Prąd w Polsce bardzo drogi. A może być droższy o 20 procent

 

Polski PKB do niedawna szedł na pocieszającym, przede wszystkim rządzących, biegu przyśpieszonym. Teraz zaczyna zwalniać. A to rodzi poważne następstwa w różnych dziedzinach gospodarki.

Występują u nas również inne zjawiska ekonomiczne widziane w szerszym kontekście. Otóż spowolnienie wzrostu PKB, a także utrata niezależności energetycznej, skokowy wzrost importu gazu i droższy prąd o 20 procent – to potencjalne skutki wprowadzenia w Polsce, tylko jednej propozycji, którą Komisja Europejska zawarła w “pakiecie zimowym”. Rząd polski ma zaledwie kilka tygodni, by uzbroić się w argumenty do dalszych negocjacji.  

Zakaz finansowania w ramach pakietu zimowego 

Inaczej znajdzie się w podobnej sytuacji, jak minister trocinowy od cięcia Puszczy Białowieskiej. Tenże zapowiada, że nie zatrzyma rąbania drzew Puszczy, choć Trybunał Sprawiedliwości w Strasburgu nakazał to, na wniosek Komisji Europejskiej.

Mało tego. Minister żąda wycofania nakazu i groźby. A gdyby nie daj Boże, nie było to spełnione, będzie zmuszony obciążyć KE, kosztami strat w wysokości 3,2 mld złotych. 

A już niebawem, Parlament Europejski, gdy wrócą jego posłowie z urlopów i podejmą prace nad rozporządzeniem o rynku wewnętrznym energii elektrycznej, będzie żądał od władz polskich, rozliczenia się z tzw. pakietu zimowego. Rozliczenie może być bardzo kosztowne. 

Komisja Europejska, w listopadzie 2016 roku, w ramach tzw. pakietu zimowego zaproponowała, aby w krajach UE zakazać finansowego wspierania elektrowni emitujących ponad 550 g CO2/kWh, wytworzonej energii. Oznacza to w praktyce wykluczenie inwestycji powiązanych z węglem z “mechanizmów wsparcia”.  

Rynek mocy w Polsce budzi kontrowersje 

A właśnie Polska, w tym samym czasie wdraża rynek mocy, czyli nową płatność dla wytwórców energii. Kiedy nowe przepisy wejdą w życie? Nie wiadomo. Całkiem możliwe, że dopiero po ich notyfikacji w KE. Rynek mocy ma zapełnić finansową lukę, która dziś hamuje inwestycje w nowe moce wytwórcze, by dzięki temu, zwiększyć bezpieczeństwo dostaw prądu.  

Tymczasem, wprowadzenie w Polsce rynku mocy, budzi kontrowersje. Czy wybraliśmy najlepszy model i czy faktycznie, dodatkowy zastrzyk gotówki dla sektora, poskutkuje nowymi inwestycjami? Jeśli limit 550 g wejdzie w życie, trzeba będzie się wycofać, ze wsparcia elektrowni węglowych. Koszty dla odbiorców i całej gospodarki mogą wówczas być o wiele wyższe.

Polska nie może się cofać 

Zdaniem ekspertów, wstępne szacunki wskazują, że dostosowanie się do limitu 550 g, będzie oznaczało dla Polski, ogromne koszty i konieczność budowy kilkunastu kolejnych gigawatów mocy w elektrowniach.

Nie ma w całej Unii Europejskiej drugiego kraju, który traciłby na tej regulacji tak bardzo, jak Polska. Mówi o tym Justyna Piszczatowska, ekspertka WysokieNapiecie.pl, w rozmowie z MarketNews24. 

Znając kierunek działania rządu Jarosława Kaczyńskiego, który ponoć może być już we wrześniu lub w październiku, premierem, nie ma mowy o cofaniu się i podporządkowaniu nakazom zewnętrznym Brukseli, bo musimy bronić naszej suwerenności, wolności i demokracji, jako kraju członkowskiego.  

A mimo wszystko, pieniądze z kasy Brukseli należą się Polsce, na nowe inwestycje w energetyce i wsparcie elektrowni węglowych, bo tak zostało to kilka lat temu zaprogramowane i tego nie można cofnąć, podobnie zresztą, jak Polska nie może cofać się z obranej drogi w polityce, wobec rzekomo błędnych i szkodliwych nakazów brukselskich.
Źródło: biznes.interia.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – linie energetyczne. Foto: wprost.pl.google.com.

Share
Ten wpis został opublikowany w kategorii Europa, partia, polityka, Polska, życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *