Korzyści narodu z rekonstrukcji rządu i “dobrej zmiany”?

 

Chciałeś obywatelu “dobrej zmiany” i “taniego państwa”, głosowałeś za tym, więc zobacz, jak się to dziś ma…

W 2015 roku, podczas kampanii wyborczej, czołowi przedstawiciele partii dziś rządzącej w Polsce, spotykając się na wiecach w różnych miastach i wsiach zapewniali, że chcą przejąć władzę, aby pokazać społeczeństwu “dobrą zmianę”, “tanie państwo” i troskę o nowe, lepsze życie obywateli.  

Lepsza Polska z “tanim państwem”? 

A, gdy naród uwierzył czołowym aktywistom PiS, w tym m.in. kandydatowi na prezydenta RP Andrzejowi Dudzie i krzykliwej kandydatce na premiera Beacie Szydło, we wszystkie głośne wówczas hasła m.in. o “dobrej zmianie”, “tanim państwie”, wielkich inwestycjach (drogowych, kolejowych, itp.) i trosce władzy o lepszą Polskę – większość w wyborach oddała głos na PiS.  

Na krytykę przeciwników, głównie spośród wtedy jeszcze rządzącej ekipy PO, że bajki kolorowe PiS, jakie słychać z ust ich przedstawicieli to tylko mrzonki, w które nie można wierzyć. Bo budżet nie ma pieniędzy, a tanie państwo jest tylko barwnym snem polityków żądnych władzy – pojawiło się w odpowiedzi buńczuczne hasło – “damy radę!”  

Na zapowiedzi m.in. o lepszej Polsce z “tanim państwem”, szybko okazało się, że rząd PiS ma w Unii Europejskiej najwięcej ministrów i zastępców, a “tanie państwo” zaczęło obrastać kredytami z baków komercyjnych; w połowie 2017 roku kwota zaciągniętych kredytów sięgnęła ok. 96 mld zł.

Morawiecki głowił się 

Wkrótce też okazało się, że wypada dotrzymać słowa z kampanii i obniżyć wiek emerytalny kobiet i mężczyzn. Po niemałych trudach uchwalono nowelizację ustawy, która błyskawicznie weszła w życie.  

Także błyskawicznie poczęto przekonywać ludzi, że warto dłużej pracować, niż głosi ustawa, jeśli ktoś chce mieć wyższą emeryturę. Inaczej – kobieta może za jakiś czas otrzymać 850 złotych, a mężczyzna 1300 zł.  

– Chcemy zachęcić Polaków, by pracowali dalej i nie przechodzili na emeryturę, według nowych warunków – radził pod koniec kwietnia 2017 roku, wicepremier Mateusz Morawiecki.  

Byli głusi: Kaczyński, Macierewicz i Pawłowicz? 

Wygląda na to, że “zachęcanie” musi zacząć od swojego obozu politycznego. I to od samej “góry” – komentowały media.  

Czyżby skwapliwie skorzystali z dobrych rad kolegów, wybitni politycy obozu władzy? Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz i Krystyna Pawłowicz, choć wciąż pracują w roli posłów i zarabiają niemałe pieniądze – to dodatkowo pobierają jeszcze emeryturę. W 2016 roku, tylko ta trójka kosztowała ZUS, ponad 120 tysięcy złotych.  

Dziennikarze naliczyli w końcu maja 2017, że znaczna grupa posłów – mimo przysługującej im i pobieranej emerytury – nadal pracują. Takich posłów w polskim Sejmie naliczono 71. Tak wynika z analizy portalu edukacyjnego ciekaweliczby.pl – podkreślają.  

Morawiecki: zatrzymać Polaków na rynku pracy 

Wskazali również konkretne nazwiska i kwoty (brutto) pobieranych świadczeń. Wzięli pod uwagę posłów, którzy obniżony wiek emerytalny (60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn), już osiągnęli lub osiągną jeszcze w 2017 roku kalendarzowym, gdy zacznie obowiązywać reforma emerytalna.  

Emerytura posła Jarosława Kaczyńskiego i pozostałych posłów to nic. Ryszard Petru na ich tle to prawdziwy krezus. Najwięcej, bo aż 38 parlamentarzystów-emerytów, ma w swoich szeregach partia rządząca. 

To z ramienia PiS, wicepremierem, a jednocześnie najważniejszym ministrem był przecież rok temu, Mateusz Morawiecki. Ten sam, który od kilku miesięcy dwoi się i troi, by zachęcić Polaków do nie korzystania z obniżonego od października, wieku emerytalnego.  

– Chcemy zachęcić tych Polaków, którzy mogą jeszcze pracować, by pozostali na rynku i nie przechodzili na emeryturę, według nowych warunków – mówił w kwietniu 2017, Morawiecki.  

Finanse posłów z najwyższej półki 

Deliberacja i kombinacja polityczno-finansowa nad ostatecznym projektem ustawy o tym, czy poseł po przejściu na emeryturę może jeszcze pracować, czy nie – zakończyła się zwycięstwem rozumu nad rachunkami. Chodziło przecież o to, żeby nie blokować wolności obywatelskich połów.  

A właśnie wybierał się na zasłużoną emeryturę, nie kto inny i nie byle kto, jak sam Jarosław Kaczyński. Prezes PiS, w 2016 roku, pobrał z kasy ZUS około 38 tys. złotych.  

Blisko tyle samo emerytury, ma wybitnie zasłużony dla Polski, były minister wojny i niestrudzony badacz katastrofy smoleńskiej, Antoni Macierewicz. Minister obrony narodowej, prócz ponad 190 tys. złotych  wynagrodzenia i 27 tys. zł diety poselskiej, dostał w 2016 r., prawie 37 tys. zł emerytury, a to nieco ponad 3 tys. złotych miesięcznie.  

Prezes i wiceprezes partii muszą koniecznie ustąpić Krystynie Pawłowicz. Posłanka PiS, każdego miesiąca pobiera z ZUS, nieco ponad 4 tys. złotych.  

Łącznie w partii rządzącej, emerytury ma aż 21, z 38 posłów. Oprócz wspomnianej trójki, są wśród nich również: Krzysztof Czabański, Ryszard Terlecki i Jan Szyszko.  

Pozostałych 17 posłów – prawo do świadczenia z ZUS nabyło wcześniej lub w 2017 roku, albo z pobierania świadczenia zrezygnowali. W tej ostatniej grupie jest m.in. minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska. Choć wiek emerytalny (ten podwyższony) osiągnęła w kwietniu 2016 roku, to z ZUS nie wzięła ani grosza – daje tym przykład Polakom.  

Emerytury wynoszą 2,2 mln zł rocznie 

Osiągnięcie wieku emerytalnego to jedno, a pobieranie świadczenia z ZUS to drugie. W polskim parlamencie zdecydowały się na to aż 44 osoby. Prócz wspomnianych 21 z PiS, jest 17 posłów PO, dwóch z Kukiz’15 i po jednym z PSL oraz kół: Wolni i Solidarni, Unia Europejskich Demokratów i jeden poseł niezrzeszony.  

Miesięczna wysokość świadczenia posłów jest różna. Przy założeniu, że posłowie pobierali emerytury przez cały 2016 rok, to okaże się, że najniższe świadczenie ma niezrzeszony poseł Jan Klawiter – co miesiąc dostaje 957 zł.  

Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz, także nie imponują wysokością swoich emerytur – ich niewiele ponad 3 tys. zł miesięcznie – daje im miejsce zaledwie wśród 10 najgorszych, pod tym względem.  

Najwyższy kapitał emerytalny wypracowały sobie posłanki Platformy Obywatelskiej. Rekordzistką jest Jolanta Hibner. Oprócz 3 tys. złotych  miesięcznie z ZUS, była europosłanka ma też prawo do europejskiej emerytury. To dochód 17 tys. zł rocznie. Przeliczony na comiesięczne świadczenia, daje Jolancie Hibner, 9627 zł emerytury.  

Blisko 7 tys. zł inkasuje zaś Iwona Śledzińska-Katarasińska, a ponad 6 tys. – Henryka Krzywonos-Strycharska. Dorównuje im zaledwie dwóch mężczyzn. Zbigniew Pawłowicz, jako były wojskowy, dostaje 6,7 tys. z Wojskowego Biura Emerytur. A były minister środowiska Jan Szyszko otrzymuje świadczenie w wysokości ponad 7 tys. zł.  

Emerytury posłów kosztują w sumie budżet państwa ponad 2,2 mln zł rocznie. A przecież wszyscy posłowie mają prawo do niemal 10 tys. zł uposażenia i ponad 2 tys. zł diety. Do tego mają jeszcze 13 tys. zł ryczałtu na biura poselskie, co w sumie daje ponad 25 tys. zł na osobę.

No i do tego ewentualnie inne zarobki, w tym także – jak się okazuje, dla co dziesiątego – emerytura. A są i tacy, którzy pracują również w instytucjach naukowych, oświatowych, medycznych, itp.
Źródło; finanse.wp.pl.  

Oprac. Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz. Foto: finanse.wp.pl.google.com.

Share
Ten wpis został opublikowany w kategorii ludzie, partia, pieniądze, polityka, Polska, życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *