Zdrowie. „Dlaczego rezydenci strajkują?”

 

Jeśli dziś głoduje w Warszawie – to znak – nie wyjechał jeszcze z kraju. Ale jest tu proste pytanie, na które trzeba znaleźć odpowiedź: ile wystarczy mu sił, by z nami nadal był.

Strajk młodych lekarzy – rezydentów może być poważnym problemem dla PiS. Po pierwsze minister hrabia Radziwiłł wiedział, od wielu miesięcy, o planowanym strajku rezydentów, ale nie traktował go poważnie. Myślał, że nie wybuchnie, a jeżeli nawet – szybko się sam rozwiąże. Tymczasem głodówka młodych polskich lekarzy trwa już dziesiąty dzień. 

Pensja rezydenta to ok. 2200 zł netto 

Kilkudziesięciu młodych lekarzy, od 10 dni, prowadzi strajk głodowy. To, że na lokalizację protestu wybrali Dziecięcy Szpital Kliniczny przy ulicy Żwirki i Wigury w Warszawie, a oni sami są reprezentantami najmłodszej kadry medycznej w Polsce, wygląda bardzo symptomatycznie.  

Minister Radziwiłł także chyba uważa, że tę brać lekarską rezydentów, porwała młodzieńcza fantazja, bo choć wiedział o planowanym strajku od wielu miesięcy (zresztą wszyscy rządzący wiedzieli), wydaje się być całą akcją nieporuszony.  

Dość liczne spotkania przedstawicieli rezydentów z władzami resortu zdrowia, nie przyniosły żadnego skutku, postulaty były i są lekceważone lub zbywane stwierdzeniem, że nic nie da się zmienić.  

Dlaczego rezydenci strajkują? 

W polskich szpitalach pracuje około 25 tysięcy rezydentów. To lekarze, którzy po zdanym egzaminie końcowym, wieńczącym sześcioletnie studia i roczny staż, rozpoczynają kilkuletnie zdobywanie specjalizacji w różnych dziedzinach medycyny. Dla nich strajk oznacza – być albo nie być w Polsce.  

Każdego roku, kilka tysięcy takich lekarzy startuje po etaty rezydenckie, które opłacane są z budżetu państwa. Miesięczna pensja rezydenta wynosi około 2200 zł netto, ale jest kilka specjalności deficytowych, w których można otrzymać na rękę trochę więcej.

Nie są to zarobki wysokie ani zadowalające, toteż lekarze rezydenci zatrudniają się w różnych miejscach wieczorami i nocami na dyżurach i łatają przy okazji, dziury kadrowe.  

W dzisiejszej Polsce zawsze obowiązywał nawyk wysługiwania się młodymi lekarzami: na izbach przyjęć, w pogotowiach, szpitalach, przy wypełnianiu papierów w dyżurkach lekarskich.  

Chodzi o poprawę dbałości leczenia pacjentów 

Trochę w tym racji, bo praca dla młodego lekarza w szpitalnym oddziale ratunkowym lub dyżurowanie w karetce, są najlepszą szkołą, którą pamięta się na całe późniejsze zawodowe życie.  

Ale ma to sens wtedy, kiedy nad młodym lekarzem czuwa mistrz, który go faktycznie czegoś uczy. A nie, kiedy lekarz na dorobku leczy pacjentów w poczuciu, że pracuje za darmo i nie wie, do którego roku życia musi egzystować na garnuszku rodziców.  

Choć w głównym nurcie strajku przebija się przede wszystkim postulat podwyżek dla rezydentów, protestujący lekarze stanowczo podkreślają, że chodzi im również o zwiększenie nakładów na całą służbę zdrowia.

I protestują, żeby polepszyć dbałość leczenia pacjentów, dla których powinno być w systemie więcej, niż jest pieniędzy, które przecież sami wpłacają do NFZ…  

„Kiedy w pokoju pękają ściany” 

Ich zdaniem, bez tego nie ma szans na usprawnienie systemu, ale minister Radziwiłł – kiedyś pierwszy ruszał na barykady w sporach z resortem zdrowia i rządem, gdy walczono, np. za Tuska, o podwyżki dla lekarzy i wzrost nakładów – nazwał te postulaty finansowe „astronomicznymi”.  

Najwyraźniej jednak młodzi lekarze bardzo dokładnie wsłuchali się w obietnice Prawa i Sprawiedliwości sprzed ostatnich wyborów 2015 i exposé premier Beaty Szydło, na temat poprawy sytuacji ochrony zdrowia. Czy teraz trzeba je ciągle przypominać?  

Rezydenci nie chcą czekać na zmiany, które wciąż dla uspokojenia lekarzy zapowiada „złotousty” minister, i dobrze wiedzą, że wprowadzenie sieci szpitali i reformy w POZ, nie mają nic wspólnego z polepszeniem ich doli.

„Kiedy w pokoju pękają ściany, to przestawienie mebli, nic nie zmieni” – zauważył rezolutnie w mediach jeden z głodujących rezydentów.

Premier: strajk musi być przerwany 

Jeżeli dziś głoduje w Warszawie – to znak – jeszcze nie wyjechał z kraju. Ale jest tu pytanie, na które powinna znaleźć się odpowiedź: ile jeszcze wystarczy mu sił, by walczyć w ten beznadziejny sposób, o poprawę sytuacji w Polsce? A kiedy zrezygnowany rzuci to wszystko i wyruszy w świat…  

– Nie zdajemy sobie sprawy, że poród przyjmuje ginekolog, który pracuje już czterdziestą godzinę, albo lekarz, który nas operuje, rano musiał przyjąć kroplówkę, bo nie był w stanie dłużej pracować – musiał zostać w szpitalu, bo nie było nikogo innego – mówi Mikołaj Sinica, jeden z protestujących lekarzy rezydentów.  

Na wniosek rezydentów, po wielu wylanych pustych słowach przez ministra, zaproszono na spotkanie premier Beatę Szydło. Premier zaproszenie przyjęła, ale postawiła warunek, szantażując lekarzy – strajk musi być przerwany. Nie można bowiem rozmawiać – miała powiedzieć premier – pod ostrym obstrzałem strajku lekarzy.

Dziś (11 października 2017) lekarze zawiesili strajk głodowy na czas rozmów z premier Szydło, która wyraziła zgodę na spotkanie z protestującymi rezydentami. Zobaczymy co dadzą te rozmowy.
Źródło: polityka.pl i izba-lekarska.pl.  

Oprac. Stanisław Cybruch

 Na zdjęciu ilustracyjnym- Głodówka rezydentów-WUM. Foto: izba-lekarska.pl.google.com.

Share
Ten wpis został opublikowany w kategorii ludzie, partia, pieniądze, polityka, Polska, życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *