Wyspy przestały cieszyć naszych rodaków. Polacy uciekają z Wysp

 

Polacy, podobnie jak inne narody, nie czekają na gorsze czasy – wyjeżdżają z Wysp. A budowy zaczynają dotkliwie odczuwać brak pracowników.  

Brexit nieźle namieszał w brytyjskim kotle narodowości. Rząd Theresa May zamierza wprowadzić rygorystyczne prawa dla cudzoziemców, a nawet deportację niektórych grup narodowych. Dla Polaków są nieoficjalne wieści o realnej możliwości wprowadzenia wiz, oczywiście dla tych, którzy będą chcieli wjeżdżać na terytorium Królestwa Brytyjskiego. 

Takie głosy pojawiły się w lutym 2017 roku. Mówiono wówczas o tym, że Wielka Brytania będzie chciała wprowadzić wizy dla obcokrajowców.  Chodzi także o obywateli Unii Europejskiej, a więc m.in. Polaków. Przez kilka miesięcy nie było pewne, co ostatecznie postanowi rząd w Londynie. Zdaniem komentatorów, pomysł z wizami, nie zmieni się w rzeczywistość.  

Ale wciąż panuje niepewność co do tego, jak będą wyglądały relacje między UE, a Wielką Brytanią. Do tej pory nie wiadomo, jak ułożą się stosunki, kiedy Brexit stanie się w końcu faktem. Na razie wydaje się, że możemy spać spokojnie, przynajmniej jeśli chodzi o kwestie wprowadzenia wiz dla obywateli UE, którzy chcieliby jechać na Wyspy. Tak twierdzi brytyjski wysokonakładowy dziennik „The Times”.  

Według tej gazety, obecnie brytyjski rząd nie planuje utrudniać wjazdu na terytorium Wielkiej Brytanii, obywatelom UE. Na Wyspy można by jechać, po prostu przechodząc kontrolę paszportową. Osoba, która przyjechała na Wyspy, mogłaby się też starać o pracę, ale musiałaby mieć na to zgodę władz. A pula takich zezwoleń ma być ograniczona.  

Tak czy inaczej będzie, brytyjscy pracodawcy mają być zachęcani przez rząd, do zatrudniania swoich rodaków, a za uzyskanie zgody na pracę wykonywaną przez obcokrajowca, będą musieli zapłacić (haracz).  

Jednak Polacy zamieszkali i pracujący na Wyspach, zaczynają dziś dość licznie opuszczać ziemie antycznych Celtów – wyruszają do innych krajów Europy. Najczęściej wybierają: Niemcy, Francję, Włochy, Holandię, Czechy, Belgię, Danię, Hiszpanię, Norwegię. Do Polski powracają sporadycznie. A to już raczej pewne, że na Brexicie znacząco ucierpią polscy eksporterzy.  

W sondażu majowym (2017) wyszło, że 58 procent spośród wszystkich migrantów, którzy przybyli do Wielkiej Brytanii za pracą, wybiera się do innych krajów europejskich.  

Emigranci z Polski, podobnie jak i z innych państw, nie czekają na gorsze czasy, i wyjeżdżają z Wysp. Tymczasem na budowach zaczyna wyraźnie brakować pracowników. Eksperci alarmują: cała gałąź gospodarki wisi na włosku pracowników przyjezdnych.  

Z wyliczeń ekspertów z Royal Institution of Chartered Surveyors wynika, że przez Brexit pracę w Wielkiej Brytanii może stracić nawet 200 tysięcy budowlańców. Wśród nich liczne grono Polaków. Wyspiarze zaczęli się obawiać o swoje inwestycje budowlane.  

Według portalu next.gazeta.pl – Rob Tincknell, dyrektor wykonawczy Battersea Power Station Development Company poinformował, że zagraniczni pracownicy budowlani, którzy pracują na terenach dawnej londyńskiej elektrowni Battersea Power Stadion, już teraz wyjeżdżają z kraju Królestwa Brytyjskiego, z powodu Brexitu.
Źródło: superbiz.se.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Brexit skłania Polaków do opuszczania Wysp. Foto: polskieradio.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii Europa, ludzie, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Mózg będzie w formie. Produkty na lepszą pamięć i koncentrację

 

W eksperymencie naukowym wyszło, że spożywanie produktów bogatych w karotenoidy, powoduje u osób badanych „mniejszy spadek zdolności poznawczych w ostatnich trzynastu latach”.  

Każdy chciałby być zawsze młodym, pięknym i zdrowym człowiekiem. Aby to było możliwe trzeba dbać o swój organizm. Jak dbać? Prawidłowo się odżywiać, mieć dużo ruchu, nie szczędzić sobie owoców i warzyw, korzystać z życia z radością – nie zasmucać się nawet w trudnych sytuacjach.

Ryby morskie, kasze, owoce i warzywa

Jak to robić, skoro nasze ciało trzydziestolatka, wygląda i czuje się jak 40-latek lub jeszcze starzej? Jeżeli tak jest to znaczy, że mózg źle pracuje – jakby był o dekadę czy dwie starszy. To może być sygnał o ciężkiej chorobie drzemiącej w naszym wnętrzu! Alzheimer, demencja, Parkinson i inne choroby wieku starczego już blisko… Każdego roku nękają one miliony ludzi. I co najgorsze – nie ma od nich odwrotu. Ale można im zapobiec.  

Można pod warunkiem, że nie są dziedziczne. Nie, nie chcę nikogo straszyć. Nawet jeżeli któraś z nich jest daleka od zdiagnozowania u kogoś, to i tak nasza pamięć, bystrość umysłu, inteligencja i ogólna wydajność mózgu na co dzień, mogą ulegać zmniejszaniu się, wraz z wiekiem i zdmuchiwaniem kolejnej świeczki na torcie urodzinowym.  

Mimo wszystko jest sposób na spowolnienie całego procesu starzenia się organizmu i komórek mózgowych. Należy jednak dbać systematycznie o zapobieganie temu przykremu procesowi. Trzeba spożywać regularnie takie produkty, jak: ryby morskie m.in. tuńczyk, makrela i kwasy omega-3, produkty zbożowe nie przetworzone i kasze, dużo owoców i warzyw.  

Chroń szare komórki 

Zdaniem lekarzy, każdemu z nas mogą pomóc wygrać walkę z szybko pędzącym czasem – antyoksydanty. To związki chemiczne, które zwalczają podstępne chemikalia, zwane wolnymi rodnikami, a te wraz z wiekiem – atakują i uszkadzają nam komórki – również mózgowe.  

„Najważniejszym zadaniem antyoksydantów może być obrona mitochondriów, czyli „pieców” wewnątrz komórek, które w twoim mózgu odpowiadają za generowanie energii, potrzebnej do myślenia, ale też mówienia czy poruszania się” – mówi dr Paula Bickford, profesor neurochirurgii i neurologii na Uniwersytecie Południowej Florydy.  

Testy uczonych amerykańskich wskazują, że podobne zdolności ochronne mają też flawonoidy – kolejne antyoksydanty. W badaniach publikowanych w naukowym czasopiśmie „Neurology”, osoby, które jadły podwójne porcje pokarmów bogatych w flawonoidy, mogły się pochwalić „zdolnością koncentracji kogoś mniej więcej, o pięć lat młodszego”.  

Także, zgodnie z najnowszymi badaniami prowadzonymi we Francji, osoby, które zajadały się na co dzień produktami bogatymi w karotenoidy – to inny rodzaj antyoksydantów – zauważyły „mniejszy spadek zdolności poznawczych przez ostatnich trzynaście lat”.  

Te właśnie produkty wspomagają pracę mózgu: zielone – jabłka, cebula i cytrusy (flawonoidy); pomarańczowe – warzywa takie, jak dynia, kabaczek i słodkie ziemniaki (karotenoidy); zielone warzywa liściaste takie, jak szpinak, rukola, jarmuż i brokuł (oba antyoksydanty) oraz borówki, jagody,wiśnie, owoce leśne i inne owoce.  

Zniweluj stan zapalny

Wraz z naszym wiekiem, w komórkach mózgowych zwiększa się liczba związków chemicznych, które wywołują stan zapalny. Czasem jest on normalną odpowiedzią organizmu na jakieś urazy lub inne uszkodzenia, ale jeśli jest chroniczny – może wymordować zdrowe komórki, co mogłoby potencjalnie prowadzić do demencji, Alzheimera lub Parkinsona.  

„Jednak jeśli zainterweniujesz, zanim Twoje neurony znikną – tłumaczy dr Paula Bickford z Uniwersytetu we Florydzie – możesz być w stanie zachować odpowiednie funkcje”.  

Kurkumina, związek chemiczny używany w indyjskiej medycynie ludowej od tysięcy lat, może zredukować stan zapalny w głębokich warstwach tkanki mózgowej. Badacze sądzą, że wysoki poziom kurkuminy tradycyjnie i powszechnie jedzonej w Indiach (dzięki curry), łączy się z zadziwiająco niskim wskaźnikiem zachorowań na Alzheimera.  

„Składniki odżywcze zwane katechinami, także mogą ochronić komórki przed stanem zapalnym i podnosić zdolności percepcyjne” – mówi dr Majid Fotuhi, założycielka Neur Expand, kliniki neurologicznej w amerykańskim stanie Maryland.  

Nic dziwnego, że badania pokazują, iż ludzie, którzy popijają herbatę, zwłaszcza zieloną (ma niezwykłe właściwościach zdrowotne) – to bogate źródło katechin – w testach pamięciowych biją pozostałych na głowę. Ten związek chemiczny działa jak niesteroidowy lek przeciwzapalny, np. aspiryna. Nie wywołuje skutków ubocznych smakuje wybornie.  

Te produkty wspomagają pracę mózgu: musztarda, potrawy z kuchni indyjskiej i tajskiej, a przede wszystkim dania z curry (kurkumina); zielone i czarne herbaty oraz borówki, brzoskwinie i truskawki (katechiny).  

Zwiększ przepływ krwi 

Aby mieć bystry umysł, należy wiedzieć, że nasz móżdżek potrzebuje stałej dostawy produktów wzbogacających krew. Według badań, zwiększenie przepływu krwi, wspomaga pamięć i proces uczenia się, a także przyspiesza czas reakcji. Dzieje się tak – zdaniem badaczy – dzięki wzmocnieniu hipokampu, czyli fragmentu mózgu odpowiedzialnego za pamięć.  

Ponadto jednonienasycone (dobre) tłuszcze, pomagają zmniejszyć poziom złych tłuszczy i cholesterolu, który może odkładać się w naszym organizmie. Z badań wynika, że jednonienasycone tłuszcze obniżają ciśnienie i poziom cholesterolu, zmniejszają ryzyko chorób serca i zawału.  

Warto spożywać produkty wspomagające pracę mózgu: czerwone wino (zobacz, ile pić, by długo żyć) i sok z winogron (resweratrol); awokado, orzechy i oliwa z oliwek (jednonienasycone tłuszcze), wiśnie i w ogóle jak najwięcej owoców.  

Uruchom nowe neurony 

Niektóre substancje odżywcze pobudzają utratę białek zwanych w medycynie neurotropowym czynnikiem pochodzenia mózgowego (z ang. brain-derived neurotrophic factor, skrót BDNF). „Z większą ilością BDNF możemy nie tylko spowalniać efekty starzenia się, ale także odmładzać mózg, poprzez zwiększanie liczby neuronów” – mówi dr Fotuhi.  

Istotnym innym potencjalnym wzmacniaczem BDNF są naturalne barwniki pochodzenia roślinnego – antocyjany. Według badań, picie soku z borówek lub jagód (najlepszego źródła wspomnianych antocyjanów), w okresie 12 tygodni – poprawia pamięć.  

Oto produkty, które wspomagają pracę mózgu: żółtka jaj, wołowina, kurczak, wątróbka (cholina); granatowe i fioletowe owoce takie, jak jeżyny, borówki, jagody, wiśnie i śliwki (antocyjany).   

Powtórzmy to jeszcze raz: aby poprawić pamięć i koncentrację, wystarczy sięgać po odpowiednie produkty spożywcze, włączyć do tego szczere chęci i trochę ruchu. No i pamiętać o systematyczności w odżywianiu się zgodnym z odpowiednią dietą i potrzebami mózgu.
Źródło: womenshealth.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Różne owoce na talerzu. Foto: pl.123rf.com.google.com.  

Share
Zaszufladkowano do kategorii ludzie, nauka, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Drewno z Puszczy Białowieskiej ma stałych kupców. Ich lista długa

 

Trwa nieustanna wywózka drewna z Puszczy Białowieskiej, mimo nakazu TS UE o wstrzymaniu wycinki.  

Trybunał Sprawiedliwości (TS) UE w Strasburgu nakazał rządowi Beaty Szydło wstrzymać wycinkę drzew w Puszczy Białowieskiej, ale rząd PiS tego nie słyszał i piłowanie nadal trwa. Na dowód tego są zdjęcia wywozu drewna już po decyzji TS UE.

Wycinka trwa, gdyż są kupcy na drewno z Puszczy. Jak się okazuje ma ono duże zainteresowanie przemysłu ze względu na jego wysoką klasę – nie jest więc „zainfekowane” kornikiem. Drewno kupują przedstawiciele 128 firm.

Zadawane przez dziennikarzy, ekologów i osoby prywatne, od wielu miesięcy, Lasom Państwowym pytanie: Kto kupuje drewno z wycinki w Puszczy Białowieskiej – było do niedawna bez odpowiedzi. Regionalna Dyrekcja państwowej spółki, konsekwentnie odmawiała udzielenia takich informacji, zasłaniając się tajemnicą handlową. 

Od niedawna przestało to być tajemnicą – portal OKO.press opublikował pełną listę 128 firm, którą ujawniło Nadleśnictwo Białowieża. Jeden z czytelników portalu OKO.press, przesłał redakcji pełny wykaz firm, które w 2017 roku kupowały drewno z Nadleśnictwa Białowieża.

Listę otrzymał od Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych, w odpowiedzi na wniosek, o dostęp do informacji publicznej.  

Portal zestawił listę nazw firm, które kupowały w 2017 roku drewno z Puszczy Białowieskiej, z wykazem miejscowości, udostępnionych mu przez Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych w Białymstoku i umieścił je na interaktywnej mapie.  

Wśród odbiorców cennego drewna, dominują firmy oddalone o kilka lub kilkadziesiąt kilometrów od Puszczy Białowieskiej, ale na liście są także przedsiębiorstwa oddalone o kilkaset kilometrów. Pełna lista nabywców, którzy kupowali drewno z Białowieży, dostępna jest na stronie Oko.press.

ZOBACZ TEŻ: >>> Ile wynoszą opłaty za wycinkę drzew – http://superbiz.se.pl/wiadomosci-biz/wycinka-drzew-  

Jest wśród nich spółka Sklejka-Eko z Ostrowa Wielkopolskiego – jeden z największych producentów sklejki drewnianej w Polsce. Na liście widnieje też spółka Sklejka Pisz, która należy do notowanej na GPW Grupy Paged, znanego producenta mebli i innych produktów z drewna.  

Producenci sklejki pojawiają się najczęściej na liście firm będących odbiorcami białowieskiego drewna. Ale są również na niej tartaki, zakłady produkcji palet, przedsiębiorstwa budowlane i wielobranżowe.
Jak zauważa portal OKO.press, niektórzy z odbiorców drewna z Puszczy Białowieskiej, deklarują na swoich stronach internetowych posiadanie certyfikatu Forest Stewardship Council (FSC), choć nadleśnictwa białowieskie straciły certyfikat FSC w 2010 roku. Certyfikat FSC ma gwarantować zrównoważone korzystanie z gospodarki leśnej i legalne pochodzenie surowca.  

Wycinka drewna w Puszczy Białowieskiej, trwa nieprzerwanie – mimo wyroku Trybunału Sprawiedliwości (TS) UE, który w końcu lipca nakazał wstrzymanie wszelkiego wyrębu lasu. Do tymczasowego postanowienia TS UE nie zastosował się jednak minister środowiska Jan Szyszko, który zagroził Brukseli miliardowymi odszkodowaniami za zniszczenia kornika.  

Rzecznik Komisji Europejskiej Ricardo Cardoso poinformował w poniedziałek, że posiedzenie Trybunału Sprawiedliwości UE, w sprawie wstrzymania wycinki w Puszczy Białowieskiej zaplanowano na 11 września. Jak podkreślił, KE uznaje sprawę za pilną i wcześniej zwróciła się do Trybunału, by był to priorytet.
Źródło: money.pl i superbiz.se.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Puszcza Białowieska. Wywóz drewna już po decyzji TS UE. Foto: money.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii partia, pieniądze, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Media ostrzegają: „Macron zwolni tysiące Polaków!”

Prezydent Francji chce rewizji dyrektywy unijnej w taki sposób, żeby stawka osób delegowanych do krajów UE, była taka sama, jak większości pracujących w danym państwie.

Ekipa rządząca w Polsce Jarosława Kaczyńskiego, ma tyle wspólnego z innymi krajami Europy Zachodniej, że nikt z nią nie chce trzymać, ani nawet rozmawiać. Wie o tym dobrze prezydent Francji Emmanuel Macron. Jak zapowiadał w kampanii, tak teraz postanowił działać.

Forsuje wprowadzenie takiego prawa, które uderzy w firmy delegujące polskich pracowników, do pracy w UE. Dotyczy to niebatelnej liczby – rocznie 500 tys. osób z Polski. Prezydent Macron ignoruje rząd PiS i negocjuje z innymi krajami naszej części Europy.  

Za dni prezydent Francji Emmanuel Macron wyruszy w służbową podróż po Europie Środkowej – najpierw odwiedzi Austrię, gdzie spotka się z kanclerzem Christianem Kernem, potem z premierami Czech i Słowacji.

W kolejnych dniach będzie w Rumunii i Bułgarii. Temat rozmów: Rewizja unijnej dyrektywy o pracownikach delegowanych. Świadomie pominie Polskę i Węgry. A to groźne. Polska to lider europejski w delegowaniu…  

W tej sytuacji, rząd Prawa i Sprawiedliwości w swoich wielokrotnych  wypowiedziach, poprzez przedstawicieli, deklarował chęć poprawy warunków pracy. Niestety. Z najnowszych informacji wynika, że na utratę pracy tysięcy delegowanych Polaków, nic nie może poradzić.  

Prezydent Francji Macron, dąży do zmiany przepisów o pracownikach delegowanych, w krajach unijnych. Firmy delegujące ludzi do pracy za granicę, mogą na tym dużo stracić, ale rząd PiS nic nie może z tym zrobić. Emmanuel Macron całkowicie ignoruje polski rząd i wcale nie próbuje z nim negocjować. Szkopuł w tym, że Polska jest liderem Europy w delegowaniu pracowników, toteż najwięcej może na tym stracić.  

Zgodnie z unijną dyrektywą o pracownikach delegowanych, firma, która wysyła swoich podwładnych do pracy za granicę, musi zapłacić im co najmniej minimalną pensję, w państwie przyjmującym pracownika.

Prezydent Macron chce rewizji dyrektywy w taki sposób, żeby stawka nie była minimalna, ale taka sama, jak większości pracujących w danym kraju.  

Oznacza to, że polskie firmy delegujące pracowników, przestaną być konkurencyjne w Europie, gdyż będą zmuszone więcej płacić swoim pracownikom. To z kolei może oznaczać prawdziwy dramat dla tysięcy polskich obywateli. Tylko w 2015 roku z Polski oddelegowano do pracy za granicę prawie 500 tys. pracowników.  

Jednak najpoważniejszy problem jest taki, że z polskim rządem, nikt na ten temat nie chce rozmawiać. Przeciwko rewizji unijnej dyrektywy – niedawno jeszcze było 11 państw unijnych – większość z Europy środkowej. Prezydent Macron stara się ich wszystkich przekonać do swojego pomysłu. 

Prezydent Francji za kilka dni ma rozmawiać na ten temat z kanclerzem Austrii. Potem odbędzie spotkanie z premierami Czech i Słowacji. W planie ma też spotkania z przedstawicielami rządów Rumunii i Bułgarii. Jednak głowa państwa Francuzów nie chce rozmawiać z Polakami i Węgrami.

Bo, skoro rząd PiS zarzeka się, że nie pozwoli obcym politykom mieszać się w sprawy naszej demokracji i konstytucji, to obcy mają nas gdzieś.
Źródło: pikio.pl i wyborcza.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Prezydent Francji Macron. Incoming French president Emmanuel Macron. Foto: dailymail.co.uk.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii ludzie, partia, pieniądze, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Na tysiące szefów padł strach. PiS szykuje plan podatków dla dużych firm

 

Pieniądze to coś wspaniałego, co pachnie specyficzną wonią, więc politycy nigdy od takiej wini nie stronią.  

Rząd Jarosława Kaczyńskiego skręca się we dwoje, aby znaleźć miejsce (firmy), którym uda się wydrzeć na siłę jakieś pieniądze. Pieniądze – oto największy i najpilniejszy dziś cel działania służb fiskalnych państwa.

Brakuje miliardów na drogi, na mieszkania plus, 500 plus, na seniorów, kombatantów wojennych i Solidarności, rodziny smoleńskie, itp.

Brakuje miliardów lub choćby milionów, na ruszenie z miejsca przede wszystkim wielkiego i nadambitnego planu odpowiedzialnego rozwoju nowej Polski w duchu wielkich marzeń, największego i najsilniejszego człowieka w kraju – naszego najdroższego przewodnika – Naczelnika.

Mają służyć kontroli społecznej przedsiębiorstw

Mimo negatywnych opinii przedstawicieli biznesu i grona prawników rządowych, resort finansów wicepremiera Morawieckiego, opowiada się za ujawnieniem wrażliwych informacji podatkowych 4,5 tysiąca największych firm w Polsce – podaje serwis gazeta.pl, powołując się na „Puls Biznesu”. 

Chodzi o projekt Ministerstwa Finansów, którym kieruje Mateusz Morawiecki. Projekt zakłada ujawnianie opinii publicznej danych finansowych i wysokości podatków dochodowych (CIT), płaconych przez 4,5 tys. największych firm w kraju. Dane mają być publikowane w internecie i służyć kontroli społecznej tych przedsiębiorstw.  

Innymi słowy partia rządząca, nowym projektem resortu finansów, otwiera furtkę dla znanych w PRL, robotniczych brygad kontroli społecznej, które miały oparcie w podłożu psychoanalizy Zygmunta Freuda i psychologii behawioralnej.  

Piętnowanie firm przez podejrzenia 

Projekt nowych przepisów o finansach negatywnie oceniają organizacje przedsiębiorców oraz prawnicy Rządowego Centrum Legislacji. Ich zdaniem, ten przepis – jeśli wejdzie – jest niezgodny z Konstytucją RP, Konstytucją biznesu i planem Morawieckiego.  

Jego wejście w życie niesie niebezpieczeństwo piętnowania firm, w tym nie tylko wielkich prywatnych, ale też wielkich spółek skarbu państwa, a także samowoli urzędniczej, stwarza ryzyko publikowania nieaktualnych danych.  

Internetowa lista może spowodować, że uczciwe firmy będą piętnowane przez podejrzenia, że unikają opodatkowania lub robią wszystko, by płacić państwu jak najmniej – uważają przedsiębiorcy i rządowi prawnicy (pb.pl).  

Firmy nie stracą, a skorzystają 

Jednak resort finansów, według „Puls Biznesu”, uznaje te obawy za nieuzasadnione. Jego przedstawiciele podkreślają, że na internetową listę ministerstwa, trafią firmy, które osiągają najwyższe przychody. Dotyczy to 1 proc. płacących CIT, czyli blisko 4,5 tys. firm. Wejście do tego rejestru będzie więc korzystne dla przedsiębiorców.  

Wniosek stąd prosty jak drut: mów sobie człeku co chcesz, zapamiętaj – za mało wiesz – my lepszą wiedzę mamy, bo o miliardy i miliony gramy. Tak, jak flaga Polski to czerwień i biel, czyli biel koło czerwieni, niech się firma krętacka, w świetle nowego projektu, choć zarumieni.

Zdaniem Pawła Gruza – wiceminister finansów – podmiot umieszczony na liście zyska wśród partnerów handlowych i konsumentów, „w przypadku, gdy jego dane podatkowe będą świadczyły, że jego efektywna stopa opodatkowania, jest zbliżona do nominalnej stawki CIT”. Wnosić stąd trzeba, iż sugestia wiceministra to sprytny „marketingowy” chwyt.
Źródło: next.gazeta.pl.
 

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – wicepremier Morawiecki.  Foto: money.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii ludzie, partia, pieniądze, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Der Tagesspiegel: „Ziobro jak świadomy władzy Rambo”

„W Niemczech, spór o polską reformę wymiaru sprawiedliwości jest rozumiany, jako zamach na demokrację i państwo prawa, i tym też jest” – uważa komentator Christoph von Marshall.  

W Polsce, „w tym tygodniu weszła w życie, częściowa reforma sądownictwa. Komisja Europejska (KE) wszczęła wobec Polski postępowanie o naruszenie unijnych przepisów. I słusznie” – komentuje Christoph von Marshall w „Der Tagesspiegel” („DT”).
Ziobro „chce kontrolować wymiar sprawiedliwości” 

Niemiecki publicysta Christoph von Marshall, w artykule pod tytułem „Trzeci człowiek – polska reforma sądownictwa walką przeciwko demokracji oraz o spadek po Kaczyńskim” konstatuje, że po wejściu w życie reformy sądów powszechnych w Polsce, minister sprawiedliwości będzie mógł zwalniać ich prezesów i zastępować ich własnymi ludźmi.  

Autor artykułu przypomina, że w opinii KE jest to przykład na odejście od państwa prawa, dlatego Komisja Europejska wszczęła wobec Polski postępowanie o naruszenie unijnych przepisów.  

„I słusznie, tym bardziej, że jeśli przyjrzeć się pełniącemu urząd Zbigniewowi Ziobro, to robi wrażenie świadomego władzy Rambo” – pisze Christoph von Marschall. Jego idealne wyobrażenie własnej władzy, jako ministra sprawiedliwości to możliwość decydowania o tym, kogo trzeba oskarżyć, który z sędziów o tym zadecyduje i jaki wyda wyrok.  

Według publicysty dziennika „DT”, Zbigniew Ziobro „chce kontrolować wymiar sprawiedliwości i wtedy miałby wszystkich w garści, także konkurentów zabiegających o przyszłą władzę w PiS”. Bo stosunkowo łatwo jest wytoczyć oskarżenie o korupcję lub niewłaściwe zachowanie.

„PiS może kontrolować przyszłe wybory” 

„W Niemczech, spór o polską reformę wymiaru sprawiedliwości jest rozumiany, jako zamach na demokrację i państwo prawa, i tym też jest” – uważa autor komentarza. W opinii von Marshalla, jest także pojedynkiem o następstwo dla silnego człowieka w tle – szefa rządzącej partii PiS – Jarosława Kaczyńskiego. 

Komentator gazety Marshall przypomina, że PiS rządzi z absolutną większością w Sejmie i pracuje nad tym, by swoimi ludźmi obsadzić wszystkie stanowiska władzy, na czele z mediami i sądownictwem.

W ten sposób partia PiS Kaczyńskiego będzie mogła kontrolować przyszłe wybory i jeśli będzie mogła wygrać je wyłącznie dzięki manipulacji, nasuwa się tylko pytanie czy jakikolwiek sprzeciw będzie miał szanse na sukces.  

„Otwarty sprzeciw wobec Kaczyńskiego” 

„Zdumiewające w polskiej codzienności rządowej jest to, że nikt dotąd nie zbuntował się przeciwko Kaczyńskiemu, chociaż jest on tylko szefem partii i nie piastuje żadnego państwowego stanowiska” – zastanawia się nad tym publicysta „Der Tagesspiegel”.  

Jak przypomina, w prawdziwych demokracjach, silnie scentralizowane partie kadrowe, należą do wyjątków – w każdym razie w rządzie. „W innym razie można byłoby oczekiwać, że prezydent RP Andrzej Duda, po jasnym zwycięstwie wyborczym, powinien był wyemancypować się od Kaczyńskiego.”  

„Podobnie jak Beata Szydło, po zdecydowanym zwycięstwie w wyborach parlamentarnych” – pisze wysokonakładowy dziennik „DT”. Oboje wstrzymują się, jakby nie mieli odwagi i musieli się obawiać, że otwarty sprzeciw wobec Kaczyńskiego mógłby kosztować ich utratę wpływów w PiS i tym samym, ułatwić komuś innemu drogę na szczyt. „Tą trzecią osobą jest Zbigniew Ziobro” – wskazuje Christoph von Marshall.  

Ziobro profitentem reformy sądownictwa 

Według publicysty, to właśnie Zbigniew Ziobro „jest beneficjentem reformy sądownictwa”. Miała ona pierwotnie pójść o wiele dalej, ale zbuntował się Duda, wetując dwie z trzech ustaw.  

Ale autor artykułu uważa, że Andrzejowi Dudzie nie chodziło wcale, o ratowanie demokracji. „Chciał jedynie zapobiec zbyt szybkiemu umocnieniu pozycji Ziobro”. Uzasadnia to tym, że prezydent Duda zatwierdził tylko pierwszą część reformy dlatego, że „wetując wszystkie trzy ustawy, odizolowałby się od partyjnej bazy PiS-u”.

„I to jest smutny stan rzeczy w Polsce, gdyż demokracji i państwa prawa bronić będzie tylko opozycja i UE, a nie rząd” – konkluduje Christoph von Marshall. Jego zdaniem, PiS przygotowuje się na walkę o władzę we własnych szeregach. „Walka ta jest paradoksalnie ostatnią nadzieją na to, że PiS samo się wykończy i zaprzepaści szanse na długotrwałą władzę” – podsumowuje komentator „Der Tagesspiegel”.
Źródło: dw.com.  

Oprac. Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Der Tagesspiegel: Zbigniew Ziobro. Foto: dw.com.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Cerowanie dziur, czyli „rząd tnie wydatki na utrzymanie dróg”

 

Dotychczas roczne wydatki na bieżące utrzymanie, remonty i przebudowy dróg były ok. 3 mld zł i stale rosły – w 2010 r. 2,9 mld, w 2016 zaś 4,2 mld. Teraz ma być inaczej – lepiej, śmielej, wspanialej, mniej…  

Rząd Beaty Szydło, czyli PiS Jarosława Kaczyńskiego, ma nie lada problem: zabraknie mu w 2017 r., aż 1,3 mld zł, na remonty i utrzymanie dróg krajowych. Największy budowniczy w Polsce, minister rozwoju dróg i kraju nad Wisłą, Mateusz Morawiecki, będzie miał o 300 mln zł mniej, niż chciałby wydać na budowę i remonty dróg lokalnych. 

Jak pisze gazeta.pl, wciąż przybywa nam dróg ekspresowych, przez co coraz więcej pieniędzy potrzeba na bieżące utrzymanie wszystkich dróg krajowych. Na podstawie zawartych umów w formule „utrzymaj standard” koszt utrzymania 1 km drogi krajowej wynosi teraz około 60 tys. zł, natomiast autostrad i dróg ekspresowych – około 200 tys. złotych. 

Systematycznie – z roku na rok – rosły dotychczas wydatki na ich bieżące utrzymanie, remonty i przebudowy. W 2010 roku Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) przeznaczała na ten cel 2,9 mld zł, w zeszłym roku zaś 4,22 mld zł.  

Ale ma być inaczej – lepiej, śmielej, wspanialej. Do końca 2017 roku będzie oddanych około 450 km dróg o najwyższych parametrach. W realizacji jest też kolejnych 1,2 tys. km. Dlatego, zgodnie z zapisami Programu Budowy Dróg Krajowych (PBDK) na lata 2014–2023, budżet 2018 r. na utrzymanie, remonty i przebudowy powinien wynieść, co najmniej 5 mld zł. 

Niestety, na co zwraca uwagę gazeta, w projekcie ustawy budżetowej na 2018 rok, zaplanowano na te cele jedynie 3 mld 754 mln zł. To o 475 mln zł mniej, niż wynosi budżet 2017 r. na utrzymanie standardu dróg krajowych.  

Jeżeli Ministerstwo Finansów nie przeznaczy więcej pieniędzy na główne szlaki komunikacyjne, wówczas w pierwszej kolejności, pieniądze z budżetu 2018 roku, będą przeznaczone na podjęte już zobowiązania i najpilniejsze zadania.  

– W dalszej kolejności finansowane będą inne cele, w tym przebudowy i remonty, czyli zabiegi, dzięki którym powstrzymywana jest degradacja sieci drogowej – przyznaje cytowany przez gazetę.pl, rzecznik prasowy MIB.  

Ministerstwo Finansów chce też mniej pieniędzy wydać na drogi lokalne. Pierwotnie planowano, że na ich remonty i budowę w 2018 roku pójdzie 1,1 mld złotych. A jak się teraz okazuje, pieniędzy na ten cel będzie wydanych tylko 800 mln złotych, czyli o jedną trzecią mniej.  

Ponieważ licho, podobno nie śpi, może się zdarzyć, że zajdzie pilna potrzeba przeznaczyć większe środki na nieznane jeszcze dziś cele, wtedy rząd będzie kazał zabrać miliardy z dróg, bo jak chce Bóg, trzeba łatać dziury nie w drogach czy chmurach, lecz tam łatać, gdzie nagła dziura. A póki co drogownictwo będzie miało więcej nowych dziur niż nowych dróg.
Źródło: next.gazeta.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Rząd chce ciąć wydatki na drogi. Foto: auto.dziennik.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Polska będzie miała elektrownię jądrową

 

Elektrownia atomowa w Polsce może stanąć w pomorskiej miejscowości Lubiatowo-Kopalino lub w Żarnowcu.  

Władze PiS dojrzały wreszcie do budowy pierwszej polskiej elektrowni atomowej. Będzie to nie tylko projekt infrastrukturalny, ale również informacyjny. Uzmysławia to władzom w pełni, skala wyzwań, z jakimi musieli zmierzyć się Japończycy, po katastrofie w Fukushimie. 

Skala wyzwań wskazuje, że budując pierwszą elektrownię atomową w Polsce, rząd musi przygotować się na wielkie problemy komunikacyjne – akcentuje Piotr Maciążek, redaktor naczelny Energetyka24.com.  

Po okresie letnich wakacji br. wraca do Sejmu jedna z najważniejszych ustaw dla sektora elektroenergetycznego: „Rządowy projekt ustawy o rynku mocy”. Jego przyjęcie jest niezbędne dla zachowania stabilności Krajowego Systemu Elektroenergetycznego (KSE), w dłuższym czasie.  

W uzasadnieniu projektu ustawy przedstawiono najważniejszy jego cel – „(…) wdrożenie rynku mocy, na którym towarem będzie moc dyspozycyjna netto, jaką mogą oferować wytwórcy oraz sterowanie odbiory energii, uzyskując wynagrodzenia za gotowość jej dostarczania”.  

Tak więc jest pewne: decyzja zapadła – w Polsce będzie elektrownia atomowa. Pozostała już tylko kwestia lokalizacji. W grę wchodzą: pomorskie Lubiatowo-Kopalino i Żarnowiec. Według mediów, podjęto ostateczną decyzję o budowie, ale ciągle jest kilka niewiadomych, przede wszystkim: jak budować, gdzie i z czyich pieniędzy.  

Wiadomo jednak, dlaczego tak stanowcza jest decyzja. – Musimy pokazać Brukseli zeroemisyjną atomówkę, żebyśmy mieli kartę przetargową na dalsze inwestycje w węgiel – przyznał jeden z polityków PiS.  

Zdaniem resortu rozwoju, najkorzystniejszy byłby zakup technologii od Francuzów. „Atom mógłby ocieplić relacje gospodarcze z Paryżem” – pisze money.pl. Ministerstwo energii mówi o technologii z Chin i Korei. Ale takie reaktory nie pracują jeszcze w Europie więc będą wymagały certyfikacji. 

Kusi atom chiński – pisał o tym serwis money.pl. Bo ceny w Chinach są dużo niższe niż zachodnie. „Średni koszt waha się między 3,5 a 4,5 mld dolarów za 1000 MW. A są to elektrownie rzetelne i sprawdzone” – mówi prof. Andrzej Strupczewski z Narodowego Centrum Badań Jądrowych.  

Według profesora Strupczewskiego, polski rząd nie ma powodu, by odmówić Chińczykom współpracy. – Choć ich doświadczenie w energetyce jądrowej jest stosunkowo krótkie to rozwija się bardzo szybko. Budują średnio około 4-5 bloków rocznie. W dekadę staną na czele stawki i będą najbardziej liczącym się graczem w energetyce jądrowej – zaznacza ekspert.  

Budowa reaktora o mocy 1000 MW to koszt około 16 mld zł, ale minister energii Krzysztof Tchórzewski wykluczył finansowanie z budżetu państwa oraz „kontrakty różnicowe, gdy państwo gwarantuje producentowi stałą cenę za sprzedaż prądu, dopłacając, kiedy jest niższa, niż rynkowa”.  

Elektrownia atomowa w Polsce jest konieczna przynajmniej z dwóch względów. Po pierwsze z powodu unijnych przepisów. Po drugie, że najstarsze bloki węglowe (40-to i 50-letnie), Polska musi wyłączać. Wtedy zaczną się u nas groźne niedobory mocy i to pomimo budowy nowych.

Zapotrzebowanie na energię bije w ostatnich dniach rekordy. 1 sierpnia wyniosło ponad 23 tys. MW, a to o 0,4 tys. więcej, niż miesiąc wcześniej. 

O konieczności budowy elektrowni jądrowej mówił ostatnio minister energii Krzysztof Tchórzewski. W zapowiedziach poszedł znacznie dalej.

Według niego, za kilkadziesiąt lat w Polsce mogłyby powstać nawet trzy elektrownie atomowe. To wcale nie z rozpusty a z pilnej potrzeby. Polska energetyka wejdzie wtedy w stan trwałych braków większych mocy.
Źródło: money.pl i energetyka24.com.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – w Polsce będzie elektrownia jądrowa. Foto: wprost.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii Europa, partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Pride of Poland 2017 w Janowie i wielka klapa

 

Aukcja Pride of Poland 2017 w Janowie, objęła sprzedażą 25 koni, sprzedano sześć, uzyskano kwotę 410 tys. euro. To wielka klapa – oceniają znawcy handlu.  

Partia rządząca idzie przez Polskę, jak tropikalna burza, niszcząc wszystko, co napotka po drodze. Bo to niezdrowe – Tuskowe, i cuchnie postkomuną. Co PiS zniszczył, wie każdy, kto chce. A co jeszcze zniszczyć chce? To, co z III RP. Będzie w to miejsce nowe – PiS-owe, piękne, zdrowe. Z IV RP.  

„Polska w ruinie!” Powszechnie dobrze znane hasło. I właśnie wszędzie widać ruiny – w miastach, we wsiach, w kopalniach, służbie zdrowia i szkołach, w kulturze i energetyce, w wojsku i policji, nawet w hodowli koni, która obchodzi tego roku wspaniałą tradycję i rocznicę 200-lecia.  

W niedzielę 13 sierpnia 2017 roku, na 48. aukcji koni arabskich Pride of Poland w Janowie Podlaskim (Lubelskie), sprzedano zaledwie sześć koni, na wystawionych 25, za łączną kwotę 410 tys. euro. Za najwyższą cenę, 150 tys. euro, sprzedana została klacz Prunella, którą kupił nabywca z Czech.  

Siwa 3-letnia klacz Prunella, ubiegłoroczna czempionka Polski wśród klaczy młodszych, została wyhodowana w Janowie Podlaskim. Blisko 4-krotnie taniej – za 110 tys. euro – sprzedano siwą pięcioletnią klacz Anawera z Janowa Podlaskiego, źrebna z aktualnym czempionem świata, ogierem Eks Alihandro. Wylicytował ją nabywca z Rumunii.

Na aukcji Pride of Poland, wystawiono do sprzedaży 24 klacze i jednego ogiera – ze stadnin państwowych w Janowie Podlaskim, Michałowie i Białce oraz z hodowli prywatnych. Aż 19 koni nie osiągnęło na licytacji zakładanej przez właścicieli ceny minimalnej i nie sprzedano.  

Nie znalazł kupca m.in. 10-letni siwy ogier Albano – zdobywca w zeszłym roku tytułu czempiona Polski ogierów starszych oraz najlepszy koń 38. Narodowego Pokazu Koni Arabskich Czystej Krwi.  

– To nas nie martwi, że tak mało zostało sprzedanych koni, natomiast te, które zostały sprzedane, to w zupełnie dobrych cenach, jak Prunella czy Anawera – powiedział prezes stadniny w Janowie Sławomir Pietrzak. I jak podkreślił, oferta koni wystawionych na aukcję, była dobra, a kiedy kilku kupców licytowało, to ceny były znacznie wyższe.  

Według prezesa stadniny w Michałowie, Macieja Grzechnika, niezadowalający wynik niedzielnej aukcji to „efekt nadpodaży” koni na rynku. – Nie jesteśmy do końca zadowoleni z ilości sprzedanych koni, wiadomo, że chcielibyśmy więcej. Niestety na rynku zrobiło się tak, że aukcji się narobiło, i w Polsce, i w Europie, czego wcześniej nie było.  

Maciej Grzechnik wyjaśnił, że w Polsce jest „do sprzedania kilkaset koni”, co roku. – Zrobiliśmy jak najlepszą promocję. A co do kupców, to nie mamy na nich wpływu – zaznaczył.  

Były prezes stadniny w Michałowie Jerzy Białobok powiedział, że tegoroczna aukcja była najgorsza z tych, które się do tej pory odbyły. Bo 6 koni sprzedanych na 25 oferowanych „to katastrofa”. Zaznaczył, że łączny utarg – 410 tys. euro – to kwota, jaką płacono w przeszłości za niektóre pojedyncze konie. – Miała być super promocja, szczególnie w krajach arabskich, które nie odpowiedziały zupełnie na tę promocję – dodał.  

Zdaniem Białoboka, konie „były całkiem niezłe”, ale oferta nie była dobrze przemyślana, bo m.in. „było za dużo klaczy po jednym ogierze”. – To są autorskie pomysły. Sądzę, że to co się dzisiaj stało, będą odbudowywać polscy hodowcy latami – zaznaczył.  

Oto najlepsze aukcje Pride of Poland z lat minionych:

W okresie 2007 – 2009 i 2013 – 2014 uzyskano  ponad 2 mln euro.
2014 r. – sprzedano 24 koni – za łączną kwotę blisko 2,1 mln euro;
2015 r. – wystawiono 31 koni – sprzedano 24 – za łączną kwotę 4 mln euro; najwyższą cenę 1,4 mln euro uzyskała klacz Pepita.
2016 r.wystawiono 31 koni – sprzedano 16 – za łączną kwotę 1,27 mln euro; najwyższą cenę 300 tys. euro uzyskała klacz Sefora.
2017 r. wystawiono 25 koni – sprzedano 6 – za łączną kwotę 410 tys. euro; najwyższą cenę 110 tys. euro uzyskała klacz Anawera.

W 1985 roku, na wielkiej aukcji polskich koni w USA, pod nazwą „Polish Ovation”, został sprzedany polski koń czystej krwi – Penicylina – za 1,5 mln dolarów (z hodowli w Janowie Podlaskim); była to wtedy i nadal jeszcze – jak dotąd – rekordowa stawka.  

Ostatnie dwa lata aukcji koni Pride of Poland, Jerzy Białobok – były prezes stadniny w Michałowie – określił krótko: „to katastrofa”. Jeżeli łączny utarg w 2017 roku ze sprzedaży 6 koni osiągnął kwotę 410 tys. euro to jak inaczej można nazwać taką aukcję? Chyba, że ktoś woli dyskretnie – „żart i kpina”, czyli „aukcja w ruinie!”
Źródło: m.interia.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Tylko 410 tys. euro za konie na aukcji. Foto: biznes.interia.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Trzymaj się za kieszeń podatniku. Za rok dasz państwu więcej bezliku

 

W kampanii wyborczej 2015 roku, partia Jarosława Kaczyńskiego pędząca po władzę w Polsce, zapowiadała, wśród ponad 50 obietnic również powrót VAT do 22 procent i powstrzymanie się państwa od wzrostu podatków. 

Tymczasem, po ponad dwóch latach rządów PiS, VAT stoi w miejscu jak stał, czyli na poziomie 23 procent, a od przyszłego roku rząd zapowiada wzrost podatków. Gdy idzie o konkrety – od 2018 roku maksymalne stawki podatków i opłat lokalnych – wzrosną średnio o 1,9 proc. Podwyżka ma związek z inflacją – podaje portal superbiz.se.pl.  

W minionych latach, w związku z deflacją, notowane były w kraju obniżki wskaźnika – odpowiednio o 0,9 proc. w 2016 r. i o 1,2 proc. w 2015 roku.  

Projekt obwieszczenia w sprawie podwyżek i górnych granic stawek kwotowych podatków i opłat lokalnych, w 2018 roku, minister finansów przekazał już do publikacji w Monitorze Polskim.  

Wynika z niego, że maksymalne stawki podatków i opłat lokalnych, zostały zwaloryzowane według wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych z I półrocza 2017 roku, w stosunku do I półrocza 2016 r., który wyniósł 101,9. Zatem realny wzrost wyniesie 1,9 procent.  

Maksymalna stawka podatku od nieruchomości mieszkalnych, według dziennika, wzrośnie w 2018 r. do 0,76 zł od 1 mkw. powierzchni, czyli o 1 grosz. Górna, dopuszczalna stawka podatku od budynków lub ich części związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej, wyniesie zaś 23,10 zł od 1 mkw. powierzchni, czyli o 44 groszy więcej, niż teraz.

Znacznie bardziej odczuwalne mają być podwyżki stawek maksymalnych podatków od środków transportowych i to zarówno dla transportowców, jak i obywateli, co ci drudzy odczują w cenach towarów w sklepach.  

Ot na przykład – górna stawka podatku za samochód ciężarowy o dopuszczalnej masie całkowitej – od 3,5 tony do 5,5 tony – wzrośnie o 15,29 zł, do 819,59 zł, zaś za ciężarówkę o masie całkowitej równej lub wyższej niż 12 ton – o 58,38 zł, do 3130,90 zł.  

Gdyby ktoś ciekawski chciał znać przyczyny wzrostu podatków, odpowiedź wydaje się prosta: rząd musi mieć za rok więcej pieniędzy nie tylko na swoje potrzeby, ale także cele społeczne – ściślej – na obietnice wyborcze.

Wzrosły w tym roku pensje i nagrody dla ekipy rządzącej oraz dla posłów i senatorów oraz dla wojska, policji i innych służb mundurowych, a ponadto wojsko polskie, w tym szczególnie WOT, wymaga ogromnych nakładów na zbrojenie.
Źródło: superbiz.se.pl.  

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Stawki podatków i opłat lokalnych. Foto: portalsamorzadowy.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii ludzie, partia, pieniądze, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz