Lepsza kromka chleba z marmoladą niż szynka babuni z wody i odpadów

Na zdjęciu ilustracyjnym – Szynka babuni z wody i odpadów.
Tak producenci fałszują jedzenie. Foto: biznes.interia.pl.google.com.

Producenci używają nieadekwatnych określeń do wyrobów takich, jak: wędlina babuni, spod strzechy, chłopska, swojska, domowa, wiejska, tradycyjna – nie mają dokumentów, na potwierdzenie tradycyjnej metody wytwarzania.

Nie chcemy nikomu psuć smaku na święta, ale ta wyjątkowa w treści informacja, powinna trafić do konsumentów mięsa i wędlin. Nie wszystkie produkty mięsne powinniśmy jeść bez zastanowienia. Bo nie wszystkie nadają się do spożycia. Niektóre są szkodliwe i mogą być groźne dla zdrowia. Przez nieuczciwość producentów.

Według GUS, statystyczny Polak zjada średnio miesięcznie, nieco ponad dwa kilogramy wyrobów mięsnych. Ale nie zawsze są to produkty dobrej jakości. Tak wynika z badań Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS). Jak się okazuje, szynka babuni wytwarzana jest z wody, tłuszczu, barwnika i odpadów.

Inspekcja ustaliła, że wśród wszystkich skontrolowanych w II połowie 2015 roku wyrobów mięsnych, w 14,5 proc. stwierdzono niezgodności z deklaracjami tzw. parametrów fizykochemicznych. Miały one m.in. inny skład niż ustalił producent. Stwierdzono w nich np. obecność niedeklarowanych surowców: wieprzowych, wołowych, drobiowych, czy mięsa oddzielonego mechanicznie.

A to ostatnie jest na ogół najgorszej jakości, gdyż składa się z chrząstek, ścięgien, tłuszczu i skór drobiowych. W kontrolowanych wyrobach znaleziono także zawyżoną zawartość wody, tłuszczu, soli i zaniżoną wartość białka. To jednak nie koniec nadużyć.

Wśród skontrolowanych przez Inspekcję Jakości (IJHARS) partii wyrobów mięsnych, blisko czwarta część (24,1 proc.) była źle oznakowana. Producenci wydłużali na nich bezpodstawnie termin przydatności do spożycia niektórych produktów. Podawali czasem błędne informacje dla konsumenta, o metodzie wytwarzania i składzie wyrobów.

W ich nazwach, używano nieadekwatnych określeń, takich jak: kiełbasa, wędlina babuni, spod strzechy, chłopska, swojska, domowa, wiejska i tradycyjna, mimo braku dokumentów, na potwierdzenie tradycyjnej metody wytwarzania.

Stwierdzone nieprawidłowości nie dotyczą przeważnie dużych przedsiębiorstw – twierdzi prof. Andrzej Pisula ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Takie firmy – zdaniem profesora – mocno dbają o swój wizerunek i przestrzegają rygorów procedur produkcyjnych, ustalonych dla swoich norm.

Mają również zatrudnionych specjalistów, którzy zajmują się monitorowaniem przepisów prawnych w zakresie znakowania towarów na etykietach. Ponadto wielkie przedsiębiorstwa sprzedają swoje produkty głównie w dużych sieciach handlowych, które także badają, czy skład produktów jest zgodny z deklaracjami producenta.

Problemy występują przede wszystkim w średnich i małych firmach – ocenia prof. Andrzej Pisula. Według niego, przedsiębiorstwa takie czasem mniej starannie nadzorują oznakowanie swoich wyrobów, co ma dramatyczne skutki w sytuacji częstych zmian przepisów dotyczących jakości wędlin. Do tego, brakuje odpowiedniego systemu, który przekazywałby firmom zmiany w przepisach – podkreśla prof. Pisula.

Najważniejszy w produkcji wyrobów mięsnych jest surowiec i on stanowi ponad 70 proc. kosztów. Trudne jest jego wystandaryzowanie na odpowiedni skład chemiczny – zawartości wody, białka i tłuszczu. Wielkie zakłady wytwórcze mają urządzenia, które szybko wyznaczają skład surowcowy. Ale są one drogie.

Najprostsze z nich kosztują około 250 tys. zł, a najbardziej wyrafinowane – nawet milion złotych. Małych zakładów nie stać na taki wydatek. Wobec tego szacują skład chemiczny produktów wzrokowo. I choć różnice nie są duże, to są wychwytywane przez Inspekcję IJHARS – przekonuje prof. Andrzej Pisula.

Jest też pewna grupa producentów, która świadomie fałszuje deklarowany skład wyrobów lub podaje niepełne, bądź nieprawdziwe informacje na etykietach. Wszystko po to, aby utrzymać klienta i ukryć prawdę o rzeczywistym składzie produktu. Chodzi o to, aby ukryć przed klientem niską jakość produktu, przy jednoczesnej niskiej cenie.

Nieprawidłowości pod względem jakościowym, istnieją także w innych branżach, m.in. w piekarniczej. Po skontrolowaniu przez państwową Inspekcję Jakości 148 piekarni, niewłaściwe oznakowanie ujawniono w blisko 40 proc. (39,9 proc.) partii pieczywa.

Na przykład, w wykazie jego składników, nie podawano niektórych używanych surowców i polepszaczy. A co ważne, odsetek niewłaściwie oznakowanych partii pieczywa, był w 2015 roku o 8,1 proc. wyższy niż w roku 2014.
Źródło: biznes.interia.pl.

Stanisław Cybruch

Share
Ten wpis został opublikowany w kategorii gospodarka, ludzie, naukowiec, Niemcy, partia, Polska, pożywienie, Wielka Brytania, zdrowie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *