Schować w szafie kilku znakomitych inaczej polityków

 

Prezydent Duda zawetował dwie ustawy sądownicze, trzecią sam napisze, a mimo to ulica nadal robi swoje. Dlaczego? 

Jarosław Kaczyński ma kilka wrodzonych i nabytych silnych lęków. Boi się latać samolotem, czuje lęk na widok lub na myśl o liczbie “13”, i silnie lęka się tłumów na ulicy. O tym ostatnim lęku szefa PiS, można było przekonać się po “Czarnym proteście” kobiet polskich, w poniedziałek 3 października 2016 roku, gdy tylko w Warszawie wyszło na ulice 30 tysięcy kobiet, w proteście przeciwko zaostrzeniu przepisów aborcyjnych.  

A teraz, gdy manifestacje uliczne obywateli, w związku z nocnymi ustawami PiS narastały z dnia na dzień, a tłumy wzywały prezydenta Dudę: “Andrzej wetuj!” “Chcemy weta!” – Jarosław Kaczyński, pod wpływem rosnących ulicznych emocji, miał dać przyzwolenie swojemu Andrzejkowi, na weta do trzech ustaw ws. reformy sądownictwa.  

To tylko jedna z wersji różnych komentarzy mediów i części znawców na ten powszechnie dyskutowany temat. Weta były, ale dwa. Trzeciego nie, bo prezydent zapewnił sobie prawo, choć takie gwarantuje mu Konstytucja, o inicjatywie własnej dotyczącej reformy sądów powszechnych. Jednak, narodowo-radykalna rewolucja Kaczyńskiego, nie została zatrzymana wetami prezydenta Dudy – komentuje Adam Szostkiewicz w “Polityce”. 

Taką też zapowiedź dała zresztą premier Szydło mówiąc: weta tylko spowolniły “reformę”, a “my się nie cofniemy”. Nie zatrzyma nas w reformach sądów “ani ulica ani zagranica”. Reform oczekuje od nas społeczeństwo – argumentowała.  

Dlatego, jeżeli prezydent Andrzej Duda rzeczywiście przestawia się na rolę, niezależnego od PiS strażnika Konstytucji i obrońcy dobra wspólnego, to powinien był zawetować także ustawę o sądach powszechnych – podkreśla publicysta “Polityki”.  

Tak czy inaczej, reforma sądownictwa w wersji prezydenta, zdewastuje ustrój prawny tak samo, jak dwie pozostałe reformy, w wydaniu PiS. Ponieważ Prezydent podpisał trzecią, a to czyni jego działania prawnie i politycznie niespójnymi – bierze na swoje barki pełną odpowiedzialność . “I każe się zastanawiać, czy niektórzy nie pospieszyli się z podziękowaniami”.  

Ale rychło przed nami będą kolejne uderzenia Kaczyńskiego w demokrację konstytucyjną. Kaczyński – przy pomocy PiS-owskiej większości w parlamencie i zapewne przy wsparciu Kukiza, zabierze się za samorządy, ordynację wyborczą, NGO (organizacje pozarządowe) i niezależne od PiS media. Wszystkie uderzają w zasady demokratycznego państwa prawa. Czy niezależny podobno prezydent Duda gotów jest je wetować?  

Opozycja parlamentarna, w tym też obywatele z “ulicy”, choć skazana na przegraną w każdym głosowaniu, musi nadal być głosem obywatelskiego protestu przeciwko kolejnym złym zmianom, do których ma dojść jesienią. Na lipcowych laurach nie może absolutnie spocząć opozycja obywatelska.  

Zamiast czekać na Macrona, musi się konsolidować taka, jaka jest. Macrona na razie nie widać, muszą wystarczyć liderzy realni, a nie wirtualni, a dzięki protestom zaczynają się ujawniać. Na przykład w Krakowie Fryderyk Zoll i działaczki młodej pozaparlamentarnej lewicy.  

Istota polskiego sporu jest wciąż ta sama. Wprawdzie PiS zdobył demokratyczny mandat do rządzenia, ale nie ma większości konstytucyjnej. Tym samym nie może zmieniać ustroju państwa. I nie ma prawa do łamania czy obchodzenia konstytucji w realizacji swego planu politycznego.  

Populistyczne powoływanie się na naród, suwerena, zwykłych ludzi, obywateli – to przykrywka służąca bezprawnym działaniom służącym przede wszystkim politycznym i materialnym interesom obecnej władzy. Reszta to pijar, propaganda na poziomie cyberchuliganów. Naród obejmuje nie tylko obywateli głosujących czy popierających PiS (polityka.pl).  

A tych jest wciąż wyraźna mniejszość. Zjednoczona demokratyczna opozycja ma poparcie podobne. PiS nie ma prawa powoływać się hurtem na naród i obywateli. Trzeba dobrze przypomnieć sobie ilość i procent oddanych głosów na PiS w 2015 roku…  

Dlatego protesty obywateli z “ulicy”, których prawa PiS ignoruje, są politycznie i moralnie uzasadnione dopóty, dopóki PiS nie odstąpi od swej obecnej metody rządzenia. Polega ona na wykluczeniu z debaty publicznej niepisowskiej większości. I na odsuwaniu na margines publiczny tych, którzy z polityką PiS się nie godzą. To recepta na produkcję społecznej frustracji, której czasem trudno znaleźć końcowe ujście…  

Dzisiejszy konflikt ma korzenie głęboko w historii całej demokratyczno-rynkowej transformacji, a teraz wywołuje go i podsyca nie opozycja, nie węgierski Soros, nie astroturfing, nie ubecy ani wdowy po nich: to wszystko wymysły zdezorientowanej prawicy, która widać – sądzi po sobie – i nie jest w stanie przyjąć do wiadomości najprostszej prawdy: to polityka i nastroje partii rządzącej wywołały ten konflikt i te protesty uliczne. A jedyną drogą do ich wyciszenia jest zmiana sposobu rządzenia obecnych władz.  

Prostym sposobem na uspokojenie sytuacji w kraju jest odsunięcie na boczne tory, jak w kampanii wyborczej 2015, kilku znakomitych inaczej polityków ekipy rządzącej, m.in.: Macierewicza, Ziobro, Kamińskiego, Kaczyńskiego. Polska odetchnie, ulica zniknie, a zagranica przestanie drażnić PiS groźbami sankcji o praworządności w Polsce.
Źródło: polityka.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Manifestacja przed Pałacem Prezydenckim. Foto: echodnia.eu.google.com.

Share
Ten wpis został opublikowany w kategorii ludzie, partia, polityka, Polska i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *