresztą w Australii.
Źródło: kopalniawiedzy.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Droga-Mleczna-Obcy nie odpowiadają. gadzetomania.plgoogle.com.

Zaszufladkowano do kategorii ludzie, nauka, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz