Strach zdjął przedsiębiorców. Rząd chce odzyskać ich zaufanie

oryg388261-powrot-do-slynnej-ustawy-wilczka

Na zdjęciu ilustracyjnym – premier Szydło i wicepremier Morawiecki. Powrót do słynnej ustawy Wilczka. Foto: money.pl.google.com.  

Konstytucja biznesu, inspirowana “ustawą Wilczka” z czasu schyłkowej PRL, nie przypadła do gustu przedsiębiorców. A zapowiedź rządu o wprowadzeniu jednolitego podatku przelała czarę goryczy. 

Ich stanowcza krytyka, wspierana negatywnymi ocenami ekspertów i dziennikarzy, wywołała konsternację w rządzie. Najpierw minister nauki Gowin zapewniał, że żadnej podwyżki podatków dla firm nie będzie. Potem premier Beata Szydło zaczęła wychodzić rakiem z wprowadzenia podatku jednolitego.

“Krytykują (…) ci, którzy bardzo dużo zarabiają”

Rząd zdał sobie sprawę, że z konstytucją biznesu należy poluzować, a nad podatkiem jednolitym popracować. Z oboma projektami, podobnie jak z pomysłami ministra Szałamachy o podatku handlowym, nie ma żartów. Dlatego trzeba czym prędzej się wycofać.

Teraz sytuacja wygląda tak, jakby rząd intensywnie starał się odzyskać zaufanie przedsiębiorców. Ale słychać, że Sejm intensywnie pracuje nad przepisami, które mają/mogą bardzo osłabić pozycję firm, wobec aparatu skarbowego.

Tak więc przedsiębiorców ma uderzyć w ich… kręgosłup, nie rząd, a Sejm. Wyszło to wtedy, jak minister Kowalczyk przedstawił w wywiadzie szczegóły pisanej reformy podatkowej. Wtedy też padł blady strach, głównie na pół miliona przedsiębiorców, którzy rozliczają się według stawki liniowej 19 proc.

Henryk Kowalczyk szef Stałego Komitetu Rady Ministrów, z misją teoretyka i twórcy podatku jednolitego, przyznał, że najlepiej zarabiający będą obciążeni stawką ok. 40 procent.

Zapowiedzi Henryka Kowalczyka spotkały się z ostrą krytyką ekspertów, a wielu przedsiębiorców zaczęło zastanawiać się nad sposobami na uniknięcie podwyżki obciążeń fiskalnych. Minister Kowalczyk nieprzychylne reakcje zbył słowami “krytykują na ogół ci, którzy bardzo dużo zarabiają”, co wielu przedsiębiorców odebrało jako przejaw arogancji.

“Nie sposób przedstawić wszystko w kampanii”

Wkrótce, po samodzielnej akcji prezentacji projektów rządu ministra Kowalczyka, oliwy do ognia dolał inny prominentny polityk PiS – poseł Jacek Sasin, szef sejmowej Komisji Finansów.

W wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” zapowiedział “wprowadzenie zasad sprawiedliwości społecznej do systemu podatkowego” i stwierdził, że “ci, którzy zarabiają więcej, powinni być obciążeni większą daniną” skarbową.

Pytany, dlaczego PiS w kampanii wyborczej zaprzeczał, że ma plany podwyższenia podatków, poseł Sasin wypalił z rozbrajającą szczerością: “nie sposób szczegółowo przedstawić wszystko w kampanii”. No i wszystko okazało się jasne.

Nie tylko, że w kampanii, PiS nie miał pełnych szuflad i szaf projektów ustaw ani wyliczeń kosztów swoich obietnic, ale nawet nie przewidział czym mogą się skończyć takie “świetne” pomysły, jak z podatkiem handlowym, bankowym czy liniowym.

Nie będzie wzrostu podatku z 19 do 40 proc.?

Wyraźne wzburzenie przedsiębiorców, następnego dnia próbował tonować minister nauki Jarosław Gowin, który publicznie stwierdził, że “wypowiedzi ministra Henryka Kowalczyka są opacznie interpretowane”, i przekonywał, że “nie będzie żadnej próby podniesienia podatków, zwłaszcza dla małych i średnich firm”. Użyte słowo “zwłaszcza” nie wykluczyło ostatecznych zamiarów rządu, więc wzburzenie przedsiębiorców zostało.

O tym, że “nie ma żadnych propozycji podniesienia podatku z 19 proc. na 40 proc.” – zapewnił na początku listopada, szef resortu rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki. – Zdajemy sobie sprawę, że jeśli dziś ktoś płaci podatek 19 proc., a miałby płacić 40 proc., to byłby bardzo niezadowolony – przyznał odkrywczo wicepremier.

Tymczasem jeszcze miesiąc wcześniej, zanim podniosła się wywołana przez ministra Kowalczyka, wrzawa, Mateusz Morawiecki mówił w TVP Info, że najlepiej zarabiający będą płacić procentowo więcej.

“Na tym powinien polegać troszeczkę ten element sprawiedliwości” – stwierdził wicepremier. “Mogę uspokoić nadmiarowe obawy. Te założenia chcemy poddać publicznej debacie. Spotka się grono ekspertów, ale chcemy, żeby to było w domenie publicznej” – mówił minister finansów Morawiecki.

A podatku jednolitego w… ogóle

Ogólnikowe zapewnienia, że rząd nie jest nastawiony wrogo do przedsiębiorców, nie okazały się wystarczająco przekonujące – w wyszukiwarkach internetowych w jednej chwili eksplodowała popularność haseł, w rodzaju: “jak przenieść firmę za granicę”.

Zwiększone zainteresowanie biznesowych klientów odczuli także doradcy podatkowi. Sprawa podatku liniowego stała się dla rządu na tyle niewygodna wizerunkowo, że postanowiono pójść w tej kwestii, na dość duże ustępstwa.

Wicepremier Mateusz Morawiecki, w porannej rozmowie w radiowej “Jedynce” zdradził, że najnowsza koncepcja podatku jednolitego, zakłada utrzymanie podatku liniowego 19 proc. dla przedsiębiorców. Jednak zaznaczył, ta wersja podatku “nie jest jeszcze przesądzona, bo nie została jeszcze przyjęta przez rząd”.

Z kolei premier Beata Szydło mówiła w TVN24: “Wyobrażam sobie sytuację, że wycofujemy się z pomysłu wprowadzenia jednolitego podatku”. Miało to oznaczać, że rząd może całkowicie wycofać się z wprowadzenia podatku jednolitego. Stąd wniosek, drogi narodzie – rząd dał jasny sygnał: lepiej być mądrym przed szkodą, niż po szkodzie.
Źródło: msp.money.pl.

Stanisław Cybruch

Share
Ten wpis został opublikowany w kategorii ludzie, partia, pieniądze, polityka, Polska i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *