“Za obniżenie wieku emerytalnego wszyscy zapłacimy wysoką cenę”

 

Rząd PiS i prezydent, przyciskani przez dziennikarzy, po ponad roku, spełnili obietnicę wyborczą z 2015, o obniżeniu wieku emerytalnym Polaków.

W styczniu 2017 zapadła klamka w Sejmie, w sprawie powrotu wieku emerytalnego do stanu poprzedniego, czyli do 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. To – jak rzekł minister Henryk Kowalczyk – strata finansowa dla wszystkich przyszłych emerytów obu płci – stracą wyraźnie na wysokości świadczeń. Ucierpi także budżet państwa, czyli wszyscy podatnicy.

Decyzja sejmowa zacznie obowiązywać od października 2017. W kolejnych trzech latach zacznie też gwałtownie rosnąć dziura finansowa w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS). W okresie najbliższych trzech lat jej wielkość wyniesie 25 miliardów złotych.

Taki czarny scenariusz zakłada, że z przejścia na emeryturę skorzystają wszyscy, którzy osiągną wiek 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. Z kilku różnych analiz, sporządzonych przez ZUS wynika, że koszty świadczeń będą wysokie, a FUS nie ma w kasie żadnych luźnych pieniędzy. Jeżeli obniżony wiek emerytalny wejdzie w życie w październiku 2017 to zwiększy deficyt FUS o blisko 2 mld zł. Ale na tym nie koniec.

W 2018 roku będzie potrzebna dotacja w kwocie ponad 10 mld zł. A główny ciężar finansowania obietnicy PiS ws. wieku emerytalnego z kampanii wyborczej 2015, przypadnie na rok wyborczy 2019. ZUS szacuje, że dodatkowy niedobór w funduszu FUS, spowodowany niższym wiekiem emerytalnym, może wtedy wynieść 13 mld złotych.

Zatem w 2019 roku, dotacja do FUS z budżetu państwa wyniesie 61 mld zł. ZUS przekazał już teraz rządowi swoje symulacje finansowania FUS z budżetu w kolejnych latach. Wynika z nich, że w 2020 roku, dotacja wzrośnie do ponad 65 mld zł, a w 2021 sięgnie 70 mld zł.

Kwota taka nie weźmie się znikąd. W 2017 roku, FUS otrzyma z budżetu państwa, rekordowe 46,7 mld zł. Dotacje do FUS są konieczne, bo wpływy ze składek emerytalnych, są zbyt skąpe – nie wystarczają na bieżące potrzeby wypłaty świadczeń.

Jak się okazuje, deficyt FUS może za kilka lat okazać się wyższy, niż dotacja z budżetu, ponieważ w skąpym stopniu może być uzupełniany środkami z innych źródeł, np. z Funduszu Rezerwy Demograficznej lub pożyczkami komercyjnymi. W 2017 r. ubezpieczeni wpłacą do FUS ok. 161,1 mld zł, a ZUS wypłaci 211,5 mld zł emerytur, rent i innych świadczeń.

Obniżenie wieku emerytalnego do 60 i 65 lat spowoduje, że z czasem nożyce finansowe otworzą się znacznie szerzej. Bo liczba uprawnionych do świadczeń z roku na rok będzie wzrastać, a liczba płatników składek maleć.

Stopniowo pogarszająca się sytuacja finansowa FUS, nie jest niczym nowym, ale poprzednie rządy stosowały trik, który pozwalał częściowo to ukryć: FUS-owi wypłacano pożyczki z budżetu państwa, zamiast go dotować. PiS zerwał z tą praktyką. Bo prezes ZUS alarmował, że nie będzie w stanie spłacić wcześniej zaciągniętego długu. Póki co za obniżenie wieku emerytalnego, zdaniem ekspertów, wszyscy zapłacimy wysoką cenę.

Jakby nie patrzeć na problemy finansowe FUS i ZUS – sprawa wydaje się być rosnącą bombą demograficzno-kasową. Falę emerytów i rencistów nikt nie zdoła zatrzymać, a płatników składek, nie można będzie w żaden sposób zwiększyć. Deficyt w FUS będzie narastał i budżet tego nie wytrzyma. Państwo musi z czasem coś z tym zrobić: zwiększyć wiek emerytalny lub czekać do 2060 r., kiedy to, według symulacji, deficyt FUS zacznie maleć.
Źródło: biznes.interia.pl.

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Wysoka cena za obniżenie wieku emerytalnego. Foto: money.pl.google.com.

Share
Ten wpis został opublikowany w kategorii ludzie, polityka, Polska, życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *