Prezydent Erdogan z wizytą w Polsce. Witali go radośnie politycy PiS

 

Erdogan z wizytą w Warszawie. Witany radośnie przez polityków partii rządzącej, co widać szczególnie na twarzy ministra Macierewicza.

We wtorek, 17 października 2017 roku, przebywał w Polsce z jednodniową wizytą oficjalną, prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan. Wizyta zaczęła się od powitania przed Pałacem Prezydenckim.

Zgromadzeni politycy PiS: Antoni Macierewicz, Elżbieta Rafalska i szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski – z szerokimi uśmiechami czekali na przywódcę Turcji. Andrzej Duda też witał Erdogana i uśmiechał się dla wspólnego zdjęcia. 

Prezydent Turcji nie doczekał się spotkania z premier Beatą Szydło i prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim., gdyż nagle zostały odwołane. ‚W związku z sytuacją wewnętrzną w Turcji i koniecznością osobistego zaangażowania prezydenta, obie strony – Erdogan i Szydło – zdecydowały o przełożeniu spotkania na inny, dogodny termin – przekazał to rzecznik rządu, Rafał Bochenek.  

Wieczorem ma się odbyć planowana uroczysta kolacja na cześć Erdogana. Komentatorzy krytykują PiS za ciepłe przyjęcie przywódcy Turcji. Żaden kraj Unii Europejskiej ani rząd, nie wyraził chęci spotkanie ani goszczenia despoty – prezydenta Turcji.  

Erdogan więzi opozycję i dziennikarzy, knebluje media, nie chcą go oglądać w Unii, a polskie państwo PiS, gości go z honorami. To coś obrzydliwego – napisał Przemysław Szubartowicz.

‚PiS z honorami przyjmuje Erdogana, który wsadza do więzień opozycję, media i NGO’sy’ – przypomina Barbara Nowacka z Inicjatywy Polskiej. ‚Erdogan – symbol demokracji, wolności i praw człowieka gościem prezydenta i premier. Nie ma to jak wstawanie z kolan… #hipokryzjaPiS’ – napisał z kolei na Twitterze, były minister sprawiedliwości, Borys Budka.  

Prezydent Andrzej Duda nie tylko mile uśmiechał się do zdjęcia z gościem z Turcji, ale i prowadził z nim szczere, jak gdyby z upoważnienia władz UE, rozmowy dwustronne. Polska popiera starania Turcji o wstąpienie do UE – zadeklarował prezydent Duda. W odpowiedzi, prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan mówił, że oczekuje od Brukseli jasnej deklaracji w tej sprawie. „Nie wódźcie nas dłużej za nos” – oznajmił.  

Prezydent Duda odbył z Erdoganem na temat wstąpienia Turcji do Unii Europejskiej szczerą rozmowę. „Mam nadzieję, że drogi Turcji i UE będą nadal podążały w tym samym kierunku i efektem tego wspólnego podążania będzie w końcu członkostwo, pełne członkostwo Turcji w UE” – powiedział Duda, podczas oświadczenia dla prasy. Mówił, że Turcja od dawna ubiega się o członkostwo – „stara się i tego członkostwa oczekuje”. 

Ankara, według prezydenta Dudy, jest niezwykle istotnym partnerem UE, w kwestii „bezpieczeństwa europejskiego”. Jak podkreślił polski prezydent, Turcja odgrywa ważną rolę, ze względu na swoje miejsce geopolityczne i  potencjał militarny.  

„Mamy pełne poparcie Polski w tej kwestii, ale UE nie otwiera dla nas swoich podwoi, ten proces trwa od 1963 roku” – podkreślił Erdogan.  

„Ja chciałbym usłyszeć jasną deklarację i oświadczenie. Nie zwódźmy się wzajemnie, nie wódźcie nas dalej za nos” – powiedział prezydent Turcji. „Jeżeli chcecie przyjąć Turcję do UE, powiedzcie nam o tym, zróbcie to, jeżeli nie chcecie, powiedzcie nam to” – dodał Erdogan.  

Polski prezydent dziękował Turcji za „realizację zobowiązań wobec UE” w związku z kryzysem migracyjnym. Wyraził również nadzieję, że zostaną także zrealizowane zobowiązania UE wobec Turcji. Na mocy umowy z marca 2016 roku podpisanej pomiędzy Ankarą a Brukselą, napływ przybyszów z tureckiego wybrzeża do UE, prawie całkiem ustał.
Źródło: gazeta.pl i fakty.interia.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Prezydent Turcji Recep Erdogan w Polsce. Foto: wiadomosci.gazeta.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii Europa, partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Ustawy sądowe Andrzeja Dudy ugrzęzły w Sejmie

Pytanie jest proste: kto ma lepszy projekt ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS? – PiS prezesa Kaczyńskiego czy Kancelaria Prezydenta Dudy?  

​Trwa rozpoczęte trzy miesiące temu, po wetach prezydenta Dudy w sprawie sądownictwa, „przeciąganie” politycznej liny między Andrzejem Dudą a prezesem PiS Kaczyńskim. I zdaje się, że musi upłynąć jeszcze jakiś czas, aż prezydent zmięknie. Bo nie ma co oczekiwać, że nagle zmięknie twardy i nigdy nieustępliwy Jarosław Kaczyński.
Kompromis taki, jaki chce PiS

Tym razem gra idzie o poprawki do ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS, jakie prezes PiS przedstawił prezydentowi, ale one nie spełniają jeszcze jego oczekiwań. Szef Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski przyznaje, że ostateczny kompromis, między Pałacem Prezydenckim a biurem PiS przy Nowogrodzkiej, wciąż nie jest zawarty i konieczne jest kolejne spotkanie Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim.  

Prezydent skierował do Sejmu 26 września br. projekty ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Choć mijają trzy tygodnie, dokumenty nadal trzymane są w zamrażarce i nie ma sygnałów o dacie rozpoczęcia nad nimi prac. Lider PiS tydzień temu wysłał do prezydenta Dudy treść poprawek, jakie partia rządząca chciałaby wprowadzić do prezydenckich projektów.  

Z wypowiedzi szefa Kancelarii Prezydenta Krzysztofa Szczerskiego wynika, że poprawki PiS nie zostały zaakceptowane przez Andrzeja Dudę. Tak oto wygląda stan faktyczny kompromisu, na którym bardzo mocno zależy prezesowi partii, pod warunkiem zgody prezydenta na projekty PiS.  

Albo PiS będzie miał tak, jak chce, albo… 

Problem rozbija się przede wszystkim o kilka precyzyjnych zapisów, dotyczących, jak to nazywa Szczerski – „rezerwowej procedury wyboru” – członków KRS przez Sejm. To sytuacja, kiedy Sejmowi nie udaje się wybrać 15 sędziów-członków KRS większością 3/5 głosów. Prezydent proponował dokonanie w takim wypadku wyboru, zgodnie z zasadą: „jeden poseł – jeden głos”.  

Ale to rozwiązanie skrytykował prezes PiS, akcentując, że mimo waloru wielopartyjności takiego wyboru, byłby on faktycznie nieznanym Konstytucji RP, wyborem mniejszościowym. Stąd prosty wniosek: albo PiS będzie miał tak, jak chce, albo prezydent nie będzie miał tak, jak on chce.  

Rozmowa prawdopodobnie w piątek 

Przedstawione Prezydentowi przez PiS, w tej sprawie poprawki, nie są upubliczniona. Krzysztof Szczerski podkreśla, że porozumienie sprawie ostatecznej wersji poprawek, nie zostało osiągnięte.  

„Na pewno będzie jeszcze potrzebna rozmowa, po to żeby znaleźć kompromis. Prezydent na ten kompromis jest otwarty i chce uzgodnić z większością parlamentarną, kształt poprawek tak, żeby one mogły przejść przez parlament w sposób nie kontrowersyjny” – mówi prezydencki minister.  

Skoro kształt poprawek wciąż trzeba z większością uzgodnić, na co prezydent jest gotowy, jasne jest, że kompromisu wciąż nie ma i nie będzie. Chyba, że prezes PiS pogrozi swemu niedawnemu pupilowi i zaznaczy stanowczo: albo podpiszesz, albo znajdziemy innego kandydata na drugą kadencję prezydencką… Zobaczymy, w którym miejscu prezydent Duda się ugnie pod obstrzałem groźnych min i słów silnego człowieka, prezesa.
Źródło: fakty.interia.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński. Foto: fakty.interia.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Tygodnik „Der Spiegel”: w UE są równi i równiejsi

 

Niemiecki magazyn opiniotwórczy „Der Spiegel”, poświęca ostatnio dość dużo uwagi Polsce i Węgrom. Stwierdza, że „w UE łamanie prawa stało się regułą. Kanclerz Merkel chce to zmienić”.  

„Der Spiegel” (z niem. „lustro”) – największy i najbardziej wpływowy niemiecki tygodnik, dość często poświęca swoje opinie Polsce. Ostatnio pisząc o UE, w artykule „Są równi i równiejsi” stwierdza: „W UE łamanie prawa stało się regułą. Kanclerz Niemiec chce to zmienić i ryzykuje sporem z Węgrami i Polską. A podział kontynentu pogłębia się” – pisze gazeta.  

Przestrzeganie prawa w UE 

Jednym z dość ostrym sporów w UE, jest wycinka drzew w Puszczy Białowieskiej – informuje „Der Spiegel”. „Ostatnia puszcza Europy zmniejsza się z dnia na dzień”, a wycinka „szkodzi nie tylko naturze, ale i europejskiemu państwu prawa”. Dotychczasowe zarządzenia Trybunału Sprawiedliwości UE, „nie zrobiły na polskim rządzie wrażenia”.

W bieżącym tygodniu sprawa Puszczy Białowieskiej będzie tematem rozmów na szczycie UE – podaje hamburski magazyn. Niemcy zgłosiły kwestię praworządności, jako punkt obrad, „nie tylko z powodu nielegalnej wycinki drzew na wschodniej granicy Europy, ale także dlatego, że chodzi generalnie o przestrzeganie zasad obowiązujących w UE”.

Rząd w Berlinie zmienia kurs 

„Szczególnie w przypadku Polski można mówić o zmianie kursu” – stwierdza „Der Spiegel”. I zaznacza że dotąd, Merkel i jej gabinet, „w miarę możliwości”, bezpośrednio nie atakowali polskiego rządu.  

„Ostrej krytyki nie było nawet w przypadku planowanej ingerencji w niezawisłość wymiaru sprawiedliwości” – zauważa tygodnik. Niemiecki rząd chował się chętniej za Komisją Europejską i wszczętym przez nią postępowaniem ws. naruszenia praworządności.  

Teraz rząd w Berlinie chce pokazać Polsce i Węgrom, że naruszając zasady praworządności, potrząsają filarami UE, a „temat ten ma potencjał sporu o zasady”. „W końcu UE jest skonstruowana jako wspólnota prawna: a to, do czego porozumieją się państwa członkowskie, ma charakter wiążących umów państwowych”.  

„Komisja Europejska ma za zadanie kontrolować ich przestrzegania, a spory rozstrzyga Trybunał Sprawiedliwości UE” – wyjaśnia „Der Spiegel”. Ale to „tylko teoria. W praktyce wiele krajów członkowskich wyznaje zasadę: „legalne, nielegalne, mam to gdzieś!”  

Dwie klasy państw 

Nawet KE, pod przewodnictwem Junckera, tylko kiedy istnieje taka potrzeba, trzyma się tych zasad, bo uważa się za „komisję polityczną”. „Wszyscy są równi, ale niektórzy są równiejsi – brzmi motto Junckera”, które – jak zauważa hamburski magazyn – irytuje przede wszystkim mniejsze państwa członkowskie Europy Wschodniej. Dla nich jest to równoznaczne z istnieniem dwóch klas wśród państw członkowskich.  

„Szorstki ton” dotarł już do Trybunału Sprawiedliwości UE, którego orzeczenia nie tylko są krytykowane, ale i nie są przestrzegane. Szef dyplomacji Węgier, porównał ostatnio UE do „kaftana bezpieczeństwa”, kiedy Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł ws. relokacji uchodźców.  

Jak zauważa „Der Spiegel”, chodzi nie tylko o orzeczenie, które nie pasuje Węgrom, czy zarządzenie ignorowane przez Polskę, ale o „osłabianie państwa prawa od podstaw”, do czego przymierza się reformą sądownictwa rząd w Warszawie. KE wszczęła wobec Polski postępowanie o naruszenie unijnych przepisów, ale Polska odmawia KE prawa ingerencji w toczący się proces ustawodawczy – akcentuje „Der Spiegel”.  

„Utracony autorytet” 

„Już sam ton wskazuje, że Komisja Europejska – przynajmniej w części Europy Wschodniej – utraciła swój autorytet orędownika ustaw i porządku prawnego. Nawet mniej konfrontacyjnie nastawionych wschodnich Europejczyków irytuje, że Komisja i kraje, takie jak Niemcy, zachowują się jak strażnicy europejskich wartości, a jednocześnie sami naruszają zasady” – zauważa krytycznie „Der Spiegel”.

Tygodnik cytuje ambasadora Węgier w Berlinie Petera Györkösa, który uważa, że dwie największe zasady: wspólnej waluty i chronionego przez Schengen, wspólnego rynku wewnętrznego – zostały naruszone „przez wyjątki i lekceważenie”. A winę za to ponosi KE.  

Jak wyliczył Györkös, ponad 110 razy państwa członkowskie naruszyły zatwierdzony 20 lat temu, pakt na rzecz stabilności i wzrostu, a sankcji za to (poza jednym wyjątkiem) nie było. Również dla Niemiec.  

„Zasady zasadom nierówne” 

„Czołowi europejscy politycy obawiają się, że niedbałe obchodzenie się z prawem, może podkopać fundament UE” – pisze „Der Spiegel”. Gazeta cytuje rumuńskiego europosła Siegfrieda Muresana, który jest przekonany, że „zagrożenie praworządności w niektórych krajach Europy Wschodniej, może prowadzić do takiego samego kryzysu egzystencjalnego, jak zadłużanie innych krajów w strefie euro”.  

Odmiennego zdania jest minister spraw zagranicznych Luksemburga Asselborn, który podkreśla, że stanowiska odnośnie relokacji imigrantów nie można porównać do naruszenia paktu o stabilności. „Zasady zasadom nierówne”. Według niego, naruszenie praworządności powinno być karane, obcięciem środków z funduszy strukturalnych.  

Ambasador Györkös zauważył, że Węgry były do tej pory jedynym krajem, który został ukarany za naruszenie unijnych zasad budżetowych. W 2012 roku, UE zablokowała prawie 500 mln euro, które Węgry miały dostać na słabo rozwinięte regiony. Wniosek Györkösa: „To dowód, że nie wszystkie państwa są równe” – kończy niemiecki tygodnik „Der Spiegel”.
Źródło: dw.com.  

Oprac. Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – kanclerz Angela Merkel. Foto: mirror.co.uk.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii Europa, partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Polska w grupie krajów rozwiniętych. Kaczyński: „to bardzo duży sukces”


Do Warszawy, ściślej na Nowogrodzką, dotarła wiadomość, że Polskę uznano jako państwo rozwinięte. Ta wieść ucieszyła ogromnie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Z radości klaskał i podskakiwał. To bardzo duży sukces PiS mówił.  

Poprzez dziesięciolecia byliśmy rynkiem wschodzącym, a w tej chwili zostaliśmy uznani właśnie już za państwo rozwinięte; to bardzo duży sukces – powtórzył Naczelnik nasz najmilszy, prezes PiS Jarosław Kaczyński.  

Czyżby to rzeczywiście stało się dzięki partii, że wskoczyliśmy nagle na wyższy szczebel rozwoju gospodarki? Nie. To za sprawą Agencji indeksowej FTSE Russell, stanęliśmy w grupie  krajów wyżej rozwiniętych.

FTSE ogłosiła wyniki corocznej klasyfikacji krajów, pod względem statusu rozwoju, i Polska przeszła z rynków rozwijających się (Emerging Markets) do rozwiniętych (Developed Markets).  

Prezes PiS Jarosław Kaczyński w rozmowie z „Gazetą Polską”, przy okazji Zjazdu Klubów „GP” w Spale, wyraził opinię, że uznanie Polski za kraj rozwinięty jest „ogromnym sukcesem, jakby niedocenionym przez media”.  

– Poprzez dziesięciolecia byliśmy tym rynkiem wschodzącym, a w tej chwili zostaliśmy uznani właśnie już za państwo rozwinięte, więc powtarzam: bardzo duża rzecz, bardzo duży sukces i należy się tym zajmować, należy o tym mówić – podkreślił prezes PiS.  

Pytany, czy w konsekwencji Polska zintensyfikuje próby wejścia do grupy G20, prezes ocenił: „musimy jeszcze tutaj troszkę nad tym popracować i w sferze politycznej, no i w sferze gospodarczej”. 

– Myśmy na przykład, od czasów naszego poprzedniego rządu, na liście państw, jeżeli chodzi o wielkość globalnego PKB, troszkę spadli – zauważył Kaczyński. – Kiedyś przynajmniej, żeby nie liczyć Tajwanu, to byliśmy w pierwszej 20, a teraz już niestety nie jesteśmy – dodał.  

Jak wynika z tego krótkiego zdania prezesa – docenili nas, ale za mało. Powinni posadowić nas wysoko, czyli docenić lepiej – umieścić wyżej lub nawet bardzo wysoko.  

Zdaniem prezesa PiS, w tej sytuacji należy „przekonywać naszych partnerów”, że „nasz region powinien być reprezentowany, że Środkowa Europa jest regionem”. – To nie jest przyjmowane na świecie powszechnie, ale my działamy w tym kierunku – zapewnił.  

Agencja indeksowa FTSE Russell ogłosiła wyniki klasyfikacji przed kilkunastoma dniami. Decyzja wejdzie w życie we wrześniu 2018 r., zapewniając okres przejściowy, na przystosowanie się do zmiany statusu.  

To pierwszy przypadek zakwalifikowania do elitarnego grona kraju z Europy Środkowo-Wschodniej. Polska najpierw trafiła na listę obserwacyjną, dla ewentualnego przekwalifikowania na status rynku rozwiniętego, we wrześniu 2011 r. O rewizji klasyfikacji przesądziła pozytywna ocena agencji indeksowej FTSE Russell szeregu czynników.  

Agencja indeksowa FTSE Russell, ogłosiła w nocy 29 września 2017 roku, wyniki corocznej klasyfikacji krajów pod względem statusu rozwoju.  

Polska, po przekwalifikowaniu, dołączyła do grupy 25 najbardziej rozwiniętych światowych rynków, w których są m.in. Niemcy, Francja, Japonia, Australia i USA. Decyzja wejdzie w życie we wrześniu 2018 r.  

Prezes zarządu GPW Marek Dietl powiedział, że „przekwalifikowanie Polski do rynków rozwiniętych to docenienie rozwoju polskiej gospodarki i naszego rynku kapitałowego oraz ważny krok w jego rozwoju”. Polska ma wszystkie zalety rynków rozwiniętych, m.in. bezpieczeństwo obrotu i usług post-transakcyjnych i rozwiniętą infrastrukturę.  

„GPW pracuje w oparciu o nowoczesny system transakcyjny, a spółki giełdowe, spełniają wysokie standardy, pod względem ładu korporacyjnego i komunikacyjnego. Dodatkowo, dynamiczny rozwój polskiej gospodarki jest dobrym argumentem do inwestowania na naszym rynku przez globalnych inwestorów” – powiedział Marek Dietl.
Źródło: money.pl i wiadomosci.stockwatch.pl.  

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Jarosław Kaczyński, Polska wśród krajów rozwiniętych. Foto: money.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii ludzie, partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Newsweek: „Kwaśniewscy ukrywają nielegalnie zdobytą fortunę?”

 

Prokuratura w Katowicach przedłużyła śledztwo w sprawie rzekomo podejrzanego majątku Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich.  

Jarosław Kaczyński rozprawił się już prawie z wszystkimi autorytetami. Dla niego Lech Wałęsa jest niczym, bo nawet wtedy, kiedy kierował związkiem „Solidarność”, nie potrafił tego robić, toteż – jak mówił niedawno – faktycznym szefem tej organizacji związkowej był słynny bliźniak, Lech Kaczyński.  

Aby sponiewierać ludzi z autorytetami, którzy już odeszli, wykopano z grobów: gen. Wojciecha Jaruzelskiego i gen. Kiszczaka, i odebrano im szlify wojskowe, do stopnia szeregowego.

„Trwa zaawansowane postępowanie dowodowe” 

Trzeba tylko czekać, jak nagle dowiemy się, że przez płot Stoczni Gdańskiej, nie przeskoczył Wałęsa, a Jarosław Kaczyński, którego podsadził do skoku, brat Lech. Nie ma też takiego autorytetu, jak prof. Andrzej Rzepliński, bo był komunistą i choć razem studiowali prawo w PRL, on doszedł do profesury, a prezes PiS został tam, gdzie stało…

Dla zwiększenia listy zdeptanych autorytetów, wznowiono śledztwo w sprawie pary prezydenckiej, Kwaśniewskich. Stało się to przypadkiem w końcu 2016 roku.

A niedawno przedłużono je do 3 grudnia br., choć być może, nie jest to ostateczna data. Chodzi o podejrzenie byłego prezydenta i jego żony o „przestępstwa skarbowe i pranie pieniędzy”.  

– Trwa zaawansowane postępowanie dowodowe, przesłuchiwani są kolejni świadkowie. Postępowanie nadal jest prowadzone w sprawie, nie przeciwko konkretnym osobom — informuje prowadzący śledztwo, prok. Ireneusz Kunert z Prokuratury Regionalnej w Katowicach.  

„Dialog nagrała ochrona” 

To jedna z najbardziej zaufanych jednostek prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, zwraca uwagę Onet, na który powołuje się tygodnik „Newsweek”.  

– Zarówno ja, jak i moja żona rozliczamy się co roku z urzędem skarbowym i żadnych nieprawidłowości nie ma. Są na to dokumenty, które przecież można sprawdzić. W całej tej sprawie chodzi o to, by znaleźć bat na Kwaśniewskich — odpierał zarzuty parę miesięcy temu sam Kwaśniewski.  

Sugestie na temat niebotycznego majątku Kwaśniewskich pojawiły się ponad 10 lat temu, kiedy Józef Oleksy, w rozmowie z biznesmenem Aleksandrem Gudzowatym stwierdził, że para prezydencka ukrywa część majątku. Spotkanie było prywatne, ale dialog nagrała ochrona Gudzowatego. I zapis trafił do mediów (newsweek.pl).  

„Agent Tomek w akcji” 

W 2007 roku – za rządów PiS – CBA próbowało udowodnić, że do Kwaśniewskich należy willa w Kazimierzu Dolnym, a widniejący w dokumentach właściciel – szef Budimeksu, Marek Michałowski – jest słupem. Biznesmen miał odkupić dom za 1,5 mln zł od przyjaciółki Kwaśniewskich.  

CBA ustaliło, że Marek Michałowski nie wykonał przelewu na taką kwotę, ale za to była właścicielka Maria J., robi zakupy powyżej swoich dochodów.  

Z jej podsłuchanych rozmów wynikało m.in., że Kwaśniewscy mają zalegać z opłatami czy decydować o telewizji kablowej w willi. – Bywamy często w tym domu – ucinał temat Kwaśniewski. 

CBA zastawiło nawet pułapkę na Kwaśniewskiego. Słynny agent Tomek, czyli poseł PiS Tomasz Kaczmarek, udawał, że chce kupić willę. Operacja zakończyła się kompromitacją. – Wówczas śledczy prześwietlili wszystkie dokumenty finansowe i skarbowe. I nic nie znaleziono.  

Świat dowie się wreszcie 

Teraz, po latach, gdy do władzy powróciło PiS, wrócono do tej sprawy, bez żadnego racjonalnego powodu, bo żadne nowe fakty nie mają miejsca — komentował parę miesięcy temu Aleksander Kwaśniewski.  

Ale demokratycznie wybrana większością władza, dziś nam miłościwie panująca, nie ma skrupułów, by dręczyć ludzi bez podstaw, i straszyć machiną sprawiedliwości. Robi to z pełną świadomością, że może uda się zniszczyć kolejny autorytet postkomunizmu, i wskoczyć za jakiś czas, na wszystkie przydeptane autorytety, z chorągiewką zwycięstwa.  

A Polska i świat dowie się wreszcie, że prezes panującej dziś partii, to człowiek legenda, który śmiało skakał na barykady i walczył, krzyczał, żądał…, aż w końcu dał Polakom wolność, niepodległość i demokrację.
Źródło: newsweek.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Foto: polskieradio.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii ludzie, partia, pieniądze, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Lekarze rezydenci „wrogami narodu”

 

Gdy krytykujesz rząd PiS, możesz stać się wrogiem obozu „dobrej zmiany” lub wrogiem narodu. 

Jarosław Kaczyński ma dużo czasu na głębokie rozmyślanie nad tym, jakby to znowu zamącić w zimnej wodzie brudnej polityki i kolejny raz zwyciężyć w wyborach. Bo jak mówi – mamy jeszcze wiele do zmiany – w przebudowie zrujnowanej przez Tuska, Polsce oraz w budowie nowej, wspaniałej, silnej, świetlanej, nowoczesnej ojczyźnie.

Wpada więc na coraz to nowsze pomysły idące w tym kierunku i nakazuje swoim żołnierzom smoleńskim, aby te genialne myśli wcielać w życie. Po pierwsze należy zmienić czym prędzej ordynację wyborczą. Prace nad nią trwają i są już blisko końca. Projekt trafi do Sejmu w listopadzie. Będzie zbliżony do pierwotnej wersji sprzed kilku miesięcy. 

Ten, kto jest wójtem, starostą, wojewodą, prezydentem, sołtysem więcej niż dwie kadencje – nie może już trzeci raz kandydować. Tylko najdroższy nasz prezes Kaczyński może być całe życie posłem i szefem PiS. I brać z tego tytułu wynagrodzenie, które fundują mu wszyscy Polacy, płacący podatki. 

Każdy, kto krytykuje PiSowski rząd, z dnia na dzień, może stać się wrogiem tzw. obozu „dobrej zmiany”. I nie ma znaczenie, że krytyk jeszcze wczoraj piał z zachwytu, nad cudowną rolą partii Kaczyńskiego. Warto wspomnieć sobie choćby los prof. Jadwigi Staniszkis. Kiedy podjęła krytykę ciągot autorytarnych PiSowskiej władzy Kaczyńskiego – stała się natychmiast wrogiem prawicy (polityka.pl). 

Niedawno, bliski ideologicznie PiS prof. Michał Królikowski, który pisał prezydentowi Dudzie ustawy dotyczące reformy sądów, bardzo szybko stał się obiektem zainteresowania prokuratury, służb specjalnych i rządowych mediów, które robiły z niego skarbnika przestępców. 

Tak oto PiS, nawet swoich ludzi, którzy próbują rzucać kłody pod nogi prezesa Jarosława Kaczyńskiego, czyni śmiertelnymi wrogami. Puszcza w ten sposób w „ciemny lud” jasny sygnał, że albo jesteś z nami na śmierć i życie, albo będziesz zniszczymy. 

Ma też prezes PiS określone swoje zdanie o rezydentach – młodych lekarzach, którzy od 14 dni strajkują głodówką i domagają się podwyżek swoich pensji. Najpierw sprawę próbował uciszyć, minister zdrowia, Radziwiłł, dając lekarzom sprytną propozycję: „wracacie do pracy, potem sobie pogadamy”. Premier Beata Szydło umyła ręce dając im warunek: najpierw macie skończyć strajk, potem pomyślimy, jak was zadowolić.  

Gdy się jednak okazało, że młodzi lekarze nie zamierzają składać broni, a popierają ich studenci medycyny i pacjenci, gdy wyszło, że nie chcą też emigrować, jak doradzała im poseł PiS, Józefa Hrynkiewicz, do akcji wkroczył natychmiast Jarosław Kaczyński i TVPiS.  

Prezes PiS odczytał w proteście lekarzy spisek, który ma na celu obalenie rządu PiS. W ten sposób prezes Kaczyński odwołał się do znanej i dobrze przetestowanej strategii, czyli insynuacji i szczucia. Komentując protest rezydentów powiedział: „To może być coś, co nie ma nic wspólnego, ze służbą zdrowia”. To może być chęć obalenia władzy PiS.  

Był już przed miesiącami – w opinii PiS – tzw. „pucz kanapkowy”, w którym prezes Kaczyński również widział spiski i skoordynowany atak tajemniczych sił na jego silną, uzbrojoną władzę policyjno-wojskową.  

Słowa Kaczyńskiego to coś więcej niż tylko domysły i lęki. To jasny sygnał dla PiSowskich działaczy i mediów, że z młodych lekarzy można zrobić „wrogów ludu”. Przekaz mediów i trolli pisowskich jest też jasny: rezydenci to… bogacze, którzy „narzekają na zarobki, a jedzą kanapki z kawiorem”.  

I to nie wszystko. Prawicowe trolle ruszyły do przegrzebywania Facebooka rezydentów, aby wyciągać zdjęcia z wakacji i dalszych podróży i pokazać ludowi „słodkie życie” młodych medyków. Dziś rezydencji to kolejna grupa zawodowa, po sędziach i prawnikach, która w PiSowskiej retoryce i propagandzie robi za „kozła ofiarnego”, stając się łatwym kęskiem usprawiedliwienia, nieudolnych rządów obozu prawicy.  

Czy można się jakoś bronić przed PiSowską insynuacją, szczuciem i oczernianiem? Przede wszystkim nie można dać się zaszantażować. Nie dać sobie wmówić, że to ja jestem winny, bo domagam się godnej płacy, za ciężką pracę. Ale rząd PiS nie ma problemu, z dotowaniem fikcyjnego Wojska Obrony Terytorialnej, kampanii antysądowej, geotermii Rydzyka, strzelnicy w każdej gminie, a nie ma pieniędzy na służbę zdrowia.  

I jeszcze jedno. Jeśli nawet stajesz się przedmiotem nienawiści PiSowskiej propagandy, musisz robić swoje. Chowanie głowy w piasek nic nie da. Władzy PiS chodzi o to, żeby zastraszyć ludzi. A gdy poczują strach, wtedy się schowają, zamkną. Wtedy władza będzie miała spokój. Ale, jak radzi Winston Churchill: „Jedyną rzeczą, której powinniśmy się bać, jest strach”. Jednak, jak widać i słychać, lekarze rezydenci nie mają zamiaru się bać.
Źródło: polityka.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Jarosław Kaczyński o lekarzach rezydentach. Foto: gosc.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii ludzie, partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Kanclerz Merkel wyrusza na wojnę z Polską

 

Koniec pobłażania ze strony Niemiec polityki władz PiS w kwestiach praworządności.  

W trakcie niedawnej kampanii wyborczej w Niemczech, Angela Merkel zapowiedziała, że kończy z polityką pobłażania i litości wobec rządu PiS. Teraz już daje tego dowody. Niebawem wprowadzi kwestię praworządności do agendy najbliższego szczytu Unii Europejskiej – informuje niemiecki tygodnik „Der Spiegel”.  

Powodem tego kroku, nie jedynym, jest sytuacja w Puszczy Białowieskiej. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w końcu lipca br. nakazał natychmiast wstrzymanie wycinki drzew, na obszarach chronionych, ale – zdaniem „Spiegla” – rząd PiS nie zastosował się do tego orzeczenia.  

„Spiegel” twierdzi, że kanclerz Angela Merkel zamierzała poruszyć kwestę naruszania unijnego prawa, podczas spotkania w środę w Berlinie, z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem. „Chodzi o sprawy zasadnicze” – cytuje tygodnik anonimowych urzędników.  

Według autorów artykułu, w przypadku niemieckiej polityki wobec Polski, można mówić o „zmianie kursu”. „Merkel i jej ministrowie unikali dotychczas ataków przeciwko polskiemu rządowi. Aby dodatkowo nie obciążać, drażliwego z powodów historycznych, stosunku do Polski, Berlin „wolał chować się za plecami Komisji Europejskiej” – pisze „Spiegel”.  

„Niemiecki rząd chce obecnie pokazać krajom takim jak Polska i Węgry, że działając przeciwko zasadom praworządności, wstrząsają filarami Unii Europejskiej” – piszą: Peter Mueller i Christoph Schulz z Brukseli.  

Korespondenci zastrzegają, że Komisja Europejska kierowana przez Jean-Claude’a Junckera, też przestrzega zasad „tylko wtedy, gdy jest taka potrzeba”. „Juncker kieruje się dewizą: wszyscy są równi, ale niektórzy są równiejsi, co złości wszystkich, którzy czują się pokrzywdzeni, przede wszystkim mniejsze kraje w Europie Wschodniej” – podkreśla tygodnik.  

Wypowiedzi polityków z Polski i Węgier świadczą o tym, że Komisja Europejska utraciła w części krajów wschodnioeuropejskich swój autorytet, jako wiarygodny orędownik prawa i porządku – ocenia „Der Spiegel”.  

„Nawet te kraje w Europie Wschodniej, które nastawione są mniej konfrontacyjnie (niż Polska czy Węgry) do unii, złoszczą się, że Komisja Europejska i kraje takie jak Niemcy, występują jako strażnicy europejskich wartości, a równocześnie same łamią zasady” – komentuje tygodnik.

Gazeta niemiecka daje wyraźny sygnał władzom polskim, że czas słodkiej miłości polityków niemiecki wobec Polski pod rządami PiS, zakończony. Zaczyna się tym samym, nowa era w  polityce, na linii Niemcy – Polska. Władze w Warszawie powinny opamiętać się i zmienić strategię konfrontacyjną z UE, na normalną współpracę, z poszanowaniem prawa.
Źródło: dw.com i wiadomosci.wp.pl 

Oprac. Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Kanclerz Niemiec Angela Merkel. Foto: wiadomosci.wp.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii Europa, partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Spór między prezydentem Dudą a szefem MON o aneks do raportu o WSI

 

Szef MON i prezydent Duda są od dawna w sporze. Jeżeli będą jakiekolwiek decyzje prezydenta, w sprawie aneksu do raportu z weryfikacji WSI, to zostaną one ogłoszone – powiedział szef BBN.

Trwa od miesięcy ostry spór na linii: prezydent Duda – minister obrony Macierewicz. Wciąż chodzi o to samo: kto ważniejszy wobec armii Wojska Polskiego. Teraz doszła jeszcze sprawa aneksu do raportu o WSI. 

Jeżeli będą jakiekolwiek decyzje prezydenta, w sprawie aneksu do raportu z weryfikacji WSI, to zostaną one zakomunikowane – powiedział szef BBN Paweł Soloch. Dodał, że na przeszkodzie opublikowania treści aneksu stoi wyrok Trybunału Konstytucyjnego i „niezbędne byłyby kroki legislacyjne, jeżeli taka decyzja miałaby zapaść”.

Paweł Soloch był pytany w Radiowej Trójce, o wypowiedź szefa MON Antoniego Macierewicza, który powiedział w piątek, 13 października, że prezydent Andrzej Duda powinien zwrócić Służbie Kontrwywiadu Wojskowego (SKW), aneks do raportu z weryfikacji WSI, ze względu na zawarte w nim, a potrzebne kontrwywiadowi wojskowemu, informacje.

Jak powiedział Paweł Soloch, „w przekazie ministra były dwa postulaty: jeden o zwrocie aneksu, a drugi o jego opublikowaniu, więc one nie są do końca koherentne”.  

„Aneks jest tajny, jeżeli będą decyzje prezydenta jakiekolwiek w tym względzie, to zostaną one zakomunikowane, natomiast ja przypomnę opinię na temat aneksu, śp. prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego. Przeszkodę w opublikowaniu treści aneksu, stanowi wyrok Trybunału Konstytucyjnego i potrzebne byłyby niezbędne kroki legislacyjne, jeżeli taka decyzja miałaby zapaść” – powiedział szef BBN.  

„Na dzień dzisiejszy, jeżeli prezydent podejmie jakieś decyzje w tej sprawie, to będą one komunikowane, tak wygląda sytuacja” – dodał. Paweł Soloch, pytany jak ocenia stan stosunków między prezydentem a MON, odrzekł m.in., że „nie na wszystkich polach są kontrowersje”.  

„Odwołam się tu też do wypowiedzi prezydenta, że współpraca jest trudna, co wynika również ze specyficznego powiązania kompetencji. Prezydent mówił, że są pewne decyzje, postawy, z którymi podobnie on, jak i jego wielki poprzednik, on jako prezydent, się nie będzie zgadzał” – powiedział.  

Ale współpraca jest. „Są pewne pola, żeby powiedzieć coś optymistycznego: idea cyberarmii, czy zgodna współpraca w zakresie przygotowania projektu ustawy, o pozbawieniu stopni wojskowych, gdzie nasze uwagi zostały uwzględnione, także nie na wszystkich polach są kontrowersje” – dodał Paweł Soloch.  

Szef BBN, pytany czy 11 listopada będą nominacje generalskie, odpowiedział: „Oczekujemy dodatkowych informacji w tej sprawie ze strony ministra, o co w imieniu prezydenta się zwróciłem, po otrzymaniu dodatkowych informacji dotyczących zgłoszonych kandydatur, i po odpowiedzi na sugestie prezydenta, prezydent podejmie decyzję”.

W tym żenującym pokazie sporu o wojsko, między prezydentem a ministrem, widać, kto po jakiej stronie stoi. Wiadomo, że z mocy Konstytucji RP, zwierzchnikiem sił zbrojnych Polski jest Andrzej Duda. Więc premier Szydło, gdyby była samodzielna w działaniach personalnych, powinna już dawno pozbawić ministra posady.
Źródło: fakty.interia.pl.  

Oprac. Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – Antoni Macierewicz i Paweł Soloch. Foto: natemat.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii partia, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Prezes PiS skomentował strajk lekarzy rezydentów

 

„My rozumiemy ich racje, szanujemy to i nikt nie przeszkadza im strajkować, natomiast z pewnym niepokojem patrzymy na to”… (Jarosław Kaczyński).  

Jarosław Kaczyński, jak przystało na Naczelnika państwa, wszystkim się interesuje, o wszystkim wie, nawet o tym, że w Europie coraz więcej państw, także naszej strefy – „choćby Czechy” – uzyskuje zrównoważenie, albo nawet nadwyżkę budżetową” – tłumaczył Kaczyński. 

„Nie można zwiększać nakładów pod wpływem nacisków” 

O proteście młodych lekarzy rezydentów, dużo się w ostatnich dniach mówi i nic tego nie wynika. Rozmawiali z nimi: minister zdrowia Radziwiłł i premier Szydło.

Dużo im obiecali – podobnie, jak w kampanii wyborczej – kandydatka na premiera i kandydat na prezydenta, ale niczego konkretnie od zaraz. Ktoś z polityków PiS powiedział nawet, że ten strajk głodowy jest bardziej polityczny, niż zwyczajnie normalny. 

Także Jarosław Kaczyński, jak przystało na Naczelnika państwa, zainteresował się strajkiem lekarzy rezydentów. Powiedział, że według niego, wydatki na służbę zdrowia powinny wynosić minimum 6 proc. PKB. 

Zaznaczył, że w bieżącym roku wydatki te „zwiększają się o 8 mld zł, a w przyszłym o 6 mld zł”. – To ciągle rośnie, ale to rośnie dość wolno – stwierdził po ojcowsku prezes PiS.  

Odnosząc się do kwestii strajku lekarzy rezydentów podkreślił, że „PiS rozumie ich racje”, ale zaznaczył, iż „wzrostu nakładów na służbę zdrowia, nie można robić pod wpływem nacisków grupy młodych ludzi”.

„My rozumiemy ich racje, szanujemy to – mówił – nikt nie przeszkadza im strajkować, natomiast z pewnym niepokojem patrzymy na to, że tutaj pojawiają się osoby, które jako żywo, ze służbą zdrowia nie mają nic wspólnego, a które próbują z tego robić politykę” – zaznaczył prezes PiS.  

Jarosław Kaczyński podkreślił – wcale na żarty, że „sprawa służby zdrowia jest sprawą ważną dla społeczeństwa”, jednak – jak zaznaczył – obecny rząd „wychodzi z sytuacji stworzonej przez poprzedników”.

Czyli wina Tuska 

Zdaniem szefa PiS, Polska powinna iść w kierunku zrównoważonego budżetu, albo nawet nadwyżki budżetowej. To w odniesieniu do założeń na 2018 rok deficytu budżetowego. Rząd PiS zakłada, że w 2018 roku nie przekroczy on 41,5 mld zł, przy wzroście gospodarczym na poziomie 3,8 proc. i średniorocznej inflacji, wynoszącej 2,3 procent.  

„Nie możemy podejmować wszystkiego na raz” 

„To jest dobra sytuacja, bo ten deficyt będzie niewątpliwie znacznie mniejszy, niż był planowany, bo był planowany na prawie 60 mld zł, ale będzie to – mimo wszystko – deficyt”.  

„A dzisiaj w Europie powstaje taka sytuacja, której jeszcze parę lat temu nie było: coraz liczniejsze państwa, także tej naszej sfery, choćby Czechy, uzyskują zrównoważenie, albo nawet nadwyżkę budżetową” – tłumaczył po gospodarsku Jarosław Kaczyński.  

Jego zdaniem, spraw, które mogą w Polsce wywołać spór i „są do załatwienia”, jest jeszcze więcej. – My nie możemy podejmować wszystkiego na raz. Nie można załatwić w ciągu jednej kadencji, nawet bardzo udanej, wszystkich problemów. Na to trzeba znacznie więcej czasu – stwierdził.

Strajk sam wybuchł i sam się zgasi 

Jak podkreślił, „aby Polskę zmienić do końca – po tym okresie, który trwał czterdzieści kilka lat, czyli okresie komunistycznym i następnie po latach III RP, czyli postkomunizmu, żeby nasz kraj doprowadzić do stanu, który można by uznać za akceptowalny – trzeba wielu lat”.

– To nawet nie są dwie kadencje, to są co najmniej trzy, jeśli nie więcej – zaznaczył prezes PiS Kaczyński. Bo – jak wcześniej mówił – PiS musi rządzić najmniej 20 lat, żeby uporządkować Polskę.

Te słowa końcowe były skierowane do członków i zwolenników partii Jarosława Kaczyńskiego, które mają mobilizować elektorat do masowego głosowania na PiS – za rok w wyborach do samorządów i za dwa w 2019, w wyborach do parlamentu.  

Prezes PiS, chciał swoją opinią uświadomić młodych lekarzy o tym, o czym dobrze wiedzą: „wydatki na służbę zdrowia powinny wynosić minimum 6 proc. PKB”.

Choć kwestia nakładów na służbę zdrowia to domena rządu PiS, to jednak Naczelnik powtarza te słowa, bo przecież coś trzeba mówić. A że te słowa są puste i nic nie znaczące to już całkiem inna sprawa. Strajk sam wybuchł i sam się zgasi, czyli ucichnie – mniema Ojciec Narodu.
Źródło: next.gazeta.pl.  

Stanisław Cybruch

Na zdjęciu ilustracyjnym – Prezes PiS Jarosław Kaczyński. Foto: wiadomosci.wp.pl.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii ludzie, partia, pieniądze, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Dziura w budżecie państwa: 40 miliardów złotych w cztery miesiące

Jeżeli dobrze porachować wielkość dziury budżetowej państwa polskiego, pod rządami PiS to wychodzi, że tylko w czterech końcowych miesiącach 2017 roku, osiągnie ona 40 mld zł.  

Jesteśmy na szybkiej ścieżce rozwoju. Ludziom żyje się coraz lepiej, rosną płace, a gospodarka przyśpiesza. Tak mniej więcej przedstawiciele ekipy rządzącej zachwalają swoje rządy i sukcesy. Chodzi o przyciąganie inwestorów zachodnich, bo polscy raczej nie są skłonni do inwestowania.  

Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Henryk Kowalczyk powiedział w Radiu ZET, że deficyt budżetowy w tym roku, będzie o około 20 miliardów złotych mniejszy, niż planowano. Taka zapowiedź oznacza, że deficyt ten w najbliższych miesiącach urośnie o ponad 40 miliardów złotych (gazeta.pl).  

Henryk Kowalczyk powiedział, że dziura w tegorocznym budżecie będzie o około 20 miliardów złotych mniejsza, niż wcześniej planowano. To dobra wiadomość, ale nie aż tak dobra, jak się początkowo wydaje.  

Po pierwsze zaplanowane w budżecie państwa 59 mld PLN deficytu, to tylko górny limit możliwej dziury, a nie faktyczny plan. Od początku 2017 roku chyba mało kto wierzył w to, że deficyt będzie aż tak duży. A to, że faktyczna dziura będzie o 20 miliardów mniejsza, nie powinno stanowić wielkiej pozytywnej niespodzianki.  

Rząd PiS oczyścił sobie przedpole, m.in. w NBP, i posadził na funkcji prezesa swego człowieka prof. Glapińskiego, aby w ten sposób z tegoż banku, czerpać praktyczne korzyści do bilionowego długu w budżecie.  

Po drugie, jeśli liczby przytoczone przez ministra Kowalczyka, porównamy nie do początkowych założeń i limitów, ale do stanu faktycznego po sierpniu br., to możemy mówić nawet o niespodziance negatywnej – pisze gazeta.  

Oto, po sierpniu, budżet ma 4,9 mld PLN nadwyżki. Według ministra Kowalczyka, na koniec tego roku, budżet będzie mieć deficyt o 20 mld PLN mniejszy, od limitu w wysokości 59,3 mld PLN.

A więc zakończymy rok z deficytem w okolicach 39 mld PLN. Oznacza to, że w ciągu września, października, listopada i grudnia – dziura w budżecie powiększy się o zawrotne dla nas, 44 miliardy złotych.  

Ale już przy tym temacie – przedstawiciele ekipy rządzącej – zapewniają i wymieniają biegiem swoje sukcesy: 500 plus, mieszkanie plus, darmowe leki dla seniorów, budowa autostrad…  

Rządzący milczą o tym i nikt nie wie czemu, że inwestycje drogowe idą jak po grudzie, a pieniędzy  na cele wspaniałego planu Odpowiedzialnego Rozwoju wielkiej, nowej, silnej Polski, chyba jednak Bruksela nie da.

Wiadomo, że budżet państwa pod koniec roku więcej wydaje, niż otrzymuje i jest to normalne – zresztą, co roku. Jednak kwota aż 44 mld PLN jest bardzo duża. Aż o 13 mld złotych większa, niż ta sprzed roku.  

Wiadomo także, iż rząd planuje ogromne powiększenie deficytu pod koniec 2017 roku, co wynika z danych Ministerstwo Finansów Morawieckiego. Wiadomo też z doniesień mediów, że w pierwszym półroczy br., rząd musiał – podobnie jak w 2015 – korzystać z kredytów bankowych na łatanie obietnic wyborczych. I w I półroczu 2017 zadłużono kraj kwotą  56 mld.  

W 2016 roku – w okresie od września do grudnia – deficyt też szybko się powiększał. A skala 2017 roku sięgnęła 31,3 miliardów złotych. W 2017, powiększenie dziury w końcówce roku, będzie na jeszcze większą skalę.  

Jeżeli te prognozy się sprawdzą, będzie to znak, że mimo częstego okazywania radości rządzących, z obecnej nadwyżki w budżecie, rządowi w 2017 nie da się znacząco ograniczyć dziury w budżecie.

Będzie ona tylko o 7 mld PLN mniejsza, niż rok wcześniej. A stanie się to przecież w roku, w którym NBP zasilił budżet, kwotą blisko 9 mld PLN zysku. Gdyby nie ten jeden istotny czynnik, deficyt budżetowy nawet by się nominalnie zwiększył.  

Chwalenie się sukcesami, których jeszcze nie widać to cecha szczególna rządu Jarosława Kaczyńskiego. Bo za tego rządu muszą być same sukcesy –ma bowiem w swoim składzie same gwiazdy: rachunkowe, biznesowe, socjalne, edukacyjne, wojskowe i twórcze, głównie w budowaniu planów… wielkiej, nowej, silnej, mocarstwowej Polski, pod kierunkiem szefa PiS.
Źródło: next.gazeta.pl.  

Stanisław Cybruch  

Na zdjęciu ilustracyjnym – premier Szydło, wicepremier Morawiecki, minister Kowalczyk. Foto: flickr.com.google.com.

Share
Zaszufladkowano do kategorii ludzie, partia, pieniądze, polityka, Polska, życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz